Uczniowie piszą

 

Jan Paweł II

Jan Paweł II jest każdemu znany jako człowiek i papież, którego na pewno zapamięta cały świat. Jan Paweł II - Karol Wojtyła bardzo kochał dzieci. Jego brat zmarł w wieku 26 lat, przez to, że lekarz w szpitalu zaraził go szkarlatyną od pacjentki. Matka pracowała dorywczo jako szwaczka. Oprócz tego zajmowała się także dziećmi. Opieka nad młodszym synem sprawiała jej wiele trudności. Karol chodził jeszcze do szkoły, gdy zabrano ją do szpitala, w  świadectwie śmierci wpisano zapalenie serca i nerek, a czy to prawda, do tej pory nie wiadomo. Ojciec był głównym żywicielem rodziny, utrzymywano się jedynie z jego pensji. Pracował jako urzędnik w Rejonowej Komendzie Ubezpieczeń. Mieszkali w dwóch małych pokojach i kuchni,  nie mieli łazienki, bo nie istniał jeszcze wtedy wodociąg. Wodę przynosili sobie z jednej z dwóch studni na rynku. Mieszkanie Wojtyłów wypełnione było książkami obrazami i fotografiami. Jak wiadomo Karol pochodzi z Wadowic.  

Dominika Uchacz, klasa 6b


 

Opis obrazka z Janem Pawłem II

Na stronie 194 w podręczniku znajduje się obrazek z papieżem Janem Pawłem II. Papież stoi w oknie i podnosi rękę pewnie do stojących przed nim ludzi. Na jego twarzy widać szczery uśmiech. Widać, że jest szczęśliwy. Przed papieżem znajdują się czerwono-białe kwiaty, które nieco zasłaniają papieża, przed nimi stoi także mikrofon. Pod obrazkiem znajduje się kilka zdań, które wyjaśniają, że papież chętnie spotykał się z młodzieżą i co roku przygotowywał skierowane do nich orędzie, które stawało się tematem Światowych Dni Młodzieży.

Oliwia Podoba, klasa 6b

 

 Tematem mojego opisu jest wielki człowiek Jan Paweł II. Był  pierwszym papieżem Polskim, już zmarł i został błogosławionym, ale już nie długo zostanie świętym. Uwielbiał jeździć na nartach i chodzisz po górach. Miał siwe włosy. Zanim został papieżem miał na imię Karol, a na nazwisko Wojtyła. Bardzo lubił młodzież i dzieci. Pomagał i wspierał chorych i cierpiących. Zmarł kiedy ja miałam 4-latka, czyli w 2005 r. Nigdy się z nim nie spotkałam, ale myślę że jest w niebie. Ja uważam, że to był nasz najlepszy papież.  Nigdy o nim nie zapomnimy.

Magdalena Koperek, klasa 6b


I wtedy …

I

Obudził się rano i próbował przypomnieć sobie wydarzenia z wczorajszego dnia.

Czy to prawda, że został sam i nikt o nim nie pamięta? I czy te wszystkie listy, które rzekomo dostaje od swojej „cioci’’, są tak naprawdę pogróżkami i informacjami o śmierci jego rodziców? I czy kiedykolwiek dowie się, jak zginęli jego bliscy i czemu nikt mu o tym nie powiedział do jego szesnastych urodzin? Te pytania John zadawał sobie od jakiegoś czasu, ale nigdy nie umiał na nie odpowiedzieć. Wczoraj wszystko się jednak zmieniło, bo chłopak usłyszał okrutną prawdę z ust swojej ciotki. Wcześniej nigdy nie zastanawiał się nad tym, że nie poznał swoich rodziców, dziadków ani nikogo z rodziny. Tylko teraz, akurat teraz, gdy wreszcie wszystko mu się ułożyło, spotkał akurat ją? – Bernadettę Pienne. Czemu akurat teraz, gdy po przeprowadzce zyskał nowych znajomych i dziewczynę? Przecież zdobył pracę i miał pieniądze na swoje utrzymanie.

Tego miał się właśnie dowiedzieć. Zadzwonił na domofon przy drzwiach ciotki. I usłyszał jej chrapliwy i chłodny głos. Nigdy nie słyszał czegoś podobnego.

Wreszcie drzwi się otworzyły i wynurzyła się zza nich żylasta ręka ciotki. Wszedł do środka przez przytłumione światło, zobaczył meble przesiąknięte starością, obrazy na ścianach. Czuł się jak  w nawiedzonym dworze. Atmosfera była duszna i gęsta. Ciotka zamknęła za nim drzwi. Dopiero teraz mógł przyjrzeć się jej sylwetce z bliska. Wyglądała jak chodzący szkielet. John zaczął się zastanawiać, co mogło go z nią łączyć.

II

Gdy przebył już część drogi powrotnej, uświadomił sobie, że zapomniał wziąć telefon od ciotki. A kto wie, co mogła z nim zrobić. Życie bez telefonu jest jak życie bez ręki albo nogi. Przynajmniej w rozumowaniu jego znajomych. Jemu samemu oczywiście to nie przeszkadzało, ale kumple zaczęliby się domyślać, że mieszka sam. Dla nich liczy się to, czy ktoś ma najnowsze i najsprawniejsze przedmioty. ,,To XXI wiek, tu liczy się bardziej ilość niż jakość’’. Znał te ich śpiewki na pamięć. Ale, gdyby przenieść się do ciotki, może nic by nie odkryli… Nie. Nie mógł tego zrobić. Zresztą sam pomysł był niedorzeczny.
Z chłopakami znał się już… pięć, sześć lat, a oni nadal nie wiedzieli o sekrecie. Z drugiej strony chciał im powiedzieć, ale słowa ciotki zapadły mu tak głęboko w pamięć, że nie byłby w stanie wydobyć z siebie głosu. Kiedy spotkał się z ciotką, czuł coś dziwnego, jakby znał ją już od dawna, ale zbagatelizował to. Ciotka nie wyglądała staro, była zjawiskowo młoda w porównaniu z jego zastępczą matką, od której uciekł. Zupełnie inaczej wyobrażał ją sobie przez ten cały czas, odkąd zaczął dostawać od niej listy. Ale co go to obchodziło?! Ciotka to ciotka. Co z tego, że jest młoda? Jest za to strasznie wredna.

Kilka razy  się zawahał, jednak wreszcie zdecydował się wrócić do domu ciotki. Postanowił wejść niezauważony. Przeanalizował w myślach swój plan. Byłby bez zarzutów, gdyby drzwi wejściowe tak nie skrzypiały. Był to, albo bardzo stary dom, albo ciotka naumyślnie kupiła takie drzwi. Jest to niejakie zabezpieczenie, przed początkującymi włamywaczami. Ale przecież on nie był złodziejem. Miał czyste sumienie… prawie. Raz zdarzyło mu się podwinąć w sklepie trochę chleba, ale był wtedy bardzo głodny. Tak więc gdy rozmyślał, czy się włamać, czy nie, nogi powiodły go tuż pod same drzwi.

Wziął głęboki wdech i chwycił za klamkę, próbując w miarę szybko i delikatnie naciskać, by nic nie zaskrzypiało. Po paru sekundach drzwi zostały otwarte na oścież. Rozglądnął się i gdy upewnił się, że ciotki nie ma w pobliżu, wszedł do środka. Doszedł do salonu, w którym wczoraj pił z ciotką herbatę. Na środku pokoju stała mała, drewniana ława, dwie czarne pufy i dwie filiżanki, ale telefonu nigdzie nie było. Jeszcze raz sprawdził, czy ciotki nie ma w pobliżu i zaczął wchodzić po schodach. Gdy wszedł już na samą górę, zorientował się, że ciotka gdzieś wyszła. Najwidoczniej zapomniała zamknąć za sobą drzwi. Spojrzał przed siebie i zobaczył cztery obrazy w złotych ramach. Przedstawiały one jakąś rodzinę. Mężczyzna na tym portrecie był zapewne ojcem. Obok niego siedziała blond włosa kobieta przypominająca ciotkę. Kobieta, najpewniej matka, trzymała na rękach zawinięte niemowlę. Chciał bliżej przyjrzeć się obrazowi, gdy usłyszał kroki na schodach.

III

I wtedy okazało się, że nie jest sam. Był tam ktoś jeszcze. Teraz wiedział, jak duży popełnił błąd, zbyt długo przyglądając się obrazom. Pozostało mu tylko ukryć się w pokoju wyglądającym na sypialnię. Drzwi były lekko uchylone, dzięki czemu mógł wślizgnąć się do wnętrza nie dotykając nawet drzwi. Kiedy tylko znalazł się w środku, kątem oka w lustrze ściennym zauważył sylwetkę, ani trochę nie przypominającą z wyglądu ciotki. Była lekko przygarbiona. Jej ubranie wyglądało na nieco poszarpane. Takie przynajmniej odniósł wrażenie. Nagle uświadomił sobie, że owa postać może lada moment stać się przyczyną jego problemów, bardzo poważnych problemów. W przerażeniu rzucił się za łóżko i wczołgał pod nie. Chwilę potem drzwi zaskrzypiały i intruz wdarł się do środka. Jak na komendę John wstrzymał oddech. Dokładnie widział, jak stwór kuśtykał na lewą nogę. W ogłuszającej ciszy usłyszał jeszcze jeden odgłos. Był to… stukot obcasów!  

Odczekał chwilę i przewrócił się pod łóżkiem na bok. Pamiętał, co mówił kiedyś do niego starszy kolega, z którym obserwował niczego nie podejrzewających licealistów. „Pamiętaj John, jeśli chcesz dobrze przeprowadzić zwiad, musisz pozostać niezauważalnym, a żeby to osiągnąć, musisz uzbroić się w cierpliwość i pozostać w bezruchu.’’ Przypomniawszy sobie te jakże mądre słowa Victora, postanowił dostosować się do jego rad. Zastygł w dość niewygodnej pozycji i ujrzał przez szparę pod łóżkiem czarno-złoty lakier obcasów. Identyczne buty nosiła ciotka.

Gabriela Róg, klasa 6b


 

Moje marzenia

Historia, którą opowiem, zaczęła się bardzo zwyczajnie. Postanowiłam uczęszczać na zajęcia w szkole tańca JDC. Wybrałam hip-hop- styl, który mnie urzekł. Już na pierwszych zajęciach, stojąc wśród dużej grupy, wpadłam w panikę:
Julia, dziewczyno, co ty tu robisz? - pomyślałam. Nagle do sali wbiegł energiczny, młody chłopak o imieniu Andrzej, przywitał się serdecznie i uśmiechnął bardzo zachęcająco. To nasz choreograf i nauczyciel.

Ja ze swoją niewyraźną miną i wielkimi z przerażenia oczyma, próbowałam nadążyć za grupą. Głośna muzyka, szybkie, energiczne ruchy sprawiają, że wzięłam się w garść i dałam z siebie wszystko. Zmęczona, lecz uśmiechnięta i pełna nadziei, postanowiłam zapisać się do grupy. Mijały miesiące, podczas których ze smutkiem utwierdzałam się w przekonaniu, że kiepska ze mnie tancerka. Będąc już na skraju rezygnacji, zostałam w końcu zauważona przez mojego mistrza tańca, wróciły do mnie siły i wiara w siebie.
Z każdą następną lekcją było coraz lepiej. Z ostatniego rzędu, od którego zaczęłam, przesunęłam się do czołówki. Odważnie, z podniesioną głową, dążyłam do perfekcji. Wielkie było moje zaskoczenie, gdy nasz nauczyciel zgłosił całą grupę do rozgrywek w turnieju tańca. Zaczęły się męczące treningi. Trudny, długi układ sprawił, że zaczęłam znów wątpić w swoje umiejętności. Trenowałam, myśląc gorączkowo: przecież muszę dać radę, tyle osób we mnie wierzy!

Gdy nadszedł oczekiwany dzień mojej próby, dzień sukcesu lub klęski, byłam zdenerwowana do granic możliwości, z trudem nad sobą panowałam. Jak zawsze, udzielając wielkiego wsparcia, kibicował nam pan Andrzej.

Występ wypadł wyjątkowo, wszystko udało się wykonać bez żadnej pomyłki. Nasze giętkie ciała i płynne ruchy sprawiły, że publiczność na stojąco biła nam brawa. Tym samym zajęłyśmy pierwsze miejsce. Było cudownie! W najpiękniejszych snach nie mogło wypaść lepiej. Nasz nauczyciel oszalał z radości i zaprosił wszystkich na pizzę.

Tak powoli zaczęły spełniać się moje marzenia. Swój pierwszy sukces zawdzięczam przede wszystkim panu Andrzejowi, który nigdy we mnie nie zwątpił oraz swojemu uporowi, wytrwałości i wielkiej determinacji. Uwierzyłam, że mogę osiągnąć sukces. Szkoła JDC odmieniła moje życie. Dzisiaj jestem mocniejsza i pewna siebie. Szybko się podnoszę, gdy spotykają mnie niepowodzenia. Cały czas chodzę na warsztaty taneczne i udoskonalam technikę. Moim największym pragnieniem jest możliwość zostania znaną tancerką, która osiągnęła sukces.

Obiecuję sobie, że dołożę wszelkich starań, by to w przyszłości osiągnąć.

Julia Koźlak, klasa 6a

       

O tym jak Pastuchnetyk z Diabloktrykiem w kartownicę grał

Na planecie zwanej Pastuchdziana żył sobie pewien chłopek-robotek: Pastuchnetyk. Wielkie miał on szczęście i napisał fantastyczny program, by móc wygrywać w lokalnej grze – kartownicy.

Razu pewnego do jego domu zawitał sołtys tejże wsi, chcąc z Pastuchnetykiem w kartownicę zagrać. Pastuchnetyk myśli sobie: cóż, nie mam nic do stracenia - oprócz dwóch tabletów, o które chciał zagrać sołtys.    

- Zgoda, więc – powiedział Pastuchnetyk.

Dobra decyzja, młody panie, wejdźmy, więc do pana chałupy i zagrajmy – odpowiedział mu sołtys. Rozpoczęła się zatem gra, miała trwać do 2 wygranych partii. Pierwszą wygrał sołtys i jego twarz opanował chytry uśmieszek. Lecz dalej nie było już tak dobrze, Pastuchnetyk wygrał drugą oraz trzecią partię i wzbogacił się o dwa tablety. Sołtys natomiast odszedł z pustymi rękoma do swojego domu. Nazajutrz zjawił się burmistrz gminy i miasta Pastuślenice, by jako kolejny z Pastuchnetykiem w kartownicę zagrać. Pastuchnetyk zgodził się na grę w kartownicę. Stawką były 3 laptopy. Teraz Pastuchnetyk miał więcej problemów niż z sołtysem, ale i tak wygrał. Tak oto wciąż do Pastuchnetyka przychodziło coraz to więcej ludzi, by w kartownicę zagrać, a każdy kolejny bogatszy od poprzedniego. Tak oto Pastuchnetyk stał się próżnym, coraz to bogatszym i pewnym tego, że jest niepokonany w kartownicę.  Lecz pewnego dnia do dworu bogatego Pastuchnetyka zawitał niecodzienny gość: duży i barczysty, z ogromną głową, w bogaty pas i kontusz ubrany. Posiadał także notebook miedziany niczym magnat.                                                                   

Młody panie, czy ty nazywasz się Pastuchnetyk  i jesteś słynnym graczem w kartownicę? – spytał go magnat, obdarzając niełaskawym spojrzeniem.

Tak to ja, mości panie, a ty to..? - spytał z lekką drwiną w głosie Pastuchnetyk.

- Jam jest Diabloktryk z Żelazowic i chcę zagrać z panem w kartownicę. Stawiam moją Dolinę Krzemową.

Pastuchnetyk stał się chciwy i przekonany o własnym geniuszu, więc postanowił, że zagra i z Diabloktrykiem w kartownicę. Diabloktryk szybko przeniósł ich w magiczny sposób do jaskini, gdzie pełno było najnowszej generacji sprzętów elektronicznych. Był tam także stół zastawiony olejem, dielektrykami i kartami do kartownicy. Usiedli, skosztowali oleju i zaczęli grać. Pastuchnetyk wygrał jedną, dwie, a nawet i trzy partie, lecz przy czwartej źle mu poszło i stracił wszystko, co przedtem zyskał.  Postanowił zagrać o nowy „inteligentny” dom i całe dotychczas zarobione bogactwo. Diabloktryk postawił w zamian jaskinię z całym jej wyposażeniem elektronicznym. Pastuchnetyk poczuł się zbyt pewny siebie i nie udoskonalił swojego programu do gry, przez co przegrał wszystko.

Diabloktryk odesłał Pastuchnetyka do starej rozpadającej się rudery, przy której miał paść elektroowce. Na koniec przekazał przegranemu radę: „Gdy masz jakiś talent, to nie spoczywaj na laurach, tylko rozwijaj go i udoskonalaj”.  

Maciej Nowików, klasa 6b


 

 

Wycieczki i wyprawy

***

Podczas naszej wycieczki do Bochni, która odbyła się w dniach 27-28.03, zwiedzaliśmy najstarszą kopalnię soli w Polsce. Mieliśmy także bardzo dużo innych atrakcji.

Zebraliśmy się pod szkołą o godzinie 15.15, a więc po lekcjach. Wsiedliśmy do autokaru i pojechaliśmy do Bochni. Gdy dojechaliśmy na miejsce, Kamil miał obawy związane z windą, ale zjechał bez problemów. Gdy wszyscy znaleźliśmy się na dole, poszliśmy do naszej „sypialni”. Tam się rozpakowaliśmy. Potem mieliśmy obiado-kolację. Po posiłku poszliśmy zwiedzać kopalnię. Było bardzo fajnie. Odwiedziliśmy również salę gimnastyczną. Chwilę później poszliśmy na zjeżdżalnię. Fajnie się bawiliśmy, ale bolały mnie mięśnie brzucha. Około godziny 22:25 Łukasz kupił pizzę, podobno mu smakowała. Jedzenie było bardzo dobre. Razem z Łukaszem poszliśmy pograć w ping-ponga. Jednak nie udało nam się rozstrzygnąć, kto jest lepszy w tenisa stołowego. Około północy poszliśmy do łóżek - były nawet wygodne. Nie udało się nam szybko zasnąć, ponieważ jedna osoba (nie zdradzę kto) głośno chrapała. Wstaliśmy rano niezbyt wypoczęci. Spakowaliśmy się i wyjechaliśmy na powierzchnię. Pani przewodniczka kazała nam zapamiętać datę założenia kopalni – zapamiętałem, że to 1248 rok. W naszym autokarze był telewizor, więc podczas drogi oglądaliśmy film. Nasza wycieczka zakończyła się przyjazdem pod szkołę o godzinie 10.30.

Według mnie wycieczka była bardzo fajna i bardzo mi się podobała.

Mateusz Furgała, klasa 5a

***

 

Dnia 04.04.14 odbyła się wycieczka do Dworu Dzieduszyckich. Wzięli w niej udział uczniowie klas 5,6 i 1 gimnazjum.

Gdy czekaliśmy na autobus, rozmawiałem z kolegami. Około godziny 15:30 wyjechaliśmy i po 15 minutach znaleźliśmy się na przystanku w centrum Radziszowa. Gdy szliśmy do Dworu dołączyła do nas pani ucząca j. polskiego. Gdy dotarliśmy do budynku, czekała na nas pani przewodnik. Na początku pokazała nam pisanki i różne formy ich wykonania. Najbardziej podobała mi się pisanka dla żołnierzy. Później poszliśmy oglądać wystawę pamiątek, które przekazał podróżnik Henryk Jaskóła. Następnie poszliśmy zwiedzać pozostałe sale. Później poszliśmy do piwnicy. Pani nam o niej dużo opowiedziała. Z piwnicy musieliśmy iść na sam strych. Tam pani opowiedziała nam legendę związana z Ludwiką Dzieduszycką – pierwszą właścicielka dworu. Później pożegnaliśmy się z panią i poszliśmy na przystanek. Na autobus czekaliśmy pół godziny. W połowie drogi autobus się zepsuł i trochę musieliśmy iść na piechotę. Ale wszystko dobrze się skończyło i po pół godzinie wszystkie osoby znalazły się w szpitalu.

Bardzo podobała mi się ta wycieczka. Była w niej fajna przygoda. Zwiedzając dworek dowiedziałem się ciekawych rzeczy. Chciałbym powtórzyć tę wycieczkę jeszcze raz.

Łukasz Szlachetka, klasa 6b

 

 

Fantastyka naukowa - świetna zabawa

***

Żył sobie Pelegrus, który mieszkał w kosmosie. Jego przyjaciel Zuzu miał go odwiedzić. Był pogodny i ładny dzień. Pelegrus tego dnia miał wrócić na Ziemię, by odwiedzić rodzinę, ale mu się to nie udało. A było to tak…

Pelegrus skonstruował wielkiego, potężnego robota. Był odporny na wodę. Chciał z nim przepłynąć przez duży ocean. Niestety, jego życzenie nie spełniło się, więc musiał wymyślić coś innego. Plan był bardzo trudny i długo musiał się długo męczyć, aby go wymyślić. Założył kostium astronauty i wyszedł ze swojego statku. Zauważył Drogę Mleczną. W końcu w odwiedziny przyjechał Zuzu. Pelegrus go zawołał i powiedział:

- Zuzu, chodź szybko, musisz coś zobaczyć.

- Już idę - zniecierpliwił się.

- Co chcesz? - zapytał Zuzu

- Zobacz - Droga Mleczna, widziałeś ją kiedyś? - spytał. Pelegrus

- Oj, mój przyjacielu, czy ja kiedyś widziałem Drogę Mleczną? Widziałem. Była o wiele, wiele większa, niż ta.

- Aaaha. A ty w ogóle wiesz, co to Droga Mleczna? - zapytał Pelegrus

- Tak, oczywiście, że wiem… To jest biała droga z mleka.

- Nie to są gwiazdy ułożone w drogę.

-Aha, tak - wiedziałem.

Ta historia była bardzo ciekawa. Pelegrus po kilkach dniach wreszcie wrócił do domu. I tak się to skończyło.

Magda Światłoń, klasa 6b

***

Dawno, dawno temu, gdy nie znano jeszcze plazmiomiotaczy, a tylko prymitywne strzałomioty, na planecie Myszeria panował król Myszektryk na elektronicznym swym tronie. Po stu latach panowania Myszektryk stworzył nowy rodzaj robotów – ludzionatory. Co wyniknie z tego pojawienia się ludzionatorów? Zaraz sami się przekonacie.

Gdy na Myszerii powstały ludzionatory, podzieliły się one na dwie rodziny. Pierwsza – rodzina Lasotorów, żyła w lasach i na zwierzęta polowała. Druga rodzina – Miastotruj, grody obronne z miedzi i drewna budowała. Najwspanialszy gród wybudował chciwy elektrycerz Popielus, który na jeziorze zbudował wielką wieżę z obsydianu wzmacnianego żelazem. W tym oto czasie zmarł elektromyszowy król – Myszektryk. Chciwy Popielus najechał  tedy królestwo elektromyszy, ograbiając je doszczętnie, a lud biorąc w niewolę. Część niewolników wysłał do wieży na jeziorze, część na rolę, a części kazał polować na Losotorów. Losotorzy słysząc tę wieść, postanowili obalić wodza elektrogrodu  Gniesterswo, Popielusa, a na jego miejsce wyznaczyć maszynkę – okruszynkę, młodego Piastoktryka, który mądry i sprawiedliwy był. Lasotorzy zaatakowali elektrogród nocą, gdy elektrocerze byli mniej czujni. Elektrycerze zaczęli strzelać z dział mosiężnych, a władca Popielus słysząc zgiełk, obudził się i uciekł do wieży - obsydianowej wieży. Wtem elektromyszy podstępnie Popielusa do wody zepchnęły, a Popielus nie toleruje wody, więc zwarcia dostał i zginął.

Tak oto rządy złego Popielusa się skończyły, a na tronie zasiadł Piastoktryk, który panował dobrze, rozsądnie i długo.

 Maciej Nowików, klasa 6b

 

I co z Pinokiem?

***

Mam na imię Pinokio. Opowiem o moich przygodach, które spotkały mnie, gdy byłem pajacykiem z drewna.

Pewnego dnia obudziłem się ze spalonymi stopami. Zacząłem wołać o pomoc! Wtedy mój ojciec Dżeppetto wracał z więzienia do domu.

- Pinokio, otwórz mi drzwi!- zawołał.

- Nie mogę - odpowiedziałem.

- Jak to nie możesz?!

- Nie dam rady wstać,  spaliły mi się stopy.

Tatuś pomyślał, że to żart, ale wszedł na mur i dostał się do domu oknem. Gdy mnie zobaczył, żal mu się mnie zrobiło: turlałem się po podłodze i płakałem. Poprosiłem Dżeppetta:

- Proszę, zrób mi nowe stopy.

- Dlaczego? Żebyś znów uciekł z domu? - mówił Dżeppetto.

- Obiecuję, pójdę do szkoły, będę się uczył bardzo dobrze!

- Hmm... No dobrze jeśli obiecujesz, zrobię ci nowe stopy - zgodził się mój tatuś.

Rach, ciach i stopy były gotowe. Zacząłem biegać po domu i całowałem Dżeppetta po całej twarzy. Do szkoły potrzebowałem jeszcze jednej rzeczy... elementarza!

Mój tatuś poszedł do miasta i wrócił z książką, ale bez swojego jedynego surdutu. Okazało się, że go sprzedał  i za pieniądze kupił mi elementarz. Do końca życia będę mu za to wdzięczny!

Lecz byłem niemądry i zamiast iść do szkoły, sprzedałem książkę, by kupić sobie bilet do Teatru Marionetek, ale to zupełnie inna historia.

Ula Grzeszkowicz, klasa 4a

 

***

                                                                                                         

      Jawornik, 04.04.2014

 

Kochany Pinokio!

Na początku mojego listu chcę Cię serdecznie pozdrowić.

Wiem, że się zmieniłeś i jestem z tego bardzo dumna, ale muszę Ci powiedzieć, co robiłeś źle. Na początku, jak zaczęłam czytać Twoją historię, byłeś jeszcze kawałkiem drewna i wtedy powiedziałeś na Dżeppetta "Mamałyga”. To było bardzo niegrzeczne! Gdy Dżeppetto Cię rzeźbił, kopałeś go, śmiałeś się z niego itp. Wyśmiewanie się z innych osób jest obraźliwe dla nich, bo czują się skrępowane i smutne. Na szczęście się zmieniłeś. Gdy Wróżka była w szpitalu, miałeś pięć groszy i chciałeś je wydać na ubranie. Zamiast jednak wydać je na swoje potrzeby, dałeś je Wróżce na kawałek chleba. To wzruszyło mnie najbardziej. Zamiast iść do szkoły, poszedłeś z Knotem do Zabawkolandii i tam zamieniliście się w osły. Na szczęście potem poszedłeś do szkoły i pracowałeś na swojego biednego ojca Dżeppetta. I przez to zamieniłeś się w prawdziwego chłopca.

Niestety muszę już kończyć. Pozdrów Dżeppetta i Wróżkę. Postaraj się dalej być grzecznym chłopcem. Trzymam za Ciebie kciuki!

 Martyna Szlachetka, klasa 4a

***

 

Drogi Pinokio!

Na początku  mojego listu pragnę Cię gorąco pozdrowić.

Bardzo się cieszę z Twojej przemiany i z tego, że chodzisz do szkoły. Książka o Tobie jest bardzo ciekawa. Skończyłam ją właśnie czytać, oglądałam także film, mam w domu płytę CD. Mam do Ciebie kilka pytań . Dlaczego byłeś taki niegrzeczny ? Dlaczego sprzedałeś elementarz, który Ci tata kupił? Dlaczego uciekłeś z domu, przecież przez tę ucieczkę Twój tata trafił do więzienia. Dlaczego nie słuchałeś się swojego taty? Przecież on był dla Ciebie taki miły, opiekował się Tobą, troszczył się o Ciebie. Sprzedałeś elementarz i wydałeś pieniądze na pokaz marionetek. Byłeś miły dla Kota i Lisa, a oni Cię oszukali i jak Ty spałeś, to oni uciekli. Nie słuchałeś swojego taty i spaliłeś sobie stopy.
Mimo to bardzo Cię lubię. Twoje przygody były bardzo ciekawe. Jeszcze mam do Ciebie jedno pytanko. Dlaczego dałeś się oszukać Kotu i Lisowi? Przecież oni udawali, że są niewidomi i mają złamaną rękę.
Wiesz, że ja Cię bardzo lubię i Twoje przygody, ale muszę przyznać, że byłeś bardzo niegrzeczny i sprawiałeś, że Twojemu tacie było bardzo przykro.

Bardzo się cieszę, że się poprawiłeś i chciałabym się z Tobą spotkać.
                                                                                             

Olga

 

Olga Podoba, klasa 4a

 

Rodzinna historia

Pewnego dnia Ania z rodziny Kowalskich źle się poczuła. Na lekcji j. polskiego zemdlała. Pani Malinowska zaczęła siać panikę. Nagle do sali wpadła pani Dyrektor i szybko wezwała karetkę.

Karetka przyjechała po 10 minutach. I zabrała Anię do szpitala. Ania była w śpiączce farmakologicznej. Spała 5 dni. Gdy się przebudziła, przyszedł do niej lekarz. W obecności Ani i rodziców wystawił diagnozę. Ania miała raka mózgu. Była potrzebna natychmiastowa operacja. Ania się załamała, jej rodzice również. Nagle zaczęła płakać. Mama ją pocieszała. Musiała jeszcze zostać w szpitalu tydzień. Za ten czas rodzice Ani i jej bracia postanowili zebrać pieniądze. Rodzice Ani poszli do szkoły, aby poprosić o zorganizowanie zbiórki pieniędzy dla Ani. Brakująca kwotę pożyczyli w banku. Zaś bracia Ani dali jej wszystkie swoje oszczędności. Minął tydzień, Ani wciąż przebywała w szpitalu, a wyniki były coraz gorsze. Dziewczynka już była na liście osób oczekujących na operację. Operacja była długa, trwała wiele godzin. Naszczęście wszystko się powiodło. Ania szczęśliwa wyszła ze szpitala i wróciła do osób, które na nią czekały.

Wszystko dobre, co się dobrze kończy. Najlepiej problemy rozwiązywać z rodziną.

Łukasz Szlachetka, klasa 6b

         




Zaskakujący dzień

Wydawało mi się, że poniosę klęskę, ale nagle wszystko się odmieniło.

 

     Pewnego dnia na lekcji matematyki cała nasza klasa ćwiczyła przed wtorkowym sprawdzianem zadania z równaniami. Pani dyktowała zadania, każdy robił je w zeszycie, a następnie wszyscy omawiali razem z panią rozwiązania.

    W połowie lekcji moja koleżanka z ławki szepnęła mi coś bardzo śmiesznego do ucha i dostałyśmy tzw. „głupawki’’. Nie mogłyśmy powstrzymać się od śmiechu – myślałyśmy, że zaraz popłaczemy się z niespodziwanej radości!!! Gdy pani, prosząc o chwilę ciszy, wyszła z sali, w całej klasie zrobił się szum, ponieważ wszyscy pytali się mnie i mojej koleżanki z czego tak właściwie się śmiejemy. Przez dłuższą chwilę słychać było tylko różne komentarze :

- Ale są czerwone!

- Co im się stało?

- Dostały ataku czy co?

W Sali było tak głośno, że nie słyszałam swoich własnych myśli. Nasi koledzy biegali – chciałam ich uciszyć. Wskoczyłam energicznie na krzesło i zaczęłam krzyczeć:

- Cisza!!! Zaraz pani wróci i nas ukarze!

W tej właśnie chwili, gdy chłopcy siedzieli już w ławkach, a ja sterczałam na krześle, nieoczekiwanie weszła pani. Słysząc otwierające się drzwi, zobaczyłam w nich panią, która stoi wściekła z groźną miną. Podskoczyłam ze strachu. Zaczęłam obawiać się co pani powie na mój wybryk – nie mogłam przecież wydać klasy, że była głośno, więc zeszłam grzecznie ze stołka i wlepiałam swoje przestraszone oczy w brązową podłogę w klasie. Wtedy pani rzekła:

- Patrycjo,  dlaczego stałaś na krześle i krzyczałaś ?

Zaczęłam myśleć gorączkowo, co powiedzieć, aby nie zostać ukaraną.

-Patrycjo! – powtórzyła pani.

- Ja, ja. – jąkałam się - Ja nie chciałam, żeby to tak wyszło. – odpowiedziałam z niewyraźną miną.

- Dobrze, a teraz pokarz mi zadanie, które zadałam wam, kiedy wychodziłam.

Chwila kaźni nadeszła - nie miałam odrobionego zadania! Szłam przez klasę wolno, a gdy zbliżałam się do biurka pani, serce podchodziło mi do gardła. Matematyczka założyła okulary, wzięła do ręki długopis  i zaczęła przewracać kartkami w zeszycie, szukając zrobionego zadania. Zamknęłam oczy i z trudem przełknęłam ślinę. W klasie zrobiło się cicho, aż tu nagle: DRRYŃŃ, DRRYŃŃ. Zadzwonił dzwonek!!! Byłam uratowana!!! Pani ze śmiechem na twarzy powiedziała mi, że mam wielkie szczęście i że mogę odrobić to zadanie w domu, a na następnej lekcji solidnie mnie przepyta. Gdy wyszłam z klasy na przerwę westchnęłam z ulgą i pobiegłam na lekcję wf-u.

     Oto moja historia. Nauczyłam się, że gdy chcesz uciszyć klasę, nie należy stawać na krzesło i krzyczeć, tylko lepiej odrabiać zadanie, które wychodząca pani zadała.

 

Weronika Kurowska, klasa 6a

 

Najlepsze przyjaciółki

 

Mam 3 najlepsze przyjaciółki. Mają one na imię: Laura, Wiktoria i Patrycja. Pamiętam, jak zaczęłyśmy się dogadywać. Z Laurą zaczęłam na WF, z Wiktorią podobnie. Z Patrycją było inaczej.  Byłam w sklepie i ją spotkałam. Umówiłyśmy się na następny dzień, a to była niedziela. Poszłyśmy na plac zabaw, ona się przewróciła, a ja jej pomogłam. Poszłyśmy do mojego domu, aby ją opatrzyć, ale miała tylko zdarte kolanko.  Mama mówiła, że zadzwoni do jej mamy, żeby została u mnie na noc i jej mama się zgodziła. Gadałyśmy do 24:00 w nocy i ja jej powiedziałam, że się z nią dobrze dogaduję i się zapytałam, czy chce być moją najlepszą przyjaciółką, Patrycja się zgodziła. Myślałam, że się popłaczę ze szczęścia. Następne kilka dni w szkole byłyśmy zawsze ze sobą (można to ująć - papużki nierozłączki). Bardzo się teraz staram, aby dziewczyn nie stracić. One były moimi jedynymi przyjaciółkami i nie chcę, aby ta przyjaźń się zepsuła przez jakąś głupotę.

Chciałabym, żebyśmy były razem do końca życia. Nie zapomnę o nich. One są moim szczęściem. Kocham je.

Magdalena Światłoń, klasa 6b

 

 

 

„Odkrywamy Tuwima”
 konkurs literacko-plastyczny w Szkole Podstawowej w Drogini,
prace zgłoszona do konkursu:

 

Co dzień wieczorem cała rodzina
siada, by czytać  wiersze Tuwima 

W salonie, na półce leży książeczka 
mała malutka, lecz nie cieniuteńka
 
Co dzień wieczorem zasiadamy 
i książeczkę otwieramy 

Pierwsza z karteczek to spis treści
taka nuda, ot szeleści

Natykamy się na wiersze
Pierwszy z wierszy „Słoń Trąbalski” 
tak, to ten zapominalski 

Potem siedzą Dwa Michały
Jeden duży, drugi mały

Jest też słynny pan Hilary
ten, co zgubił okulary

Znamy już te trzy wierszyki
jutro jeszcze poczytamy 
i zapewne więcej zapamiętamy. 

 

Dominika Uchacz, klasa 6b

 

KÓZKA

 

Kózka nasza mała

cały czas skakała,

w pewnym momencie się zaplątała

nóżki połamała.

 

Widać kózka nie żałowała,

bo gdy skakała

wielką radość z tego miała.

 

Płacze smutna, nóżka boli,

ale się nie gramoli.

 

 

Morał z tego taki,

bądź ostrożny przy zabawie

to ci się krzywda nie stanie.

 

Hubert Majda, klasa 6a

 

 ABECADŁO

 

Abecadło z pieca spadło,

to już po raz drugi, literki gubi.

A w Ą się zmieniło,

Ę coś się zgubiło,

Z z kropką się polubiło,

L się spłaszczyło,

R się poniszczyło,

D się pomięło,

wszystko się pląta,

literki do kąta.

Ładnie się układać

i do abecadła wkładać.

Tak to się skończyło,

że wszystko się pomyliło.


Hubert Majda, klasa 6a
 

 

RZEKA

 

Płynie rzeka z daleka,

tu zakrętem,

tu zaś zawijasem,

a następnie prostym pasem.

Śpieszy się,

mówi szybko,

ale dalej płynie gibko.

 

Hubert Majda, klasa 6a
 

Kartka z pamietnika

 

Co za dzień! Zaspałam, przez co śniadanie musiałam jeść w biegu, żeby nie spóźnić się do szkoły.
Pierwsza lekcja jakoś minęła, lecz druga zaczęła się fatalnie. Zapomniałam odrobić zadanie domowe z ułamków, za co dostałam jedynkę. Mało tego, pani zrobiła nam niezapowiedzianą kartkówkę. Na lekcji przyrody pani wzięła mnie do odpowiedzi, nie nauczyłam się i znowu następna jedynka. Po południu wróciłam do domu i wtedy stało się najgorsze. Wychodząc po schodach, spadłam i zwichnęłam sobie nogę. Pojechałam więc z mamą do szpitala. Oczywiście nogę dali mi do gipsu i teraz muszę w domu siedzieć przez dwa tygodnie. Wracając do domu mama zrobiła mi ,, kazanie" o dzisiejsze oceny. Dostałam znowu szlaban, tym razem na komputer. Nic, tylko się załamać!
Dobrze, że ten dzień się wreszcie zakończył! Mam na dziś już dosyć wrażeń !

 

Aleksandra Jezioro, Klasa 4 B

 

 

Wierszyk o klasie

Klasa VIa jest kochana,

Przez wszystkich uwielbiana.

Za nią tęsknicie,

Bez niej się nudzicie.

A jak ją spotykacie,

Na nic innego czasu nie macie.

Klasa VIa jest jedyna.

Choć rująca jak benzyna,

Jest także zaraźliwa

Jak piosenka z Koszalina.

Hubert Majda, klasa 6a

 

 

W baśniowej krainie

Zaczarowany pałac

Za siedmioma górami i morzami żyło dwóch przyjaciół.

Hubert, bo tak miał na imię jeden z chłopców, zobaczył na polu pasące się konie. Dzieci podbiegły do nich i chciały je pogłaskać. Zauważyły, że na szyi jednego z koni jest złoty klucz. Zosia zerwała z szyi konia wisiorek, na którym był zawieszony klucz. Po ściągnięciu klucza na miejscu koni pojawił się diamentowy pałac. Dzieci się wystraszyły, ale ciekawość była niesłychanie wielka i chcieli do niego wejść. Zosia podbiegła do drzwi pałacu, włożyła klucz do zamku w drzwiach. Wrota się otworzyły, a ich oczom okazała się piękna pani, która miała na sobie błękitną suknię. Pani zaprosiła dzieci do środka. Poczęstowała  ich pysznym sokiem. Dzieci pijąc sok nie wiedziały, że jest zatruty. Przemieniły się w konie

Morał z tej bajki taki: nie ufaj nieznajomym.

Agnieszka Dąbrowa, klasa 4a

 

Lodowy zamek

Za siedmioma górami, za siedmioma lasami mieściła się mała kraina, w której zawsze świeciło słońce i było bardzo gorąco.

W krainie mieszkało pięcioro przyjaciół: Basia, Tomek, Alicja, Kamila i Bartek. Niedaleko krainy był zamek, do którego przyjaciele postanowili wybrać się na wycieczkę. Zamek stał na wzgórzu. Przed nim podziwiać można było piękne rośliny. Gdy dzieci weszły do środka, zdziwiły się bardzo, bo zamek był cały z lodu. W zamku dzieci przywitało siedem wróżek. Każda wróżka miała sukienkę ze śniegu. Dzieci powiedziały wróżkom, że poza zamkiem codziennie świeci słońce i nie ma lodu. Wróżki zaprzyjaźniły się z dziećmi i zrobiły im w zamku plac zabaw ze ślizgawkami, boisko do rzucania się śnieżkami i ogromne lodowisko. Wróżki pozwoliły przyjaciołom zaprosić inne dzieci. Jednej z wróżek ten pomysł się nie podobał. Gdy dzieci wróciły do swoich domów, zła wróżka zamieniła pozostałe sześć wróżek w kostki lodu i ukryła je w szafie. Następnego dnia dzieci weszły do zamku i zauważyły, że nie ma wróżek. Przyjaciele weszli do jednej z komnat i zauważyli wróżki, które były schowane w szafie. Każde dziecko przytuliło lodowe wróżki do serca. Miłość, którą dzieci czuły do wróżek, roztopiła lód. Wróżki zostały uwolnione, a złą wróżkę zamieniły w śnieżynkę. Od tej pory bramy zamku są otwarte i każde dziecko może przyjść i pobawić się na śniegu.

Weronika Polewka, klasa 4a

 

 

Na spotkanie wiosny

Wiosna wyczekiwana

Przez nas lubiana

Kwiaty kolorowe

Niebo tęczowe

Nigdy się nie nudzimy

Bo za Wiosną tęsknimy

Bawimy się z kolegami

Jeździmy rowerami

Porządki robimy

No i cały czas marzymy.

 

Klasa 6a
 

Dzień Wiosny w naszej szkole

Pewnego dnia w szkole Pani powiedziała, że jutro odbędzie się Dzień Wiosny.

Bardzo się ucieszyłam, bo pani powiedziała, że będzie dużo konkursów. Następnego dnia poszłam do szkoły.

Mieliśmy zrobić kapelusz, plakat bezpiecznego zachowania się w szkole i kogoś przebrać za Panią Wiosnę. Podzieliliśmy się na trzy grupy. Jedna grupa robiła kapelusz, druga plakaty, a trzecia dekorowała Panią Wiosnę. Ja właśnie należałam do ostatniej z grup. Naszą Panią Wiosną był nasz kolega z klasy - Michał Brewczyński. Stwierdziliśmy, że będzie śmiesznie. Przebraliśmy go i pomalowałyśmy  kosmetykami. Gdy zbliżał się już koniec, to daliśmy Michałowi buty na małym obcasie. Michał zajął pierwsze miejsce, ale inne też dzieci były bardzo ładzie ubrane.

Potem pojechałam do domu z moją koleżanką.

Bardzo fajnie minął mi ten dzień i nie mogę się doczekać  tego dnia za rok.

Olga Podoba, klasa 4a

 

Stokrotka

Tematem mojego opisu jest stokrotka.

Ta stokrotka ma białe płatki. Jej tej środek jest żółciutki .Jest tam również żółta łodyżka. Na tej łodyżce są też listki koloru zielonego. Ta stokrotka rośnie na wiosnę. Bardzo podoba mi się ta stokrotka .

Olga Podoba, klasa 4a

 

Tulipan – rodzaj roślin cebulowych należący do rodziny liliowatych. Zalicza się do niego ok. 120 gatunków i ok. 15 tysięcy odmian. Gatunkiem typowym jest Tulipana Naturalny obszar występowania tulipana to Europa, Afryka, Azja od Turcji, przez Iran, góry Pamir i Hindukusz, stepy Kazachstanu, po północno-wschodnie Chiny i Japonię.

Łodyga
Sztywna, prosta, gładka lub owłosiona i tylko u nielicznych gatunków i odmian jest rozgałęziona i wtedy roślina tworzy kilka kwiatów np. u Tulipana biflora, Tulipana dasystemon, Tulipana praestans. Niektóre odmiany jednopędowe mają skłonność do tzw. staśmień, czyli do tworzenia pędów rozgałęzionych. Najczęściej są one skutkiem zbyt wysokich temperatur w ciągu lata. Łodyga miewa od 7 do 75 cm.

Liście
Bezogonkowe, szerokie – jajowate lub eliptyczne, albo równowąskie – lancetowate. U niektórych gatunków i odmian na blaszkach liściowych między nerwami występują ciemnopurpurowe smugi lub rysunek w postaci przerywanych, nieregularnych prostokątów. U większości gatunków jednak są szarozielone i pokryte woskowym nalotem. Liczba liści wynosi zazwyczaj 3 – 5, przy czym dolny jest zawsze największy. Niekiedy poniżej kwiatu wyrastają dodatkowe małe liście, co jest niepożądane, zwłaszcza u odmian ogrodowych, gdyż bezlistna część łodygi jest wtedy skrócona. Liście wyrastają przeważnie z cebuli, choć u pewnych gatunków i odmian wyrastają naprzemianlegle, a ich wielkość zmniejsza się wraz z wysokością pędu.

Owoce
Trójdzielne i trójkomorowe torebki, w których może znajdować się ponad 100 nasion. Jeżeli ich zbiór nastąpi w fazie odpowiedniej dojrzałości, to łatwo kiełkują i dają początek nowym roślinom.

Wyszukała Magdalena Światłoń, klasa 6b

 

surpriseWiersz o wiośniecool

Wiosna! cieplejszy wieje wiatr

Wiosna! znów nam ubyło lat

Wiosna, wiosna w koło,

rozkwitły bzy!

 

Śpiewa skowronek nad nami

Drzewa strzeliły pąkami

Wszystko kwitnie w koło,

i ja, i Ty.

Ktoś na niebie owce wypasa, hej! 

Popatrz zakwitł już Twój parasol, hej!

Nawet w bramie pan Walenty stróż

Puszcza wiosną pierwsze pędy już

Portret dziadzia rankiem wyszedł z ram

I na spacer poszedł sobie sam

Nie przeszkadza tytuł, wiek i płeć

By zieloną wiosnę w głowie mieć.

Wyszukała Magdalena Światłoń, klasa 6b

 

Wiosna astronomiczna rozpoczyna się w momencie równonocy wiosennej i trwa do momentu przesilenia letniego, co w przybliżeniu oznacza na półkuli północnej okres pomiędzy 20 marca a 22 czerwca (czasami daty te wypadają dzień wcześniej lub dzień później, a w roku przestępnym mogą być dodatkowo cofnięte o jeden dzień).

Podczas wiosny astronomicznej dzienna pora dnia jest dłuższa od pory nocnej, a ponadto z każdą kolejną dobą dzień jest dłuższy, noc krótsza, aż do przesilenia letniego, od tego dnia dni stają się krótsze, a noce dłuższe. Temperatura powietrza wiosną rzadko spada poniżej 0 °C. Za wiosnę klimatyczną przyjmuje się okres roku, w którym średnie dobowe temperatury powietrza wahają się pomiędzy 5 a 15°C. Zasadniczo wiosnę poprzedza zima, jednak pomiędzy tymi okresami znajduje się klimatyczny etap przejściowy − przedwiośnie. Za początek wiosny fenologicznej przyjmuje się początek wegetacji oraz kwitnienie przebiśniegów i krokusów. W zależności od kontynentu i strefy klimatycznej, pory roku zmieniają się wcześniej, bądź później i trwają dłużej, bądź krócej. Dla półkuli południowej wszystkie opisane daty i zjawiska są przesunięte o pół roku. Za miesiące wiosenne na półkuli północnej uznaje się marzec, kwiecień i maj, a na południowej wrzesień, październik i listopad.

Data początku wiosny

Pierwszy dzień wiosny, obchodzony jest w dniu równonocy wiosennej, który najczęściej przypada w dniu 21 marca lub dnia poprzedniego lub następnego, w zależności gdzie jest obserwowana. W XX wieku wiosna w strefie czasowej Polski rozpoczynała się zwykle 21 marca, zaś w miarę przybliżania się końca stulecia coraz częściej 20 marca. W 2011 roku pierwszy dzień wiosny przypadł na 21 marca (godz. 00:21), zaś wszystkie kolejne do roku 2043 będą obchodzone wyłącznie 20 marca, a od 2044 roku - 19 albo 20 marca. Kolejny początek wiosny w dniu 21 marca nastąpi dopiero w roku 2102. Przyczyną zjawiska jest ruch punktu Barana związany z precesją ziemskiej osi rotacji.

Wyszukała Magdalena Światłoń, klasa 6b

 

smileyWiosnasmiley

 

Wiosna nadchodzi, przyroda się rodzi

Wszyscy zrobili porządki,

Ptaki ćwierkają, dzieci śpiewają

Rozkwitają pąki.

Wokół wesoło

Zrobiło się już, od śmiechu dzieci

I śpiewu ptaków.

Wszyscy z radością wiedzą, że nadeszła pora

WIOSNY!

Weronika Kurowska kl. 6a.

 

 

Teatralne opowieści

Więc tak, pewnie zastanawiacie się, dlaczego jestem przebrany za krasnala, a „Bladerek’’ – Michał, za wilka? Nie martwcie się, wszystko wam wyjaśnię.

Otóż, tydzień temu pani powiedziała , że będziemy przygotowywać przedstawienie pt.: Miłość Wilkołaka”. Tak wiem, lamerski tytuł. Z Bladerkiem, też tak uważaliśmy i nie zamierzaliśmy brać w tym udziału. Jednak, kiedy do roli ukochanej Wilkołaka zgłosiła się Gośka - dziewczyna, która podoba się Bladerkowi i innym chłopakom oprócz mnie, nastąpiły zmiany... Bladarek zgłosił się od razu do roli Wilkołaka. A Wilkołak i jego ukochana w ostatniej scenie się mmmm, no wiecie - całują. (Euj, blee, za chwilę pójdę do toalety). Ale Bladerek boi się występować, więc poprosił mnie o to, bym też grał w tym spektaklu. Wziąłem najmniej wymagającą rolę -  Gnoma. Na następny dzień - wtorek zaczęły się próby. W środę robiliśmy tło na wielkim kawałku papieru. Namalowaliśmy las, łąki i chatkę, a na drugim kawałku papieru wnętrze chatki. W piątek mieliśmy przynieść stroje – ręcznej roboty. Więc przyniosłem: czerwoną czapkę, zielone spodnie i białą koszulkę. Bladerek miał maskę wilka, szarą wełnianą bluzę i dresowe spodnie. Przez cały weekend ćwiczyliśmy nasze teksty. W poniedziałek nadszedł dzień próby. I tak oto jesteśmy w tym miejscu, co na początku.

Przedstawienie zakończyło się chyba fajnie, wszyscy klaskali, a Gośka i Bladerek zeszli ze sceny lekko zarumienieni.

Maciej Nowików, klasa 6b

 

 

Pewnego pięknego dnia 2012 lub 2013 roku odbyło się wspaniałe przedstawienie teatralne, wykonane przez uczniów klasy 6 Szkoły Podstawowej w Jaworniku.

Przedstawienie było bardzo śmieszne i wspaniale przemyślane. W przestawieniu tym występowali nawet chłopcy przebrani za śliczne baletnice, które zresztą później wykonały krótki, lecz bardzo zabawny układ. Na scenie byli również uczniowie i uczennice oraz chłopak przebrany za panią nauczycielkę. Uczniowie Ci odpowiadali  na pytania pani bardzo luźno, co było strasznie śmieszne dla naszej widowni.

Występ ten bardzo mi się podobał, aktorzy byli równie śmieszni jak ich przebrania. Chciałabym obejrzeć jeszcze kiedyś tak śmieszne i fajne przedstawienie jak to.


Oliwia Podoba, klasa 6b

 

 

Dnia 02.03.2014r. uczniowie szkoły podstawowej w Myślenicach przygotowali przedstawienie pt.: „Calineczka ‘’.

To przedstawienie było na wielkiej sali. Występowało wiele dzieci: 8 chłopców i 5 dziewczynek. Moja kuzynka grała Calineczkę. Wyglądała słodko w przebraniu. Zaprosiła mnie na to przedstawienie. Działo się w nim wiele dziwacznych rzeczy. Było bardzo zabawnie. Cała sala aż pękła ze śmiechu. Na koniec tego przedstawienia były gry i zabawy. Zaserwowano nawet pyszny posiłek. Moja kuzynka siedziała na takim kręcącym się fotelu, który był ozdobiony płatkami i łodygą kwiatka. Miała taki inny głos. Musiała się nauczyć roli, a miała tego sporo: 3 strony kartek A4. Ja się, aż zdziwiłam. Myślałam, że się tego nie nauczy. Przedstawienie trwało, aż ponad godzinę. Jak się przedstawienie skończyło, wszyscy rzucali kwiaty na środek sceny. Kuzynka złapała cały bukiet róż.

To przedstawienie było bardzo ładne i fajne. Ja, się rozpłakałam. Chciałabym jeszcze kiedyś obejrzeć kiedyś coś podobnego.

Magdalena Światłoń, klasa 6b

 

 

 

Moje urodziny

 

Pewnego dnia obudziłam się i przypomniałam sobie, że następnego dnia są moje urodziny.

 Pobiegłam szybko do kuchni, zjadłam śniadanie, umyłam zęby, ubrałam się i uczesałam, a następnie zapytałam mamę, czy pojedziemy dzisiaj do babci, żeby zaprosić ją na urodziny. Mama się zgodziła i powiedziała, żebym się poszła ubrać. Gdy byliśmy już na miejscu, to szybko pobiegłam do babci i zaprosiłam ją na moje urodziny. Gdy już przyjechaliśmy do domu, to pobiegłam do drugiej babci, która mieszka koło mnie i ją też zaprosiłam na moje urodziny. Potem przyszłam do domu i zadzwoniłam do mojej chrzestnej i chrzestnego i ich także zaprosiłam. Zaczęłam pomagać mamie przyrządzać smakołyki na juro i tak minął cały dzień. Rano obudziłam się, myśląc o tym, jak będzie przebiegało moje święto. Gdy zbliżała się 14.00, przyjechali do mnie goście i dostałam od nich prezenty. Tak minął cały dzień.

To były bardzo fajne urodziny i bardzo dobrze się bawiłam.

Olga Podoba, klasa 4a

 

 

Z utęsknieniem za feriami

 

Moje ferie minęły bardzo szybko i miło. Pierwszy tydzień był całkiem zwyczajny, ale przebiegł błyskawicznie: jeździłam na rehabilitację do Radziszowa. Przyszła też do mnie koleżanka Magda. Grałyśmy w grę planszową, a później już przyszykowane do spania, rozmawiałyśmy do późnej godziny. W sobotę byłam na urodzinach u mojej koleżanki Karoliny.

 

Natomiast drugi tydzień ferii był bardziej urozmaicony. Jeździłam do Radziszowa. Razem z siostrą i tatą pojechałam na lodowisko na Zarabie. Był jeden minus: tata nie jeździł na łyżwach. Mi i mojej siostrze bardzo dobrze szło, więc świetnie się nam jeździło. Ja osobiście wywróciłam się tylko dwa razy. Czekała nas miła niespodzianka - spotkałyśmy Emilkę Czepiel i jej kuzyna. Z wtorku na środę razem z siostrą Olgą, za pozwoleniem mojej koleżanki Magdy, wybrałyśmy się do niej na noc. Było super. Oglądałyśmy serial, grałyśmy w "Państwa, miasta" tak jak i również na nowym stole do ping-ponga. Później doszedł do nas tata Magdy, a jeszcze później mama i razem świetnie graliśmy. Z czwartku na piątek byłam u mojej babci na noc. Razem z siostrą opiekowałyśmy się młodszą kuzynką Igą, a za to babcia była nam bardzo wdzięczna.

Tegoroczne ferie minęły mi miło i przede wszystkim bardzo szybko.

Oliwia Podoba, klasa 6b

 

***

 

W pierwszy tydzień ferii byłam w domu do piątku. Wieczorem pojechałam do babci, bawiłam się tam z kuzynkami. W sobotę poszłyśmy na pole i bawiłyśmy się w ogrodzie, potem poszłyśmy do domku, w którym zawsze jest ciekawie. Nagle wujek powiedział, żebyśmy poszły się przebrać, bo wyglądałyśmy już całkiem źle, trochę się ubrudziłyśmy. Wujek dodał, żebyśmy się ładnie ubrały, bo pojedziemy do kina na bajkę pt. „Kraina Lodu ’’. Szybko się przebrałyśmy i wsiadłyśmy do auta. Gdy byłyśmy już na miejscu, wujek zamówił nam colę i popcorn. Gdy skończyła się już ta bajka, to poszliśmy do Castoramy, bo wujek musiał sobie coś kupić, potem przyjechaliśmy do domu. Wujek z ciocią wybrali się jeszcze do Myślenic, bo musieli coś załatwić. Gdy przyjechali, kupili nam chipsy i colę. Potem, gdy zbliżała się 22.00, poszłyśmy się kąpać. O godzinie 01.45 poszłyśmy spać, bo byłyśmy bardzo zmęczone po całym dniu. W poniedziałek rano przyjechał po mnie tata i pojechałam do domu. Jeszcze tego samego dnia pojechałam z moją siostrą na lodowisko do Myślenic. We wtorek wieczorem poszłam do mojej koleżanki - Madzi na noc. W środę i przez kolejne dni do soboty byłam w domu. Rano w niedzielę poszliśmy całą rodziną do kościoła, a po obiedzie pojechaliśmy do Ikei w Krakowie. Wieczorem przyjechała do mnie ciocia z wujkiem, dwoma kuzynkami, babcią i dziadkiem.

Bardzo fajnie minęły mi te ferie, tylko szkoda, że nie było śniegu.

Olga Podoba, klasa 4a

 

***

 

Pierwszy tydzień ferii spędziłam w domu. Bawiłam się na podwórku z psem i siostrą. Odwiedzałam często  kuzyna Kamila  i graliśmy w „ogień i wodę”. Następnego dnia rano mama zawiozła nas do babci. Poszłyśmy z siostrą do kuzyna Roberta i rysowaliśmy kredami na drodze. Narysowaliśmy klasy i graliśmy w nie, świetnie się przy tym bawiąc. Ja wygrałam i zajęłam pierwsze miejsce. Piątego lutego moja ciocia miała urodziny i imieniny w ten sam dzień. Więc postanowiliśmy jej coś przygotować - miał to być prezent-niespodzianka. Zrobiliśmy dla niej bardzo duży obraz. Robiliśmy go przez 3 godz. z 5-minutowymi przerwami. Jak przyszła z pracy o 18.00, to się bardzo ucieszyła, że pamiętaliśmy o jej urodzinach. W niedzielę pojechaliśmy z rodzicami  do Zakopanego, odbyliśmy przejażdżkę dorożką. Trzy dni byłam chora. Jak wyzdrowiałam, mama zabrała mnie i Olę na seans pt. ,,Kraina Lodu''. Ten film był bardzo fajny. Występowały w nim dwie siostry Elza i Anna. Elza miała cudowną moc wyczarowywania lodu i śniegu.

Te ferie były cudowne.

Agnieszka Dąbrowa, klasa 4a

 

***

 

Chciałbym wam w skrócie opowiedzieć o 2 tygodniach moich ferii. Gdy rozpoczęły się ferie, nie było śniegu. Może był, ale nie za często i mało, głównie w górach. Przez pierwszy tydzień ferii byłem u babci w Osieczanach. Tam zjeżdżaliśmy na sankach. Ja parę razy zaliczyłem „glebę”, ale to chyba normalne. Gdy wróciliśmy do domu, czekały na nas frytki. Następnego dnia było zimno i deszczowo, więc siedzieliśmy w domu. Nie nudziliśmy się, bo graliśmy na: psp, komputerze, laptopie i Xboxie. I tak zleciał mi tydzień. Gdy nadszedł drugi tydzień, byłem u babci w Jaworniku, ale u niej też się nie nudziłem, ponieważ miałem laptopa i trochę kolega Kamil uczył mnie jak być DJ-em. Mówił, że dobrze mi idzie i że w przyszłości mam jakieś szanse. I tak zleciały 2 dni. W środę znowu pojechałem do Osieczan i zostałem już do soboty. Nie było śniegu, więc jeździliśmy na łyżwach. Jeździłem ja, mój brat i moje kuzynki.

Bardzo mi się te ferie podobały. Nigdy ich nie zapomnę. Chciałbym je przeżyć jeszcze raz.

 Łukasz Szlachetka, klasa 6b

 

***

 

W pierwszy tydzień ferii byłam na Śląsku w Jaworznie.

Poniedziałek, wtorek i środę spędziłam w domu i nigdzie nie wychodziłam, ponieważ byłam chora. W czwartek tata zrobił mi ogromną niespodziankę i powiedział, że jedziemy na narty. Bardzo się ucieszyłam, bo nigdy nie jeździłam na nartach. Zjedliśmy śniadanie, ciepło się ubraliśmy i wyruszyliśmy w drogę. Na narty pojechaliśmy do Bukowiny Tatrzańskiej, więc droga zajęła nam około 2 godzin. Gdy dotarliśmy na miejsce, poszliśmy wynająć instruktora. Była to miła pani. Ubrałam narty i poszłam z nią na mały stok. Instruktorka chwaliła mnie, że jeżdżę bardzo dobrze. Potem poszłam z innym instruktorem na duży stok. Jeździłam slalomem. Kilka razy się przewróciłam, ale nie bolało. Jednak jeden wypadek był straszny. Instruktor już poszedł, a ja zjeżdżałam z dużego stoku. Szło mi dobrze. W pewnym momencie, gdy zjeżdżałam, nie wyhamowałam i pojechałam prosto, z dużą prędkością. Na dole stoku była budka, do której dobiłam. Bardzo bolały mnie palec, łokieć i plecy. Wstałam obolała, natomiast nie poddałam się. Zjeżdżałam dalej. Około 18.00 poszliśmy na kolację. O 19.00 wyruszyliśmy do domu.

Bardzo mi się podobało i chyba nigdy nie zapomnę tej przygody.

Weronika Polewka, klasa 4a

 

 ***

 

Tegoroczne ferie spędziłem u moich kuzynów - Krzyśka i Szymona, w miejscowości Naprawa, tj. niedaleko Raki Zdrój.

Było bardzo sympatycznie. Rano Krzysiek zawsze robił nam pobudkę. Później wszyscy schodziliśmy do kuchni i pomagaliśmy mojej cioci w przygotowaniu śniadania. Po śniadaniu wychodziliśmy na pole z głowami pełnymi pomysłów na cały dzień. Szymek jest starszy od Krzyśka i nie zawsze chciał brać udział w naszych zwariowanych zabawach. Jeździliśmy skuterem, rowerami, a nawet traktorem, ale oczywiście pod nadzorem Szymka - który ma już 18 lat - lub wujka Andrzeja. Poza tym jeździliśmy do Jordanowa na lodowisko, tam też była przednia zabawa. Zabieraliśmy ze sobą naszą młodszą kuzynkę - Klaudię, która dopiero zaczynała naukę na łyżwach i nie zawsze wychodziło jej to dobrze. Jeździliśmy również do Spytkowic na stok, aby sobie poszusować na nartach, bo niestety tylko tam był śnieg. Najważniejsze, że mogliśmy szaleć w białym puchu.

W tej samej miejscowości mieszka moja prababcia, więc chodziliśmy ją odwiedzać. Była bardzo zadowolona i zawsze nas gościła gorącą herbatą i ciastkiem.

Wieczorem, gdy już ciocia i wujek wrócili z pracy, rozmawialiśmy na różne ciekawe tematy i oczywiście zdawaliśmy sobie relacje z całego dnia, co robiliśmy i gdzie byliśmy. Po kolacji brałem ciepłą kąpiel, a później z moim kuzynem Szymonem robiliśmy sobie gorące kakao i oglądaliśmy fajne i ciekawe filmy. Po obejrzeniu filmu, włączaliśmy radio i kładliśmy się spać.

Pomimo, że poza stokami nie było śniegu, tegoroczne ferie spędziłem aktywnie i fantastycznie. Oceniam je na szóstkę z plusem.

Konrad Góralik, klasa 6b

 

 ***

 

 

Podczas ferii zimowych pojechałem z kolegami na wyjazd narciarski do Wisły. Czas spędzaliśmy tam bardzo ciekawie.

 

Na wyjeździe mieszkaliśmy w wynajętym domu, w którym mieliśmy bardzo miłego gospodarza. Nasz gospodarz robił bardzo dobre dania. Podczas tamtejszego wyjazdu spróbowałem bardzo dużo nowych potraw. Pierwszego dnia zjedliśmy pyszne śniadanie, poszliśmy zwiedzić okolicę. Potem wróciliśmy na obiad, który zjadłem z apetytem. Mieliśmy czas na gry i zabawy. Potem zaczęła się cisza nocna. Drugiego dnia o godzinie 10.00 poszliśmy na wyciąg narciarski. Ponieważ chciałem sobie przypomnieć, jak to się jeździło, poszedłem na taki który mierzył około 150 metrów. Było fajnie, ale uważałem że ten wyciąg jest dla mnie zbyt łatwy. Potem wróciliśmy na obiad, a po obiedzie tak samo graliśmy w gry planszowe. Następnego dnia także poszliśmy na wyciąg, tym razem większy. Niezbyt sobie radziłem na tym wyciągu i byłem bardzo zmęczony. Potem poszliśmy na obiad, a po obiedzie poszliśmy na wycieczkę, było bardzo fajnie. Następnego dnia też poszliśmy na ten sam wyciąg tylko, że bardzo dobrze sobie radziłem. Po obiedzie poszliśmy na jabłuszka - mini sanki. Ostatniego dnia naszego wyjazdu zamiast iść na narty, poszliśmy na wycieczkę do źródeł Wisły. Niestety nie doszliśmy do celu, ponieważ zgubiliśmy drogę - poza tym wycieczka była bardzo fajna. Po powrocie z wycieczki i obiedzie odpoczęliśmy i pograliśmy w gry planszowe. Następnego dnia spakowaliśmy się i pojechaliśmy do domu.

Według minie wyjazd była bardzo fajny, a szczególnie podobały mi się wyjazdy na narty i wycieczka do źródeł naszej najdłuższej rzeki - Wisły.

Mateusz Furgała, klasa 5a

 

 ***

Obudziłem się o siódmej rano - na szczęście wyspany. Był to kolejny dzień ferii bez śniegu - ponury i niemrawy. Już wcześniej miałem ustalone, że pojadę do kuzyna. Więc zacząłem się pakować do wyjazdu. Po kilku minutach zadzwoniłem do kuzyna, że przyjadę za trzydzieści minut. Po przyjeździe wypiłem tylko herbatę i poszliśmy na mecz, w którym grała Cracovia – Zawisza Bydgoszcz.
Ja byłem za Cracovią, ale niestety przegrali 2-0, ale cóż - porażka zawsze wpadnie. Po meczu pojechaliśmy do domu coś zjeść. Chwilę po zjedzeniu zaczęliśmy grać na komputerze w grę League of Legends.
Potem przyjechał tata kuzyna i zaproponował nam pizzę. Więc pojechaliśmy do pobliskiej pizzerii ją zjeść. Trochę później pojechaliśmy do Tesco na małe zakupy i właśnie tam spotkaliśmy piłkarza Cracovii - Saidi Ntibazonkize. Po powrocie z Tesco poszliśmy spać.

Te ferie oceniam bardzo dobrze, moim zdaniem były udane.

Eryk Szlachetka, klasa 6b

 ***

W tym roku 2014 ferie wypadają od 3 lutego. Jak każdy z nas chciałabym odpocząć i nabrać sił na następny semestr. W końcu spadł upragniony śnieg i miejmy nadzieję, że się utrzyma. Ja planuję intensywnie spędzić okres zimowego wypoczynku. Mam zakupiony karnet na lodowisko w Myślenicach, gdzie do tej pory jest wielu korzystających, ale aura nie pozwalała w pełni uczestniczyć w zabawach na lodowisku. Moja młodsza siostra Honorata była przejazdem na lodowisku, ale w niektórych miejscach do tej pory stała woda. Utrudniało to relaks. Mam nadzieję, że gdy będą ferie, będzie więcej osób i będę mogła spotkać się ze swoimi kolegami i koleżankami. Uważam, że będzie to świetna zabawa. Chciałabym również przeczytać moje ulubione książki, które otrzymałam pod choinkę, mam ich wiele. Myślę, że odwiedzę jeszcze wielu przyjaciół, z którymi chciałabym się spotkać.

Czekam z utęsknieniem, jak wielu uczniów z naszej szkoły, na zbliżające się ferie.

 

Karolina Sentysz, klasa, VIb

Jawornik, 14.01.2014.

Drogi Tomku!

Jak już wspominałem, moim najlepszym filmem jest „Harry Potter”. Może zechcesz go obejrzeć w czasie najbliższych ferii.

I chciałbym Cię zachęcić do obejrzenia go. Głównymi bohaterami są: Harry, Voldemort, Ron  Wesley i Hermiona Greange. Harry, Hermiona i Ron walczą z Voldemrtem. Zawsze rozwiązują jakieś przygody. Najbardziej z siedmiu części spodobała mi się siódma i druga. W tych częściach jest dużo emocji i bitwy pomiędzy bohaterami. Już nic nie będę pisał, obejrzysz wszystko i na pewno dostrzeżesz, co najlepsze w tym filmie.

Serdecznie Cię pozdrawiam.

Eryk Szlachetka, klasa VIb

 

Bielsko-Biała, 12.06.2014r.


Droga Lauro!
 

Chciałabym Ci opowiedzieć w tym liście, jak zamierzam spędzać zimowe ferie.

Zamierzam pojechać do cioci i wujka.

Będę się tam dobrze bawić. Potem zamierzam pojechać do mojego brata Tomka. Pracuje w restauracji i w hotelu. Jest tam bardzo fajnie. Jest także plac zabaw i świetne podwórko. Jeżeli pojadę do cioci, wujka i do Tomka, to będę bardzo za Tobą tęsknić.

P.S Niedługo wrócę i coś Ci przywiozę.

Magda Światłoń, klasa VIb

 

Dokarmianie ptaków

 

Nie zapominajmy, jak co roku, o dokarmianiu zwierząt i ptaków zimą. Pamiętajmy, że okruszki z chleba i ziarna zbóż są tak ważne dla ptaków. Bez tego niektóre gatunki ptaków mogą nie przeżyć. Można pomyśleć i zbudować budki dla ptaków z drewna lub powiesić na drzewie słoninę, którą ptaki chętnie dziobią.

W Polsce jest wiele pięknych gatunków ptaków, które czekają na dobrych ludzi, którzy zadbają o nie. U mnie na działce pojawił się piękny kos, który śpiewa. Lubię, gdy przyroda żyje i ukazuje swoje uroki.

Kochajmy wszystko to, co wookół nas i starajmy się o nią dbać i pamiętać o dokarmnianiu ptaków.

Karolina Sentysz, klasa VIb

 

 

Dzień Babci i Dziadka - radość świętowania

 

Przybywa piękna gromadka,

wnuki szczęścia i zdrówka winszują,

Babcia pełna z zachwytu trzyma wnusia za buzię,

Dziadek nie gorszy niż babcia trzyma wnusię za bluzię,

Dzieci skecz przedstawiają, a dziadkowie radość okazują,

Piękny ten dzień, cieplejszy niż inne.

Wszyscy się radują,

że babcia i dziadek

życzenia przyjmują.

Za to im dziękujemy.

 

Karolina Sentysz, klasa VIb

 

OPIS BABCI

 

Moja babcia ma na imię Teresa, ma 60 lat. Jest bardzo miła i uprzejma. Lubi zajmować się wnukami.

Babcia jest wysokiego wzrostu, ma krępą sylwetkę. Jej włosy są kręcone, farbowane na kolor ciemnobrązowy, ubiera się bardzo ładnie i elegancko na każdą okazję. Latem nosi długie spódnice i sukienki, zimą często zakłada spodnie. Bardzo podoba mi się jej styl ubierania. Oczy ma koloru zielonego, otoczone długimi rzęsami. Babcia jest osobą życzliwą, opiekuńczą, troskliwą i dobrą. W wolnych chwilach czyta książki i gazety, lubi oglądać filmy historyczne, dużo czasu poświęca wnukom. Babcia zawsze znajdzie dla mnie czas, bardzo lubię spędzać z nią wolne chwile. Gramy wtedy w różne gry, oglądamy telewizję i przeglądamy zdjęcia, wspominając dawne chwile. Babcia zawsze mnie wysłucha i pociesza, jeśli jestem smutna.

Nie zamieniłabym mojej babci na żadną inną i za żadne skarby na świecie. Jest moją najukochańszą babcią.

 

Katarzyna Jugowiec, klasa 4b
przepisywały: Julia Koźlak, Patrcyja Moskal, klasa 6a

 

 

wink

 

 

Babcia, którą opisze jest mamą mojej mamy. Na imię ma Zofia i ma 72 lata. Jest moją jedyną babcią, która żyje. Mieszkamy w jednym domu i opiekuje się mną i siostrą.

Ma ona szczupłą sylwetkę i 1m 57cm wzrostu. Jest szczupłej budowy ciała i ma pomarszczoną twarz. Jej cera jest jasna,ma niebieskie oczy i blond włosy i zawsze ma ładną fryzurę. Usta ma czerwone, nos prosty i nieduży, a uszy małe. Jej znak szczególny to pieprzyk koło nosa. Czytanie książek to jej hobby, lecz lubi też oglądać telewizję.

Jest to miła osoba, która mnie kocha i troszczy się o całą rodzinę, lecz czasem kłóci się z dziadkiem.

Miłosz Kwartnik, klasa 4b

przepisywała Anna Pitala, klasa 6a

 

 

smiley

 

Moja babcia ma na imię Jadwiga. Ma 66 lat. Urodziła się w kwietniu 1948 roku. Jest to mama mojego taty.

Babcia jest wysoką kobietą o średniej budowie ciała. Ma siwe, kręcone włosy, które ścina na krótko. Jej oczy są koloru niebieskiego, nos jest średni, a usta jasnoróżowe i cienkie. Babcia już słabo widzi, dlatego musi nosić okulary. Jedne okulary ma do czytania, a drugie do noszenia na co dzień. Ręce babci są trochę pomarszczone, kształt niektórych palców jest zniekształcony. Widać, że babcia ciężko pracowała.

Moja babcia zazwyczaj ubiera się w ciemnie spodnie i kolorową bluzkę. W świąteczne dni zakładała długie spódnice i bardzo eleganckie sweterki lub koszule. Jej ulubionym kolorem jest niebieski i jego odcienie.

Babcia jest bardzo czułą i opiekuńczą osobą. Jest spokojna, trudno ja wyprowadzić z równowagi. Stara się, aby w domu był porządek, ciepły posiłek i miła atmosfera.

Babcia bardzo dba o swoje wnuki i zajmuje się nimi, gdy nie ma rodziców. Zna bardzo dużo piosenek i różnych opowieści, których chętnie słucham.

Bardzo kocham swoją babcię, chce żeby zawsze była z nami, bo to najlepsza babcia na świecie.

Monika Król, klasa 4b
przepisywała Laura Pieczara, klasa 6a

 

smiley

 

Mam dwie babcie. Babcia Aniela ma 96 lat, a babcia Władzia jest młodsza, ale i tak ma 82 lata. Obie babcie kocham, ale babcia Władzia mieszka z nami i to o niej właśnie napiszę.

Mama mojej mamy jest krępej budowy ciała, niska, a włosy ma krótkie i siwe. Twarz jest pokryta zmarszczkami, oczy ma niebieskie, które dodają jej uroku. Jest ciągle uśmiechnięta, bardzo lubi żartować, pomimo że jest schorowana. Mimo poważnego wieku nie siedzi w fotelu. W każdy dzień chodzi z kijkami nordic walking, pokonując ok 3 km. Bardzo lubi szyć na maszynie, grać w karty, rozwiązywać krzyżówki czy też opowiadać nam różne historie ze swojego życia. Babcia twierdzi, że dopóki ma siły, chce być samodzielna i nie chce, byśmy ją we wszystkim wyręczali.

Babcia Władzia to najwspanialsza babcia na świecie. Kocham ją za wszystko, co dla mnie zrobiła, za wszystko, co od niej dostałem. Po prostu każdemu życzę takiej babci.

Babcia Władzia towarzyszy mi od urodzenia. To z nią często chodziłem w dzieciństwie na spacery, to ona nauczyła mnie wielu rzeczy i wymyślała wiele zabaw. Bardzo lubiłem jej towarzyszyć, czy to przy sprzątaniu czy przy gotowaniu. Obecnie, jak już wspominałem, babcia ma 82 lata, na które nie wygląda.

Wiktor Gaweł, klasa 4 b

przepisywała Wiktoria Ożóg, klasa 6a

 

smiley

 

Moja babcia ma na imię Zofia, mieszka w Jaworniku. W tym roku będzie obchodziła swoje 73 urodziny. Urodziła się i wychowała w Spytkowicach, tam też kończyła szkoły, po ślubie przeprowadziła się do Jawornika i tu wybudowała swój dom. Babcia Zosia to wspaniała, elegancka kobieta, pełna ciepła i serdeczności. Bardzo kocha swoje dzieci i wnuki. Mnie, Miłosza i Milenkę rozpieszcza bez granic. Często dla nas przygotowuje niespodzianki, pyszne obiady i desery. Jest wspaniałą gospodynią i panią domu. W lecie zabiera nas na długie spacery do lasu i opowiada nam ciekawe historie. Lubi z nami spędzać czas, zawsze wie, jak nas rozbawić. Uwielbia też zwierzęta, jak ja i często razem spacerujemy ze swoimi psami. Moja babcia to wyjątkowa kobieta – wesoła, uśmiechnięta i pogodna.

Życzę każdemu dziecku, aby miało tak wspaniałą babcię, jak moja, to prawdziwy skarb.

 

Oliwier Skoczylas,
klasa 4b

 

 

smiley

 

Moja babcia ma na imię Helenka i ma 59 lat. To mama mojej mamy. Mam to szczęście, że babcia mieszka razem z nami i widujemy się codziennie.

Jest ona średniego wzrostu, ma niebieskie oczy i krótkie blond włosy. To osoba bardzo dbająca o swój wygląd. Wciąż kupuje nowe ubrania, a mimo tego wciąż narzeka, że nie ma co ubrać. Na co dzień ubiera się w sportowe stroje, natomiast od święta zawsze wygląda bardzo elegancko. Często chodzi do fryzjera i kosmetyczki, bo chce ładnie wyglądać. Wszyscy twierdzą , że babcia nie wygląda na swój wiek. Czasami narzeka, że ją coś boli, ale szybko jej przechodzi, gdy zabiera się za codzienne porządki. Babcie Helenka to bardzo wyjątkowa i zaradna osoba. Wspaniale gotuje i piecze pyszne ciasta. Zawsze znajdzie sposób na moje kłopoty, na przykład, gdy poplamię bluzkę. Bardo lubię słuchać jej ciekawych opowieści z czasów jej młodości. Oglądamy wspólnie stare fotografie, na których są członkowie mojej rodziny, których nie miałam okazać poznać, bo już odeszli.

Moja babcia jest moją najlepszą przyjaciółką. Zawsze ma dla mnie czas i dużo dobrych rad. Bardzo ją za to kocham.

 

Oliwia Górka,
klasa 4b

 

 

 

smiley

 

Opiszę moją babcię, bo jest wspaniałą osobą. Ma długie, siwe włosy, codziennie je czesze i splata warkocz, a potem robi koka. Jest wysoka i smukła. Zawsze elegancko się ubiera. Ma zielone oczy oraz ładne, czerwone usta. Moja babcia gotuje pyszne obiady - najlepszą pomidorową na świecie. Kiedy upiecze jabłecznik, nie można nas od niego oderwać. Uwielbia kwiatki, ma ich mnóstwo w swoim pokoju. Podlewa je, przesadza, przy tym cały czas podśpiewuje religijne pieśni. Czyta dużo książek, zazwyczaj o świętych. Potem mi o nich opowiada. Jest bardzo gościnna. Chętnie odwiedzają ją znajomi. Najbardziej troszczy się o swoje wnuki. Cały czas interesuje się, co słychać u wnuczek, które są poza domem. Babcia martwi się także o mnie. No i czy nie jest wspaniała?

Bardzo ją kocham i mam nadzieję, że jeszcze długo z nami będzie.

Wiktor Barański,
klasa 4b

 

 

 

 

 

 


smiley

 

 

 

Moja babcia ma na imię Marysia. Ma 63 lata i mieszka w Jaworniku. Jest mamą mojej mamy.

Babcia jest średniego wzrostu o szczupłej sylwetce. Oczy ma koloru zielonego, a włosy brązowe. Ubiera się ładnie i elegancko. Moja babcia mimo wieku jest pełna energii, którą wykorzystuje od wiosny do jesieni w pracach ogrodniczych. Bardzo lubi też chodzić do lasu na grzyby. Umie dobrze gotować, a najlepiej wychodzi jej zupa grzybowa.

Babcia Marysia obdarza mnie wielką miłością i zawsze ma dla mnie czas. Jest cierpliwa i wyrozumiała, potrafi zawsze udzielić mi dobrej rady.

Babcię kocham bardzo, ponieważ jest dobra, uczynna, mogę zawsze na niej polegać i o wszystkim z nią porozmawiać. Uważam, że ma po prostu złote serce. Moja babcia jest super!

 

Aleksandra Jezioro, klasa 4b
przepisywał Kacper Firek, klasa 6a

 

 

Wieża Babel

Tematem mojego opisu jest obraz pt. „Wieża Babel”. Autorem jest Peter Bruegel starszy.

Głównym elementem obrazu, który znajduje się na pierwszym planie, jest wieża, nazwana Babel. Ma ona 7 pięter, ale jest niedokończona i rozpada się. Widać, że dosięga chmur. Na samej górze jest świątynia. Na obrazie są także ludzie, którzy stoją lub budują. U stóp wieży jest woda. Autor przedstawił także statki, które płyną w stronę budowli. W oddali są także różne domy, gospodarstwa i sady.

Ten obraz jest dobrze namalowany, budzi on grozę. Bardzo mi się podoba, to zastanawiające jak malowidło może aż tak przykuwać oczy odbiorcy. Było to dość dziwne i zaskakujące. Dla mnie pozytywne.

 

Ania Dudzik i Karolina Sentysz, klasa VIb

 

 

SPRAWOZDANIE Z WYCIECZKI klasy IVa i b

 

Dnia 22.01.2014 roku razem z klasą IVb pojechaliśmy na całodniową wycieczkę do Krakowa. Wyjazd ten zaplanowała nasza wychowawczyni pani Monika Boczarska i zajęła się jego organizacją.

W tym dniu o godzinie 8.00 spotkaliśmy się wszyscy przed szkołą i wsiedliśmy do autokaru, który miał nas zawieść na miejsce. Każdemu dopisywał dobry humor, więc nastroje wszystkich były wyśmienite. W czasie podróży zajadaliśmy łakocie, rozmawialiśmy i śpiewaliśmy piosenki.

Pierwszym miejscem, które odwiedziliśmy było Muzeum Inżynierii Miejskiej w Krakowie. Tam pani przewodnik opowiadała nam o kosmosie, przeprowadzaliśmy eksperymenty i podziwialiśmy środki transportu samochodowego czyli stare samochody, ciężarówki i motocykle. Mieliśmy też czas na wspólną zabawę.

Kolejnym miejscem przystanku było Centrum Zakopianka. Udaliśmy się do kina Cinema City na film pt „Skubani”.

W czasie seansu podjadaliśmy popcorn i piliśmy coca – colę. Film był bardzo interesujący, więc z ciekawością śledziliśmy losy głównych bohaterów. Po wyjściu z kina poszliśmy do restauracji „ K F C”. Tam każdy z nas mógł sobie kupić dowolny zestaw z przekąską.

Ja wybrałam sobie kanapkę z kurczakiem i sałatką i zjadłam ją z wielkim apetytem, gdyż byłam głodna i „burczało” mi w brzuszku.

Po ciepłym posiłku udaliśmy się w drogę powrotną do Jawornika. W czasie drogi śpiewaliśmy naszej koleżance Weronice Polewce piosenkę „ Sto lat”, gdyż w tym dniu kończyła swoje 11-ste urodziny oraz składaliśmy jej wesołe życzenia. Po 45 minutach byliśmy pod naszą szkołą i rozeszliśmy się w dobrych nastrojach do domów.

 

Wycieczka była bardzo ciekawa i zostanie na długo w naszych wspomnieniach.

 

Jagoda Sobieszkoda, klasa IVa

 

 

 

Zaskakujące historie

***

Pewnego słonecznego dnia grupa nastolatków wybrała się do przedwojennego domu, ponieważ założyli się z licealistami, że spędzą tam noc. Gdy doszli na miejsce, zauważyli starą szafę, co prawda bali się ją otworzyć, ale wreszcie się zdecydowali. Nic tam nie było, weszli do środka szafy.

Po chwili szafa zaczęła się ruszać, wymachiwać drzwiami na wszystkie strony. Nikt nie wiedział, co się dzieje. Po dwóch minutach wszystko się uspokoiło. Otworzyli szafę i ku zdziwieniu zauważyli, że są na jakiejś pięknej tęczowej polanie. Jeden z chłopców zaproponował, żeby się podzielić na dwie grupki trzyosobowe, grupa nr 1 i grupa nr 2. W pierwszej grupie był Henio, Adam i Marek, a w drugiej Zbyszek, Staszek i Robert. Pierwsza grupa poszła na północ, natomiast druga grupa podążyła na południe. Po czterech godzinach nieustannego chodzenia grupa nr 1 zauważyła wioskę, ucieszyli się i zadzwonili do Zbyszka, bo jako jedyny miał telefon z grupy nr 2 . Zbyszek odebrał telefon i powiedział, że też coś znalazł, ale to nie była wioska, tylko zamek. Grupa nr 2 z wielkim podekscytowaniem przekroczyła wrota zamku. Było tam prześlicznie - ptaki ćwierkały, weszli do zamku. Stanął przed nimi wysoki mężczyzna z wąsem i spytał, co ich tu sprowadza? Oni odpowiedzieli, iż weszli do szafy i coś ich jakby przeteleportowało. Robert z zaciekawienia spytał, jaki jest rok. Odpowiedź mężczyzny bardzo zaskoczyła nastolatków. Dowiedzieli się że jest rok 2045. Czyli przemieścili się trzydzieści jeden lat. Zbyszek zadzwonił do Marka, żeby jak najszybciej przyszli. Wysoki mężczyzna przedstawił się, iż jest lokajem króla i ma na imię Eler. Zaproponował chłopcom nocleg i wizytę u króla. Zgodzili się. Gdy grupa nr 1 doszła do zamku, wszyscy wspólnie zobaczyli króla. Ukłonili się i spytali, dlaczego ta szafa ich przeniosła trzydzieści jeden lat w przyszłość. Król rozpoczął wyjaśnienia. To nie była zwykła szafa, to była szafa lokaja, którą zrobił, abyśmy się przenosili do jakiego roku chcemy. Ale jak możemy wrócić? - zapytał Staszek. Król na to: jest tylko jeden sposób, ale bardzo łatwy. Musicie znaleźć w tym zamku tę szafę :D. Zbyszek spytał, jak skoro nie znamy nikogo ani nie wiemy, co gdzie jest. Otrzymali jedyną podpowiedź, że muszą zejść do katakumb, a szafę znajdą w 5 sekund. Szczęśliwy Henio pobiegł w stronę katakumb, reszta pobiegła za nim i jak mówił król, znaleźli szafę, weszli do niej, drzwi się zamknęły i po 2 minutach otworzyły się. Wylądowali w tym przedwojennym domu, byli bardzo uradowani.

Od razu pobiegli do swoich domów, powiedzieć rodzicom, co się stało. Rodzicie nie uwierzyli, ale cieszyli się, że dzieci miały jakąś ciekawą historię do opowiedzenia.   

Patrycja Pająk, klasa VIb         

***

Pewnego popołudnia moja mama powiedziała nam, że pojedziemy do kościoła na Kalwarię. Ucieszyłam się, bo mieliśmy opisać tamtejszą miejscowość. Gdy jechaliśmy, tata dziwacznie skręcił w przeciwnym kierunku. Nie widziałam, o co chodzi,  mimo to nie reagowałam. Po paru godzinach dotarliśmy do jakiejś miejscowości o nazwie Kasina.

-Co to za miejscowość?

Mama powiedziała, że będziemy zwiedzać tutejszą miejscowość. Nie podobało mi się to. Po dotarciu na jakiś stok, mimo naszych obaw, nie zwiedzaliśmy miejscowości, ale ubraliśmy kombinezony i zjeżdżaliśmy na nartach. Było super!!! Każdy z nas był pełen szczęścia. Było nam miło, że rodzice zrobili nam taką super niespodziankę. Na naszych twarzach można było zobaczyć pełen uśmiech.

Dominika Uchacz, klasa VIb

***

Dzień zapowiadał się całkiem zwyczajnie. Byliśmy z rodzicami w domu. Nagle zadzwonił telefon i ja odebrałam.
Odpowiedziała Laura, że do nas przyjedzie. Bardzo się z tego cieszyłam. Przyjechała w końcu i nie mogłam uwierzyć, co mi przywiozła - nowy telefon. Nie mogłam zapomnieć tego dnia. Był dla mnie taki wyjątkowy. Potem Laura została na noc. Gadałyśmy do rana, ale później usnęłyśmy. I spałyśmy do  10:00. O godzinie 15:00 poszłyśmy na scholkę. Śpiewałyśmy, było super. Potem musiałyśmy się pożegnać, bo ten dzień szybko minął.

Dla nas wszystkich był to wspaniały dzień. Laura powiedziała, że jeszcze to może powtórzymy. Może kiedyś jeszcze spędzimy podobny dzień.
 

Magdalena Światłoń, klasa VIb

***

26 maja chciałam przygotować urodzinową imprezę dla mojej mamy. Dzień wcześniej zaprosiłam wszystkich gość, aby pomogli mi w przygotowaniach. Ciocia Aga zabrała moją mamę do spa, żeby nie widziała, co dla niej szykujemy. Ja i wujek pojechaliśmy po pyszny tort. Gdy jechaliśmy już do Myślenic, zauważyliśmy jak ciocia i mama wracają w stronę domu. Nie wiedziałam, co mam zrobić. Wtedy wujek chciał zadzwonić do cioci, ale nie mógł się dodzwonić, bo wyczerpała się bateria. Szybko wzięliśmy tort i pojechaliśmy w stronę Jawornika. Ujrzeliśmy z wujkiem, że jest straszny korek. Dobrze, że wujek znał Myślenice. Pojechaliśmy inną drogą. Już gdy dotarliśmy do domu, wyskoczyłam szybko i zapytałam się, czy jest mama. Dziadek odpowiedział, że nie ma. Wtedy pomyślałam, że zostali w korku. Gdy już wszystko było gotowe, czekaliśmy tylko na mamę i ciocię. Nagle zobaczyłam, że jadą. Wszyscy schowali się za fotele i gdy tylko mama weszła do domu, krzyknęliśmy „STO LAT !!!”.

Mama nie wiedziała, co ma powiedzieć. Zapomniała, że ma dzisiaj urodziny i dziękowała wszystkim, którzy przyszli. Gdy goście już pojechali, mama powiedziała, że ma najlepsze córeczki na całym świecie. Bardzo się ucieszyłam i od tego dnia jestem najszczęśliwszą osobą na świecie.

Karolina Sentysz, klasa VIb

***

Wczoraj, gdy jadłam obiad z mamą i siostrą, ktoś zapukał do drzwi. Trochę się zdziwiłam, ale no nic. Wstałam z krzesła i poszłam otworzyć drzwi, ku mojemu zaskoczeniu stał przede mną mój wujek, którego dawno nie widziałam.

Był razem z żoną i dwójką dzieci - Michałem i Anią. Uśmiechnęłam się i zaprosiłam ich do środka. Przynajmniej mama zrobiła więcej klusek i poczęstowała ich. Gdy zjedliśmy ja, Klaudia, Michał i Anka poszliśmy zagrać na xbox 360. Było fajnie. Po trzech godzinach znudziło nam się, a poza tym i tak musieli już wracać. Pożegnaliśmy się. Podczas, gdy oglądałam skoki z mamą wieczorem, ktoś znów zapukał do drzwi, tym razem mama poszła otworzyć. Przyjechał do nas listonosz z paczką do mnie. Byłam szczęśliwa, ponieważ ten prezent był moim wymarzonym, przyszedł aż z Korei. Podziękowałam listonoszowi i poszłam oglądać dalej. Gdy tata wrócił do domu zaczął śpiewać ,,Happy Birthday’’. Byłam bardzo szczęśliwa, dlatego że były urodziny mojej mamy.

Tak wyglądał mój miły dzień, w którym miałam same przyjemności. Chciałabym, żeby taki dzień zdarzył się jeszcze raz.

 Patrycja Pająk, klasa VIb

***

Był to mokry, błotnisty i paskudny dzień. Skrzat Trevor właśnie wrócił ze szkoły do swego domu w grzybie:

- Cześć mamo, co na obiad ?

- Oo cześć synku, żabie udka, siadaj i zajadaj. - odpowiedziała mama.

- Dziadkowie bardzo się ucieszyli z tej miłej niespodzianki.

Zaraz, zaraz przecież mieliśmy wam opowiedzieć, jak to się stało z tą niespodzianką.

- Synku, kupiłeś prezent dla babci i dziadka na 61 rocznicę ślubu? pyta mama.

-O nie! Zapomniałem, lecę do sklepu zanim przyjdą ze spaceru. Pa mamo!

-Pa, tylko uważaj na siebie synku! - krzyczy mama za Trevorem w progu.

Ale Trevor już jest w sklepie, bierze z półki wonną świecę dla babi i dezodorant dla dziadka o ulubionym kurkowym zapachu.

- 11,80 .- Mówi znudzonym głosem blond włosa sprzedawczyni.

Trevor płaci, bierze wszystko do reklamówki i biegnie do domu. Jest już w domu rozbiera się, pakuje prezenty do ładnych torebek, idealnie wtedy wchodzą do domu dziadkowie. Trevor daje dziadkom prezenty, a oni bardzo się cieszą.

Rozpisałbym się bardziej, ale mam za mało miejsca.

Maciej Nowików, klasa VIb

 

 

 

 

FINAŁ

WIELKIEJ ORKIESTRY ŚWIĄTECZNEJ POMOCY 2014

22 FINAŁ WOŚP

Niedawno a dokładnie 12 stycznia 2014r odbył się już 22. Finał Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. Tegoroczne hasło akcji brzmiało: NA RATUNEK

Zbiórka pieniędzy owocowała między innymi tym, że dzieci ze szpitali dostały specjalistyczny sprzęt. W tym przedsięwzięciu brali udział też uczniowie też z naszej klasy, naszej szkoły. 

Fundacja uzgodniła, że pieniądze zostaną przeznaczone na:

- wielonarządowe tomografy komputerowe z możliwością znieczulenia do badania młodszych i pobudzonych dzieci,
- RTG przyłóżkowe,
- RTG z ramieniem C i monitorem,
- radiologiczne stacje diagnostyczne,
- aparaty USG przystosowane do badań FAST z opcją power-color-doppler

WOLONTARIUSZE:

Jak nam wiadomo takiego wolontariusza można poznać po czerwonej naklejce w kształcie serduszka z napisem Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy. 

Opracowała Dominika Uchacz, klasa VIb

 

Kolędowanie dla Dawidka

W okresie poświątecznym nieodłącznym widokiem w wielu miejscowościach są grupy kolędnicze, wędrujące od domu do domu, by w ten sposób pielęgnować tę tradycję, ale również zarobić przysłowiowe „parę groszy”. Kolędnicy pojawili się także w Jaworniku. Jednak tamtejsza młodzież, pieniędzy zebranych dzięki śpiewaniu świątecznych utworów, nie przeznacza dla siebie. Postanowili oni w ten sposób pomóc małemu, ciężko choremu chłopcu. 

Patrycja Pająk, klasa VIb

 

 

WOŚP - kolejny raz

 

Kolejny raz miejsce miał finał Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy.

 

Na tegorocznym plakacie promującym akcję, jest latarnia i promieniujące z niej światło. Są tam też fale, napis „22 finał, na ratunek”, a także złoty szlaczek. Koło kościoła w niedzielę 12.01.2014  młodzi wolontariusze zbierali do puszek pieniążki, sami zaś rozdawali serduszka, na których widniał napis „Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy”. My wtedy z babcią dałyśmy pieniążki na chorego Dawida, który cierpi na białaczkę.

 

Bardzo się cieszę, że można było zorganizować taką akcję dla chorego Dawidka.

 

Olga Podoba, klasa IVa

 

 
MOJE HOBBY

 

 

Wielu ludziom wydaje się, że jazda konna to nic strasznego; że to prosta czynność, którą każdy bez trudności może wykonać. Szczerze mówiąc każdy, kto tak myśli jest w wielkim błędzie. Niektórzy stwierdzą, że przesadzam. Ale uwierzcie mi - sport pod nazwą jeździectwo opanowuje się latami, niektórzy nawet - całe życie. Ale mimo tego, że trwa to latami, warto. Spytacie - dlaczego? Bo jeździectwo to najpiękniejsza rzecz na świecie. Kto nie próbował, ten nie zrozumie. Ten wiatr gdy beztrosko galopuje się po polach. Te emocje i strach czy koń przed skokiem się nie potknie i nie przygniecie cię. Nawet zwykłe czynności pielęgnacyjne, jak szczotkowanie czy siodłanie. To coś, czego nie da się opisać słowami. Ludzie myślą, że to głupota, że nigdy w życiu się do niczego nie przyda. Ale poza przeżyciami, zdobywa się (nawet o tym nie wiedząc) odwagę, samodzielność. Większość osób boi się podejść do konia, a co dopiero na niego wsiąść. Jak już wspominałam, jazda konna to duże niebezpieczeństwo, z czego wiele osób nie zdaje sobie sprawy. Zwykłe pójście po zwierzę na pastwisko niesie ryzyko - nie oszukujmy się, czasami nawet śmierci. Nie zapominajmy, że mamy do czynienia z półtonowymi płochliwymi zwierzętami. W każdej chwili nawet najlepiej wytresowany koń może się spłoszyć i wystraszyć zwykłej kury. Spłoszone zwierzę jest nieprzewidywalne, może ruszyć w dowolnym kierunku cwałem.
Jednak większość kocha jeździectwo, nie tylko za zwierzęta, ale i za ryzyko.

Pamiętać należy, że wypadki zdarzają się w każdej chwili: http://www.galopuje.pl/konie,wypadki-na-koniach-przyczyny-wypadkow-w-jezdziectwie,17520.html). A to tylko podstawy…

Ja uprawiam ten sport i jestem z tego dumna! Nigdy mi się to nie znudzi, i będę to robiła aż do śmierci!

Aleksandra Niedośpiał, klasa 6a
 
CO WARTO PRZECZYTAĆ?

 

Jawornik, 29.02.2014

Drogi Wojtku!

Pewnego razu poszedłem do biblioteki wypożyczyć książkę. Popatrzyłem na półkę i ujrzałem kątem oka książkę pt „Harry Potter i Czara Ognia”. Oczywiście pożyczyłem ją. Czytanie Harrego było super, z każdą kartką czułem się coraz bardziej zafascynowany. Po przeczytaniu jej całej, mogę stwierdzić, że akcja jest bardzo ciekawa, tak wiele się dzieje.
Dlatego chciałbym Cię zachęcić do przeczytania jej. Harry i jego przyjaciele są w tej części jeszcze dziećmi i dlatego wszystkie ich przygody są świetne.
Są tam śmieszne sceny, ale zdarzają się niekiedy smutne. Naprawdę polecam Ci tę książkę.

Eryk Szlachetka, klasa 6b


 

 Jawornik, 28.01.2014.

Droga Aniu!                              

 Na początku mojego listu chciałabym Cię serdecznie przytulić i ucałować. Ostatnio czytałam bardzo ciekawą książkę. Od razy, jak ją kupiłam, pomyślałam o Tobie, ponieważ wiem, że lubisz thrillery i horrory.

Ta książka nosi tytuł ,,Legendy Marry’’, jest też film, ale książka jest o wiele lepsza. W tej książce jest coś, co mnie zaciekawiło. Jest to rozdział dwudziesty ósmy, gdy jakaś dziewczynka wchodzi do pokoju swojego starszego brata i zauważa czarną osobę zamiast swojego braciszka. Ta dziewczynka bardzo się przeraziła  i wybiegła z pokoju. Aha zapomniałam dodać, że ta książka kosztuje tylko szesnaście złotych i pięćdziesiąt groszy.

Chciałabym jak najbardziej, żebyś kupiła sobie tę książkę, ponieważ jest bardzo super. Pozdrawiam Ciebie i całą Twoją rodzinę.

                                                                                                          Patrycja

  P.S. Przyjedź kiedyś i zdaj relację z tej książki.

Patrycja Pająk, klasa VIb

 

 

 

Droga Gabrysiu !!!

 

Wiem, że znasz wiele książek, sama widziałam twoją kolekcję, ale mam jedną, której jeszcze na pewno nie znasz. Jest to książka pt. „Tajemnice Nirgali” Stefana Koroszkiewskiego. Jest to opowieść fantastyczna. Nie mogę przestać jej czytać! Raz zaczniesz –już nie przestaniesz. Jest ona bardzo ciekawa. 365 stron mi nie wystarcza. Nadal pragnę więcej! Zachęcam Cię do jej przeczytania. Opowiada ona o Aniołach- Ludziach. Niepojęte! Jeżeli tylko zechcesz, pożyczę Ci ją. Starczy jedno słówko. No, to ja już kończę. Zadanie z matematyki!

Do zobaczenia w weekend. Mam nadzieję, że zostaniesz na 2 godzinki.

 

P.S Przyniesiesz te pyszne ciasteczka Twojej roboty?

 

Joanna Jawańska, klasa VIb 

 

 

Jawornik, 07.01.2013.

Droga Kasiu!

Chciałabym Ci napisać w tym liście o super ciekawej książce, która nosi tytuł ''Zwierzęta i przyjaciel Maciek''.

Zachęcam Cię do przeczytania tej książki, ponieważ piszą tam o Tobie, ale nie tylko. Są tam wszystkie zwierzęta świata i ich opisy: jak wyglądają, ile ważą i różnie. Ja tę książkę bardzo lubię. Jest tam wiele ciekawych informacji. Są tam również Twoje ulubione zwierzęta i Twój ulubiony ssak. Jeżeli nie masz tej książki, to chętnie Ci ją pożyczę. Aha... zapomniałam. Maciek - on w tej książce jest podróżnikiem i odkrywa tajemnice, jakie kryje świat zwierząt.

Bardzo Cię proszę. Przeczytaj tę książkę. Zachęcam Cię do spędzenia z nią czasu, na pewno będą to miłe chwile.

Przesyłam serdeczne pozdrowienia.

 

Magdalena Światłoń, klasa 6b

 

 

Jawornik 02.12.2013.



 

Droga Asiu!!

Piszę do Ciebie ten list, bo mam zamiar przekonać Cię do przeczytania książki pt. „Mały Cwaniaczek”.

Książka ta opowiada ooo… A może nie będę Ci tego szczegółowo zdradzać. Powiem Ci tylko tyle, że na pewno Cię zachwyci. Jak pierwszy raz ją czytałam, pomyślałam, że nie jest ona zbyt fajna. Zaczęłam czytać jednak dalej, gdyż była to moja lektura szkolna. Po przeczytaniu pierwszego rozdziału zaciekawiło mnie, co stanie się dalej. Więc czytałam dalej, a działy się rzeczy nie z tej ziemi. Cwaniaczek był łobuzem, zawsze coś wykombinował.

Dobra, kończę już mój list, mama mnie woła na obiad.

Dominika

P.S Pozdrawiam Cię. ODPISZ !!!!!!!!!

Dominika Uchacz, klasa 6b

 

Jawornik, 03.12.2013.

Cześć Paweł!



Postanowiłam napisać do Ciebie list, aby zachęcić Cię do przeczytania książki C. Collodiego pt. "Pinokio". Tę lekturę niedawno omawialiśmy.

Najbardziej podobał mi się rozdział, w którym Pinokio dostaje od Ogniojada pięć złotych monet, ale zamiast zanieść je ojcu, idzie z Lisem i Kotem na Pole Cudów. Wtedy zostaje okradziony. Tę lekturę szybko się czyta, ponieważ przygody drewnianego pajaca są bardzo ciekawe, niektóre z nich są fantastyczne, a inne realistyczne Książka Collodiego uczy, że nie wolno być łatwowiernym i naiwnym, trzeba kochać i szanować swoich rodziców i nie można kłamać.

Mam nadzieję, że po przeczytaniu mojego listu sięgniesz również do tej baśniowej opowieści, o której krótko opowiedziałem.

Pozdrawiam Ciebie i Twoją rodzinę.

Łukasz

Łukasz Szlachetka, klasa 6b

Jawornik, 04.12.2013

 

 Droga Aniu !!!

 

Bardzo zachęcam Cię, abyś przeczytała książkę pod tytułem „Ania z Zielonego Wzgórza”. Uważam, że ta książka jest najfajniejsza dlatego, że opowiada o dziewczynce, która przeżyła ciekawe przygody. Była ona adoptowana przez Marylę i Mateusza, którzy byli rodzeństwem. Maryla była dobrą osobą, lecz nie rozumiała czasem Ani. Maryla miała swój dom na Zielonym Wzgórzu. Ania była dobrą dziewczyną i miała wiele przygód. Bardzo lubiła ogród, kwiaty i zwierzęta. Cieszyła się z każdej jednej chwili. Ania miała wiele miejsc, w które lubiła chodzić na Zielonym Wzgórzu, nadawała im wymyślone nazwy. Miała również swoją przyjaciółkę, nazywała się ona Diana, lubiła z nią spędzać wiele chwil. Bohaterka zawsze chciała być taka piękna, jak Diana.

Uważam, że powinnaś przeczytać tę książkę ponieważ, jest ciekawa i bardzo zajmująca.

 

Karolina Sentysz, klasa 6b

 

Jawornik, 17.12.2013

Drogi Janku!

Przesyłam Ci ten list, aby polecić Ci serię książek o tytule „Olimpijscy Herosi”. Wiem, że lubisz starożytną Grecję i właśnie dlatego polecam Ci tę książkę.

Jak już wiesz, seria ta opowiada o Herosach ze starożytnej Grecji, ale i nie tylko, ponieważ bohaterami są tu też Herosi ze starożytnego Rzymu. Dwóch największych Herosów z obydwu obozów. Obóz Herosów i obóz Jupiter zostały uśpione i ich członkowie mieli wyczyszczoną pamięć przez Herę. Zostali też przeniesieni do przeciwnych obozów w celu zjednoczenia ich. Percy Jackson znalazł się w obozie Jupiter, a Jason Grace w obozie Herosów. Herosi wraz ze swoimi przyjaciółmi przeżywają różne przygody. Tymi przyjaciółmi są: Frank Zchang, Piper, Hazel, Leo, Anabeth, Trener, Hadge oraz Nico di Angolo. Ich głównym calem jest zjednoczenie obydwu obozów, pokonanie wojsk Gai i to za cenę życia. W tym celu muszą uwolnić pewien posąg, Atenę Partenons. Zapomniałem też, że Gaja ma się przebudzić, a oni nie mogą do tego dopuścić. Autorem tej serii jest Rick Riordan, świetny pisarz.

Mam nadzieję, że zachęciłem Cię do kupienia książki z tej serii, bo jest naprawdę fajna.

Serdecznie Cię pozdrawiam.

P.S Książki te można kupić w Empiku

Maciej Nowików, klasa 6b

 

Jawornik, 07.01.2014r.

Droga Magdo!

 

Witam Ciebie bardzo serdecznie. Chciałabym opowiedzieć Ci o książce, jaką kiedyś przeczytałam, jej tytuł to „Ania z Zielonego Wzgórza”.

 

Serdecznie zapraszam Cię do tego, abyś przeżyła świat tej książki osobiście. Książka opowiada o wspaniałej dziewczynce, która została zaadoptowana przez pewnych ludzi: rodzeństwo. Ludzie ci na początku nie wiedzą, że adoptują dziewczynkę, ponieważ chcieli zaadoptować chłopca do pomocy. Ania jest zachwycona miejscem zamieszkania, poznaje przyjaciółkę Dianę i również inne koleżanki i kolegów. Przeżywa różne przygody pozytywne i negatywne. Kłóci się z Gilbertem, lecz później powoli stają się przyjaciółmi. Ania bardzo dobrze się uczy i dostaje się do bardzo dobrego liceum.

Książkę tę warto przeczytać, jest ona wspaniała lekturą. Cieszę się, że miałam okazję ją przeczytać.

 

P.S. Odpisz mi szybko.

 

Oliwia Podoba, klasa 6b

 

 

 

JAKA JESTEM?
- moja charakterystyka

 

Nazywam się Asia i mam 12 lat. Uczęszczam do Szkoły Podstawowej w Jaworniku.

Jestem średnią szatynką, o długich włosach i niebieskich oczach, która bardzo często wybucha śmiechem. Staram się wnosić do mojego życia wiele zapału i pozytywnej energii, choć nie zawsze mi się to udaje.

Jak każdy człowiek, mam wady i zalety. Jeśli chodzi o mnie, to znacznie przeważają wady. Jestem pesymistką - bardzo negatywnie patrzę na świat i swoje życie. Choć napisałam, że jestem pesymistką, umiem też myśleć optymistycznie. Moja ciekawa, interesująca i tajemnicza osobowość pozwala mi ubarwiać moje poglądy na życie i świat. Jestem osobą ambitną i ciekawą świata. Jestem żądna przygód i potrafię być naprawdę uparta. Jeśli wyznaczę sobie cel, nie zawsze to niego podążam - jeśli widzę, że nie ma to najmniejszego sensu, odpuszczam. Chętnie pomagam innym. Staram się być miłą przyjacielską i wyrozumiałą dziewczyną. Jestem ogromnym wrogiem kłamstw. Gdy ktoś jest wobec mnie szczery, ja także taka jestem. Czasem niestety, aż za bardzo... Natomiast jeśli kogoś nie lubię, nie kryję tego w sobie. Po prostu nie rozmawiam z tą osobą i nie spędzam z nią czasu. Jeśli z kimś przebywam, to znaczy, że chcę z tą osobą rozmawiać i spędzać z nią czas. Mam ogromne poczucie humoru, z czego moi znajomi wnioskują, że jestem: ,,niepowtarzalna", ,,szalona",  ,,kosmiczna", ,,nienormalna w pozytywnym tego słowa znaczeniu" itp. Jestem osobą wrażliwą i strasznie przeczuloną na punkcie obrazy mnie i moich bliskich. Nie dam sobą pomiatać i nie ma takiej możliwości, abym przeszła obojętnie wobec obelg pod adresem moich przyjaciół i znajomych. W takich sytuacjach często daję się porwać nerwom i emocjom. Kieruję się emocjami, więc radzę nie przezywać nikogo w mojej obecności. Mam bardzo dużo rzeczy, których się boję. Gdybym musiała spisać wszystkie, mogła powstać książka. Podobnie zresztą jak znaczna część ludności. Szkoda tylko, że większość boi się do tego przyznać. Potrafię być bardzo leniwa - nie zawsze odrabiam zadanie domowe. Za to nie wyobrażam sobie mojego życia bez zabawy! Tak jak to ujęła Gabi: ,,Tam gdzie mnie nie ma, o zabawie nie ma mowy!" Słowo ,,nuda" wypowiadam bardzo rzadko. Ze mną nie można się nudzić, chyba, że śpię! Gdy mam dobry humor, naprawdę chce mi się żyć i czuję sens tej skomplikowanej przygody, którą jest moje życie. Moje zainteresowania są bardzo rozległe. Lubię słuchać dobrej muzyki typu: ,,Rock", ,,House", ,,Pop", ,,K-Pop", ,,Dance", ,,Jazz" , ,,Hip-Hop" i wiele innych gatunków muzycznych. Nienawidzę za to Punk'u i Reggea'u. Lubię śpiewać, kocham tańczyć, montować i organizować. Nie mogłabym bez tego żyć. W wolnym czasie spotykam się ze znajomymi, siedzę przy komputerze, uprawiam sport. Interesuję się także robieniem zdjęć. Robię to prawie zawsze, kiedy zobaczę aparat. Najgorsza chwila nadchodzi, gdy muszę udane zdjęcia usuwać. To jest prawdziwa męczarnia. Moje przyjaciółki widzą mnie jako sportowca lub muzyka. Ja jednak dążę do astronomii, co też jest moim zainteresowaniem.

 

U mnie pierwsze wrażenie się nie liczy. Aby polubić daną osobę, trzeba najpierw ją poznać, a to wymaga czasu. Ja do dziś odkrywam coraz to nowsze cechy moich przyjaciółek. A przyznam, że dość dużo czasu spędzamy razem. Rozmawiamy ze sobą prawie codziennie od ładnych sześciu lat. Jeśli nie dłużej! Nie wiem, czy jestem lubiana. Nigdy nie ma się tej pewności. Większość osób kłamie, gdy pytam, czy mnie lubią. 

 

 

Moje przyjaciółki mają mnie za: ,,zwariowanego wariata". Być może tak jest. Nie wiem. To już zależy od gustu. :D

 

Joanna Jawańska, klasa 6b

 

 

 

 

Nowy rok!

 

 

Opowiadanie o Sylwestrze 2013/2014 roku

Chciałbym Wam opisać mojego Sylwestra 2013/2014. Zaczęło się około o godzinie 20.00. Przyjechał do mnie kuzyn i zapytał, czy bym do niego nie pojechał, ja się oczywiście zgodziłem. Po przyjeździe do kuzyna zaczęliśmy puszczać fajerwerki. Poczekaliśmy do północy i pojechaliśmy na rynek. Na rynku był piękny pokaz fajerwerków. Na tym pokazie był też pan, który żonglował pochodniami. Ta atrakcja spodobała mi się najbardziej. Później pojechaliśmy na Wisłę. Na Wiśle pływały statki, z nich puszczali fajerwerki. Było tam kilku panów, którzy przebierali się za smoki i inne fantastyczne postaci. Było bardzo zimno, dlatego był grill i można było sobie kupić  kiełbaskę, aby się rozgrzać.

Nie mogę powiedzieć, czy to mój najlepszy Sylwester, ale na pewno jeden z ciekawszych.     

Eryk Szlachetka, klasa VIb

 

Sylwestrowe atrakcje

Ostatniego dnia roku, w Sylwestra 2013, wraz z młodszą siostrą Olgą przygotowałyśmy atrakcje na wieczór. Wcześniej pojechaliśmy z tatą na zakupy, dzięki którym byliśmy zaopatrzeni w różne smakołyki, aby spożyć je podczas tego wieczoru. Razem z siostrą przygotowałyśmy zabawy z pisaniem imion na daną literę, kawały, puszczałyśmy piosenki i organizowałyśmy jeszcze inne atrakcje. Na domiar wszystkiego obydwie się przebrałyśmy - ja za różową księżniczkę, a moja siostra za czerwono-czarną śliczną biedronkę. Mama z tatą niestety nie przebrali się za żadną postać. Mama z tatą byli zachwyceni, jednak z tego, co pamiętam, z zabawą z wymyślaniem imion było trudno, ponieważ mama i tata są już dorośli i chyba nie chciało się im się pisać imion. Zjedliśmy smakołyki, ale niestety chipsów troszkę nam zabrakło.

Ten wieczór był wspaniały i nigdy go nie zapomnę.

 

Oliwia Podoba, klasa VIb


 

Czy wierzycie, że kolejny rok za nami? Ja nadal nie mogę w to uwierzyć. Tym bardziej, że jest to dla mnie ostatni rok w szkole podstawowej.

Dla mnie Nowy Rok nowe przeżycia, nowe nadzieje, nowe marzenia. To także wesołe przygody, przyjaźnie, być może pierwsze miłości. Życzę więc wszytkim Nauczycielom i Uczniom wszystkiego dobrego.

Jak spędzaliście Nowy Rok? Przy kominku, patrząc przez okno na fajerwerki? Czy  w towarzystwie rodziny, pijąc szampana "Picollo"? Na pewno u wszystkich było bardzo wesoło.

Ja ten czas spędziłam z rodziną, za granica u babci w Holandii. Najpierw graliśmy w gry, później czekaliśmy na ostatnia godzinę Starego Roku. Tata w chwili, gdy wybiła północ, strzelił korkiem od szampana w sufit, a my życzyliśmy wszystkim szczęśliwego Nowego Roku. Wszyscy się bardzo cieszyli. Tata, dziadek i wujek puszczali fajerwerki. Kiedy wrócilismy do domu po pięknych fajerwerkach, maluchy poszły spać, a ja siedziałam z rodzina do 3 w nocy. Było super.

 

Laura Pieczara, klasa 6a

 

 

 

W ŚWIĄTECZNYM NASTROJU

 

MOJA WIGILIA

 

Dzień Wigilii przypada na 24.12. W tym dniu od samego rana wszyscy byli bardzo zajęci: sprzątaniem, gotowaniem potraw wigilijnych. Ja pomagałam ubierać choinkę, która wyglądała wspaniale. Mama z babcią od samego rana gotowały wiele pyszności. W tym dniu z niecierpliwością wypatrywałam pierwszej gwiazdki na niebie.

Kiedy się ukazała, mogliśmy zasiąść do Wigilii. Wigilię zaczęliśmy od modlitwy, połamaliśmy się opłatkiem, składając sobie życzenia. Następnie zasiedliśmy do elegancko przygotowanego stołu. Przy stole, jak nakazuje tradycja, czekało jedno wolne miejsce dla gościa. Po zjedzeniu pysznych dwunastu wigilijnych potraw, śpiewaliśmy kolędy, a następnie udaliśmy się całą rodziną na pasterkę.

Szkoda tylko, że w tym dniu nie było śniegu.
 

Patrycja Dyduła, klasa Va

Choinka

Tematem mojego opisu jest choinka.

Ta choinka ma kolorowe światełka. Są na niej czerwone i srebrne bombki również kolorowe łańcuchy. Na czubku choinki jest gwiazda. Na tej choince są również gwiazdy koloru srebrnego. Choinka stoi na podłodze na stojaku w biurze. Pod tą choinką leżą prezenty. Dostrzec można pod nią duże paczki cukierków. Choinka jest bardzo starannie ubrana. Jest ona sztuczna. Są na niej także żółte i niebieskie ozdoby. Koło tej choinki widnieje napis WESOŁYCH ŚWIĄT .

Choinka bardzo mi się podoba i myślę, że jest bardzo starannie ubrana.

Olga Podoba, klasa IVa

 

Podczas świątecznej przerwy

 

Podczas świątecznej przerwy spędzałem czas bardzo różnorodnie, trudno wszystko opisać.

 

Najczęściej wstawałem bardzo wcześnie, ponieważ trzeba było pójść do kościoła. Tylko w ostatnią niedzielę mogłem się wyspać i w Nowy Rok. Na święta pojechałem do kuzynów, bardzo miło spędziłem tam czas. Za to niezbyt miła była droga przyjezdna i powrotna. Dlatego, że siedziałem z tyłu. Ale nie miałem możliwości narzekać, ponieważ przód był zajęty przez mamę. Po powrocie do domu poszedłem do mojego kolegi Łukasza, który pokazał mi swoją nową grę NEED FOR SPEED RIVALS. Nadszedł Sylwester, przyjechali do mnie koledzy z Krakowa i ze Śląska. Super się bawiliśmy. Najpierw zagraliśmy w grę planszową „Ryzyko”, natomiast potem oglądnęliśmy film „Gwiezdne Wojny VI”, a na koniec puszczaliśmy fajerwerki. Po udanym wieczorze sylwestrowym poszliśmy rano do kościoła, po kościele poszliśmy zbierać resztki po fajerwerkach. Pod koniec dnia goście porozjeżdżali się do swoich domów. Około dwa dni później miałem się spotkać u mnie z moim kolegą, aby zakończyć krzyżówkę na matematykę. Niestety sprawy się pokomplikowały, ponieważ Łukasza zaczęła boleć głowa i w końcu ja przyszedłem do Łukasza. Jego babcia bardzo nam pomogła. W ostatni poniedziałek pojechałem z moimi rodzicami do kina na film pod tytułem „Hobbit pustkowie smauga”. Mieliśmy oglądnąć go w domu kultury w Myślenicach, ale okazało się, że w ten poniedziałek nie wyświetlają filmu, ponieważ jest jakaś uroczystość. I wtedy sprawy się pokomplikowały, ale mama i tata znaleźli rozwiązanie. Mama zadzwoniła do naszej cioci i poprosiła, aby zaglądnęła do Internetu na repertuar kin w Krakowie. Okazało się, że jest film w Ciemna City Zakopianka, bardzo się ucieszyłem. Na film dojechaliśmy przed czasem (nie tak jak zwykle). Film zaczął się o godzinie 16.30. Film był bardzo fajny, a można by nawet powiedzieć - idealny.

 

Według mnie bardzo fajnie spędziłem ferie, myślę ż moi koledzy też dobrze je wykorzystali.

 

Mateusz Furgała, klasa Va

 

 

 

W Wigilijny dzień razem z mamą i babcią przygotowywałyśmy potrawy. Mama gotowała pyszny barszcz czerwony, ja lepiłam uszka. Niestety, połowa uszek rozgotowała się. Wraz z babcią, mimo porażki, zabrałyśmy się za zupę grzybową. Grzyby zbieramy jesienią w pobliskim lesie. Gdy skończyłyśmy wszystkie 12 potraw, był czas na przygotowanie stołu. Mama dała mi talerze, sztućce szklanki, które miałam rozłożyć na stole. Około godziny 18:00 połamaliśmy się opłatkiem, a potem zasiedliśmy do stołu.

 

Dominika Uchacz, klasa 6b

 

 

 

Wigilia to najlepszy czas w roku. To magiczne chwile, w których można oczekiwać na Jezuska, rodzącego się w w stajence. Dla mnie do wyjątkowych chwil należy moment, gdy tata przynosi choinkę do domu i zaczynamy ją stroić. Jest wtedy tak rodzinnie. Lubie także inny zwyczaj -  12 wigilijnych potraw, którymi się zajadam. Prezenty to także wspaniała tradycja, choć nie najważniejsza. Dostajemy je od rodziców (a rodzice od "Mikołaja"). Święta Bożego Narodzenia są wyjątkowe, dlatego, że spędzamy je z rodziną. I wsponienia tych magicznych chwil są warte więcej niż całe morze prezentów.

Anna Pitala, kl 6a  

 

Święta, święta i po świętach

 

Jak co roku Święta Narodzenia Pańskiego minęły w ciepłej i miłej atmosferze. W tym roku było nas troszkę więcej przy wigilijnej kolacji , gdyż przyjechał wujek z rodziną. Łamiąc się opłatkiem, składaliśmy sobie życzenia i życzyliśmy wszystkim przy modlitwie, żeby w nadchodzącym Nowym Roku powodziło nam się tak, jak i w odchodzącym albo i bardziej. Gdy już połamaliśmy się opłatkiem i spożyliśmy posiłek, czekaliśmy na pierwszą gwiazdkę w towarzystwie wujka Radka oraz jego brata - wuja Marcina wraz z małżonkami i dziećmi (Mileną, Błażejem, Wiktoriom i Oliwią ). Czekając na gwiazdkę bawiliśmy się w ciuciu babkę , chowanego i w sesje zdjęciową. Graliśmy również w biznes po polsku i skakające kulki. Gdy zabawa dobiegła końca, zeszliśmy na dół, by zobaczyć czy rodzice dali już pod choinkę upominki. Ku naszemu zdziwieniu były tam tylko malutkie paczuszki. Po otworzeniu ujrzeliśmy piękne kolczyki i wisiorek gwiazdką. Podziękowaliśmy wszystkim za upominek i poszliśmy kontynuować zabawę. Bawiliśmy się dopóki  babcia nie zawołała nas na pasterkę. Całe święta bardzo mi się podobały.

Katarzyna Kurowska, klasa 6a

 

 

Przeprowadziłam wywiad z członkami naszej rodziny, zadałam im 3 pytania o świętach.

1. Jakie były dla ciebie te święta?

2. Co podobało ci się w świętach

3. Ile potraw miałeś/miałaś?

Odpowiedzi mojej babci:

1.Święta tego roku były bardzo dobre.

2.Najbardziej choinka i Wigilia.

3. Na Wigilii miałam 12 potraw.

Odpowiedzi mojego dziadka:

1. Święta były normalne.

2. Pogoda.

3. Miałem 12 potraw.

Odpowiedzi mojej kuzynki Patki:

1. Były fajne.

2. Przebranie taty za Mikołaja.

3. Ile??? Zapomniałam.

Odpowiedzi moje wujka Jarka:

1. Rodzina

2. Choinka się najbardziej podobała.

3. Miałem 12 potraw.

Odpowiedzi mojego brata Arka:

1. Święta były bardzo fajne.

2. Najbardziej no to choinka.

3. Miałem 12 potraw.

Dominika Uchacz, klasa 6b

 

Opis bombki!

Tematem mojego opisu jest bombka.

Ta bombka jest mała, ma ona kształt kulki. Ma ona kolory: biały, zielony, czerwony, złoty i bordowy. Jest ona kolorowa. Ma haczyk, którym zawiesza się ją na choinkę, zabezpiecza on ją przed tym, aby nie spadła. Ozdobę tego haczyka stanowi coś na kształt korony. Ta korona jest złota. Gdy ją przywieszę na choinkę, to ta bombka jest widoczna nawet gdy jest ciemno. Inne bombki są niewidoczne. Moja jest akurat inna. Jak śpię, to zawsze świeci w nocy na kolor seledynowy. Moja koleżanka mi ją dała na pamiątkę, żebym o niej nie zapomniała. Ta bombka jest dla mnie bardzo cenna.

Ta bombka jest szczególna, ponieważ jest bardzo ładna i świeci w nocy.

Magda Światłoń, klasa 6b

 

 

 

Opis choinki

 

Bardzo bym chciała opisać moją choinkę, która stoi w salonie koło okna. Tę choinkę ubierałam z rodzicami i siostrą Honoratą. Uważam, że choinka jest kolorowa, piękna i wesoła. Choinka ta nie jest żywa, ale mi się podoba. Stoi na czterech zielonych podstawkach i dlatego nie spadnie. Pod choinką są słodycze i pomarańcze. Na choince wiszą bombki, które się błyszczą i są kolorowe. Oprócz bombek są również aniołki, śnieżki, buciki, cukierki, szyszki i wiele innych rzeczy. Wiszą również łańcuchy, które świecą na czerwono, zielono, niebiesko, pomarańczowo i biało.

Na tej choince najbardziej podoba mi się bombka, która jest ładna, ale skromna. Jest koloru kremowego w białe paski i ma drobne kwiatuszki koloru fioletowego. Kwiatuszki są posypane drobnymi cekinami.

Bardzo podoba mi się moja choinka, dlatego że różni się od wszystkich innych.

 

Karolina Sentysz, klasa 6 b

 

 

Tematem mojego opisu jest kartka świąteczna.

Kartka ta ma niebieskie tło, na nim znajdują się śnieżynki. Jest tam też duża choinka, na której są kolorowe bombki i kolorowe łańcuszki, pierniczki, laski z cukru. Na tej kartce widnieje napis „WESOŁYCH ŚWIĄT”. Za tą choinką widać też inne choinki. Na czubku choinki umieszczonej na pierwszym planie jest gwiazda koloru żółtego. Są tam też kokardki koloru czerwonego. Łańcuszki są wykonane z żółtych kuleczek. Bardzo podoba mi się ta kartka i chciałabym zrobić taką sama i podarować komuś, kogo cenię.

Oliwia Podoba, klasa 6b

 

 

 

 

Mikołajkowe wspomnienia

 

 

06.12.13r. pojechaliśmy na wycieczkę mikołajkową. O godzinie 7:45 była zbiórka. O 8:00  wsiedliśmy do autobusu i pojechaliśmy w podróż. W wycieczce brały udział klasy 5 A i B. Celem naszej wycieczki był Kraków.

Na początku wycieczki pojechaliśmy na Wawel, zwiedziliśmy Katedrę,  dzwon Zygmunta i wiele innych miejsc. Byliśmy przy różnych grobach. W katedrze była Kaplica Jana Pawła II. Widzieliśmy także św. Jadwigę. potem wsiedliśmy do autobusu i pojechaliśmy do kina na film pt. "Gdzie jest gwiazdka?". Ten film trwał 1:30 godz.. Potem poszliśmy do KFC. Do KFC przyszedł Mikołaj i rozdawał prezenty. Wróciliśmy do autobusu i do szkoły zajechaliśmy o godzinie 14:30. 

Ta wycieczka była bardzo fajna, myślę, że wszystkim się podobała i że jeszcze kiedyś przeżyjemy taki ciekawy wyjazd.

 

Izabela Hołuj, klasa Va

 

***

 

Szóstego grudnia dwa tysiące trzynastego roku w Szkole Podstawowej w Jaworniku w sali numer jedenaście całą klasą czwartą A spotkaliśmy się, by spędzić razem kilka wspaniałych godzin.

Na pierwszej godzinie lekcyjnej złożyliśmy prezenty na ławkę. Usiedliśmy i oczekiwaliśmy, żeby nasza pani wychowawczyni zaczęła je rozdawać. Gdy wszyscy dostali już prezenty, zaczęliśmy oglądać „Hobbita”, lecz niestety z przyczyn technicznych musieliśmy przerwać. Szukaliśmy innych filmów i odnaleźliśmy „Alvin i wiewiórki 3’’. Oglądaliśmy właśnie ten film, ale w pewnym momencie zabrakło prądu. Wszyscy wpadli w panikę, ale pani powiedziała nam, żebyśmy się w coś pobawili. Połowa klasy poszła na korytarz pograć w chowanego lub w ping-ponga, a druga połowa została w sali, żeby pograć w karty, w statki, w scrable lub w twistera. Okazało się także, że mamy zastępstwo z panią Emilią Adamów. Bawiliśmy się i graliśmy w państwa miasta. Następną lekcję mieliśmy z panem Januszem Gorączko, z którym rysowaliśmy Świętego Mikołaja. Gdy zadzwonił dzwonek, na przerwę po szóstej lekcji wszyscy wybrali się do szatni, by się przebrać.

Ten dzień był niesamowity dla całej klasy, ponieważ byliśmy razem.

Martyna Szlachetka klasa 4a

 

 

 

***

 

6 grudnia był bardzo fajowski. Kupowaliśmy sobie prezenty. Łukasz mnie wylosował i w dzień Mikołajków dostałam od niego: „Kalambury”, książkę „Anię z Zielonego Wzgórza”, pamiętnik i bardzo dużo słodyczy, a do tego mandarynkę. Oglądaliśmy „Alvina i wiewiórki 3”. Na przerwach bawiliśmy się w chowanego i berka. Jak przyszłam do domu, to czekała na mnie miła niespodzianka. W kuchni, na krześle było bardzo duże pudło, a w środku były łyżwy, książka „Magiczne drzewo”, słodycze - ta paczka była dla mnie. Wtedy się bardzo ucieszyłam.

Moja mama powiedziała do mnie, żebym dała prezent pani Marzenie, a ona bardzo się z niego ucieszyła.

Bardzo podobał mi się ten dzień i chciałabym, żeby było tak codziennie.

Agnieszka Dąbrowa, klasa IVa


***

6 grudnia w Szkole Podstawowej w Jaworniku odbyły się Mikołajki dla klas 4. Gdy rano przyszłam do szkoły, byłam bardzo wesoła. Pierwszy raz w szkole mieliśmy Mikołajki. Losowaliśmy się i ja miałam Jaśka Wilkołka i kupiłam mu album piłkarski i kubek. ,,Mój najlepszy kumpel” i słodycze. Ja dostałam dwie książki i słodycze. Całą klasą oglądaliśmy film ,,Alvin i wiewiórki 3”, który przyniosła nasza koleżanka Agnieszka . Graliśmy w scrabble, Twistera i państwa miasta. Na przerwie rywalizowaliśmy w ping-ponga i bawiliśmy się w chowanego. Bardzo podobał mi się ten dzień i chciałabym go powtórzyć.

 

Jagoda Sobieszkoda, klasa IVa

 

***

Święty Mikołaju, bardzo Cię proszę, abyś nie zapomniał o dzieciach, które mieszkają w domu dziecka, bez rodziców i abyś im przyniósł wymarzone prezenty i zawsze o nich pamiętał.

Jagoda Sobieszkoda

***

Święty Mikołaju, proszę Cię, abyś nie zapomniał o dzieciach z biednych rodzin. Tak samo jak ja cieszyłyby się, gdyby dostały super prezent, który przyniesie im radość.

Urszula Grzeszkowicz, klasa IVa

 

***

Święty Mikołaju, bardzo proszę żebyś odwiedził dzieci w domu dziecka. Byłabym bardzo szczęśliwa gdyby dostały prezenty, żeby nie czuły się smutne.

Martyna Szlachetka, klasa IVa

 

***

Drogi Święty Mikołaju!!!

Bardzo Cię proszę, abyś nie zapomniał o chorych dzieciach, które są biedne i te, które są chore i wymagają długotrwałego leczenia.

Agnieszka Dąbrowa, klasa IVa

 

Klasowe wycieczki

 

W dniu 06 grudnia odbyła się wycieczka mikołajkowa do Krakowa. O godzinie  8.00 uczniowie klas piątych zebrali się przed szkołą.
Jechaliśmy ok. 45 min. Na początku zwiedzaliśmy Wawel. Widzieliśmy Dzwon Zygmunta. Był bardzo duży. Na Wawelu widzieliśmy królewskie groby, a także grób prezydenta Lecha Kaczyńskiego i jego żony. Był też grób Józefa Piłsudzkiego. Widzieliśmy także katedrę na Wawelu.
Potem pojechaliśmy do kina na film pt. „Gdzie jest Gwiazdka?”. Film mi się średnio podobał. Następnie pojechaliśmy do KFC, lecz nie mogliśmy zamówić mięsa, bo był pierwszy piątek. Ja zamówiłem frytki, jak każdy oraz małą colę. Potem pojechaliśmy do domu.
Wycieczka bardzo mi się podobała. Chciałbym, by w przyszłości było więcej takich wycieczek.


Łukasz Przęczek, klasa 5a


 

Dnia 06.12.13roku odbyła się wycieczka klas VI do Krakowa. Na początku wycieczki pojechaliśmy do ,,Cinema Park’’, który znajduje się w Bonarce.

Na seans musieliśmy poczekać, bo na miejscu okazało się że przyjechaliśmy za wcześnie. Gdy już weszliśmy na sale, pani która się nami opiekowała w trakcie seansu powiedziała nam, że będziemy przechodzić do różnych sal, aby obejrzeć cały program. Najlepsza była sala z ruchomymi siedzeniami, podczas której wydawało się nam, że lecimy samolotem, jesteśmy pod falą i lądujemy. W trakcie seansu niespodziewanie zraszała nas woda.

Następnym miejscem, które odwiedziliśmy były Podziemia Rynku w Krakowie. Gdy znaleźliśmy się już w środku i zapoznaliśmy się z panią przewodnik, przyszedł czas na zwiedzanie. Dowiedzieliśmy się wielu ciekawych rzeczy, między innymi, że rynek miasta w średniowieczu był o wiele metrów niżej. Jego wysokość zmieniła się przez śmieci, które wyrzucali mieszkańcy Krakowa. Mieszały się one z błotem i tworzyły kolejne warstwy ziemi. Dzięki tej wycieczce dowiedzieliśmy się też, że monety były przełamywane na pół, aby można było zapłacić wystarczającą kwotę za zakupy.

Gdy już zwiedziliśmy wszystkie atrakcje zaplanowane na ten dzień, udaliśmy się na ciepły posiłek do McDonald’s,  z którego później pojechaliśmy autobusem pod szkołę.

Gdy dotarliśmy na miejsce, wszyscy rozeszli się do domu. Mnie bardzo podobała się ta wycieczka – uważam, że była interesująca i dowiedziałam się wielu ciekawych rzeczy np. z historii.

Weronika Kurowska VIa

 

Pewnego wyjątkowego, bo Mikołajkowego dnia 06.12.2013 odbyła się wycieczka do Krakowa dla klas 6a i 6b, w której wzięłam udział. Na początku kilkanaście minut po godzinie ósmej odbyła się zbiórka przed szkołą. Kiedy przyjechał autobus, wyruszyliśmy do Krakowa. W Krakowie byliśmy około godziny 900. Film, na który przyjechaliśmy, zacząć się miał dopiero o godzinie 1000, więc musieliśmy zaczekać przed kinem, ale na całe szczęście kino znajdowało się w Bonarce, więc mogliśmy usiąść, zjeść lub troszkę pozwiedzać. Chwilę przed seansem weszliśmy po schodach na górę, gdzie mogliśmy kupić: naciosy, popcorn, picie itp. W kinie na filmie: „Cztery Żywioły”, spędziliśmy około 3 godzin. Po skończonym filmie przejechaliśmy autobusem do Rynku w Krakowie, gdzie moja klasa 6b wraz z naszą panią wychowawczynią weszliśmy do wspaniałego Kościoła Mariackiego. Po czasie spędzonym w Kościele przeszliśmy do Podziemi Rynku w Krakowie. Nasza pani przewodniczka bardzo ciekawie opowiadała nam o tym, jak kiedyś było w Krakowie, jakie były kary i różne inne ciekawe rzeczy. Mieliśmy też szansę skorzystać z różnych atrakcji np.: oglądanie różnych króciutkich filmów, plansz jak i ważenie się na średniowiecznej wadze. Niestety z jednej atrakcji, a mianowicie z oglądania legendy musieliśmy zrezygnować, ponieważ klasa 6a już na nas czekała. Po skończonym zwiedzaniu wyszliśmy z muzeum i po przejściu na odpowiednie miejsce, gdzie przyjechać miał po nas autobus, długo na niego czekaliśmy, jednak w końcu długo oczekiwany pojazd zjawił się. Bardzo długo jechaliśmy do Mc-Donalda, lecz kiedy dotarliśmy, każdy mógł sobie zamówić coś ciepłego do jedzenia. Po spędzonym czasie w Mc- Donaldzie wszyscy wróciliśmy do domu.

Bardzo podobała mi się ta wycieczka i cieszę się, że wzięłam w niej udział.

 

Oliwia Podoba, klasa VIb

 

 

 

                Mikołajowe hity

 

Każdy z nas napisał już list do świętego Mikołaja. U niektórych jest to naprawdę dłuuuga lista. Ciekawe czy Mikołaj spełni wszystkie życzenia? Na pewno wszyscy z utęsknieniem czekają na wizytę tego uśmiechniętego gościa z białą brodą. W tym roku przygotowaliśmy listę upragnionych prezentów uczniów klas 1. Na naszej liście zaszczytne miejsce I zajmują  książki. To dowodzi, że nasi uczniowie polubili szkołę i naukę. Kolejnym tegorocznym hitem jest konsola do gier Xbox 360. Dziewczynki marzą o lalkach Monster High – wyglądają upiornie, ale modnie się ubierają. Furby to kolejna upragniona zabawka – zarówno chłopców, jak i dziewcząt. Wszyscy chcieliby mieć zabawkę, która mówi po polsku i w języku furbish, potrafi się uczyć i uwielbia się bawić. Na liście dziecięcych pragnień znalazły się także: samoloty, autka, klocki Lego, piłki, pluszowe misie, koparki, balony, narty, sanki, łuki, karty piłkarskie, naszyjniki. Mikołaj obowiązkowo pamiętać musi o wyprodukowaniu większej ilości tabletów i mat do tańczenia.

Niektórzy marzą o kotkach i pieskach – ale nie są to raczej prezenty, z których ucieszyliby się rodzice.

Wszystkim uczniom życzymy, by otrzymali swe wymarzone prezenty.

 

 

Ewa Suder klasa 5 b

Pamiętnikowe wpisy

 

08.08.2013r.

 

Dziś był szczęśliwy dzień w moim życiu. Przyszła do mnie ciocia Bianka i powiedziała, że muszę gdzieś z nią jechać. Pytałem, gdzie jedziemy, ale ciocia nic nie mówiła, aż pojechaliśmy do Muzeum Samolotów w Holandii. Myślałem na początku że będzie głupio, ale się pomyliłem. Weszliśmy do środka i zobaczyłem wielki samolot. Taki wielki jak 5 domów. Można było wejść także do innych samolotów (myśliwce, bombowce, helikoptery, pasażerskie). Wypełniłem ankietę i zgodziłem się na możliwość lotu samolotem.
Była to symulacja lotu, oczywiście. Weszliśmy do Sali i oglądaliśmy ubrania pilotów i rekwizyty. Potem weszliśmy do Sali multimedialnej i oglądaliśmy interesujący film o samolotach. Po kilku godzinach w muzeum, zjedliśmy obiad. Obok jadalni był też plac zabaw w kształcie samolotu. Oglądaliśmy na wystawie plenerowej inne samoloty. Podobało mi się tam bardzo. Na końcu był lot-symulacja. Siedziałem w kokpicie samolotu pasażerskiego i przed sobą miałem urządzenie elektryczne z 735 guzikami i 1000 monitorów. Wszystko się ruszało, a ja trzymałem ster. Gdy przechyliłem ster w prawo, „samolot” również  przechylił się w prawo, gdy dawałem do przodu – „samolot” leciał w dół – było to niesamowite uczucie. Latało się super. Po całym dniu zwiedzania pojechaliśmy do domu cioci. Byłem strasznie zmęczony, ale szczęśliwy i zadowolony. Tego dnia mogłem nocować u cioci Bianki. To był naprawdę super dzień.

 

Damian Pieczara, klasa 4b

 

 

Wtorek, 15 lipca 2009r.

Drogi pamiętniku!

Chciałbym napisać dzisiaj o radościach i smutkach, które mnie spotkały. Ostatnie dni są dla mnie naprawdę niesamowite. Czuję się jak w siódmym niebie.

To wszystko dlatego, że jestem razem z moją rodziną i znajomymi nad polskim morzem, które wygląda jak ogromne niebo. Zaczęło się od tego, że mieszkamy w małym drewnianym domku, pięćset metrów od morza, a dwie minutki od placu zabaw. Nie mogłem w to uwierzyć. Każdy dzień tutaj jest dla mnie tak ważny i szczęśliwy, jak dzień moich urodzin. Codziennie mogę chodzić w te miejsca! Na plaży mogę biegać po piasku, pływać w morzu, bawić się z kolegą, z którym przyjechałem, Hubertem. Co ciekawe, w dzień przyjazdu nad wspaniałe morze, ścigaliśmy się z nim, kto pierwszy dobiegnie do pokoju z wielkim piętrowym łóżkiem. Jaka to radość, że zdążyłem jako pierwszy, hura! Każdego dnia jeździliśmy też na traktorkach, to nasze ulubione zabawki. Bardzo się cieszę, że tak wesoło spędzamy czas. Pewnego dnia podczas naszego pobytu nad Bałtykiem smuciłem się. Hubert obraził się na mnie. Zachowywał się tak, jak gdyby miał muchy w nosie. Było mi bardzo źle. Teraz martwię się o to, że za dwa dni musimy stąd wyjechać. Jest mi przykro, bo w Jaworniku nie ma tylu świetnych rozrywek...

Obyśmy wrócili tu jeszcze!!!

Wiktor Barański,
klasa  4 b

Pada śnieżek biały z chmury nad naszymi domami.

Pada już od rana i zaspa jest po kolana.

Dzieci idą na saneczki i jadą z góreczki.

Bałwana lepimy i świetnie się bawimy.

Bitwa na śnieżki udana, bo wygrana.

 

Hubert Rudzki, klasa IIIa

 

 

Przygody Misi


Pewnego słonecznego dnia piękna suczka urodziła trzy szczenięta. Pierwszy był w łatki, drugi w plamki, a trzeci rudy. Dzieciom najbardziej podobał się rudy piesek. Nazwały go Misia. Szczeniaki chętnie bawiły się z mamą, jednak Misia unikała tych zabaw. Postanowiła zwiedzić okolicę. Szła wąską ścieżką, po drodze mijając różne zwierzęta. Wiewiórka ostrzegła ją, żeby nie szła daleko, bo się zgubi. Misia nie posłuchała i szybko zorientowała się, że nie wie, jak wrócić do domu. Usiadła na pniu i skamlała. Przyleciał ptaszek i powiedział, że wskaże jej drogę do domu. Misia szła za fruwającym ptaszkiem. Z daleka zauważyła swoją mamę z rodzeństwem. Wszyscy razem byli szczęśliwi i radośni.

 

Basia Braś, klasa IIIa

 

 

Grzybobranie

 

Pewnego jesiennego dnia wybrałam się z moim bratem na grzyby. Las znajduje się blisko domu, więc mama mi pozwoliła iść. Wzięliśmy ze sobą naszego małego psa. Grzybów było bardzo dużo, więc szybko zebraliśmy ich koszyk. Pies biegał koło nas. Gdy mieliśmy iść do domu, pies zobaczył wiewiórkę. Szybko pobiegł za nią, chcąc ją złapać. Zwierzątko zwinnie uciekło mu na drzewo. Pies długo stał pod drzewem i szczekał. Wiewiórka wesoło skakała z drzewa na drzewo. Pies zrezygnował i poszedł z nami do domu.

 

Katarzyna Braś, klasa IIIa

 

 

Wycieczka rowerowa

 

Pewnego słonecznego dnia wybrałam się z moim tatą na wycieczkę rowerową. Celem naszej wycieczki było odwiedzenie babci w Myślenicach i przejazd trasą rowerową na Zarabie. Podczas jazdy słuchałam wskazówek taty, który tłumaczył mi zasady ruchu drogowego i bezpieczeństwa na drodze. Cała pokonana tego dnia trasa liczyła ponad 10 kilometrów i była najdłuższa, jaką do tej pory przejechałam. Po powrocie do domu byłam bardzo zmęczona, ale zadowolona. Na drugi dzień prosiłam tatę, abyśmy znowu gdzieś pojechali, na pewno wycieczki rowerowe będą dla mnie zawsze wielką przyjemnością.

 

Emilia Czepiel, klasa IIIa

 

 

 

Drogi pamiętniku!

 

Dziś po południu Eryk, Radek i ja wybieramy się na noc pod namiot. Zapakowani i ostrzeżeni przez rodziców o niebezpieczeństwach wyruszyliśmy na polanę w głębi lasu. Przez całą drogę, co prawda krótką, rozmawialiśmy jak i kto gdzie śpi. Po pewnym czasie wreszcie dotarliśmy do celu. Ponieważ namiot był mój, zacząłem go rozkładać, a moi koledzy dołączyli się, chociaż jak zwykle nie umieli. Musiałem im pomóc. W końcu rozpaliliśmy ogień. Radek gdzieś zniknął. Nagle Eryk uciekł do namiotu krzycząc: „Duuuuuuuucccchhhhhh”. Okazało się, że Radek przebrał się za ducha, strasząc Eryka. Moim i Radka zdaniem był to najlepszy wyjazd, na jakim byliśmy. Eryk natomiast był na nas trochę obrażony.

 

Krystian Przała, klasa VIb

 

Opis Pana Kleksa

 

 

Pan Kleks na głowie ma ogromną barwną czuprynę. Czarna zwisająca broda dodaje mu powagi. Pan Kleks ma bardzo ruchliwy nos, na którym nosi srebrne okulary. Pan Kleks ma sztywne wąsy, które rosną mu pod nosem i są koloru pomarańczowego. Na twarzy pana Kleksa są ozdobne piegi, są one różnokolorowe. Przynosi je golarz Filip. Pan Kleks używa specjalnej pompki do powiększania przedmiotów. Pan Kleks ma małe bystre oczy i widzi dokładnie wszystko, co go otacza. Nasz bohater ma ubranie pełne kieszeni, w których mieści niezliczoną ilość różnych małych przedmiotów. Pan Kleks umie nawet leczyć różne chore przedmioty, na przykład tramwaj, szafę, lustro. Pan Kleks jada tylko kolorowe przedmioty: kolorowe kulki, motyle lub inne pomalowane przez siebie potrawy. Pan Kleks umie nawet wyjmować swoje oko, przyczepia je do balonika w różne niedostępne dla oczu miejsca. Jedną z ulubionych potraw naszego bohatera są pigułki na porost włosów. Zamiast krawata nosi aksamitną kokardę. Pan Kleks umie łapać sny swoich wychowanków za pomocą lusterka. Kleks ubiera się w aksamitną, cytrynową kamizelkę, a na nią zakłada długi surdut koloru czekoladowego lub bordo. W spodniach Kleksa jest szesnaście kieszeni, a w kamizelce dwadzieścia cztery. Pan Kleks umie siedzieć, unosząc się w powietrzu. W surducie Pana Kleksa jest kieszeń przeznaczona tylko dla szpaka Mateusza. Pan Kleks bardzo dobrze umie unosić się w powietrzu. Pan Kleks umie jeździć na poręczy nie tylko z góry do dołu, ale także z dołu do góry. Pan profesor bardzo cieszy się szacunkiem uczniów. Wszyscy uczniowie kochają swojego nauczyciela - Pana Kleksa.

 

Według mnie Pan Kleks jest bardzo zdolny, miły, uczciwy i śmieszny.

 

Olga Podoba, klasa IVa

 

W sanatorium

 

Tematem mojej pracy jest miesięczny pobyt w sanatorium w Radziszowie.

 

Dzień zaczynaliśmy bardzo wcześnie pobudką, toaletą poranną i schodziliśmy całym oddziałem na śniadanie. O 7:25 zaczynaliśmy już lekcje szkolne. W czasie przerwy było II śniadanie, a następnie przyszedł czas na ćwiczenia i zabiegi rehabilitacyjne - solux, wirówka, basen, masaż. Po zabiegach była pora obiadowa. Codziennie, jeśli pogoda pozwalała, po obiedzie chodziliśmy na długie spacery, koło sanatorium były korty tenisowe i las. Po zaczerpnięciu świeżego powietrza, wracaliśmy do budynku i był czas na odrabianie lekcji i naukę. Następnie czas na kolację. Po kolacji zazwyczaj mieliśmy około 2 godziny czasu wolnego dla siebie. W tym czasie nigdy się nie nudziłem, bo było co robić. Często mieliśmy dyskoteki, graliśmy w piłkarzyki, oglądaliśmy telewizję, z kolegami rozmawialiśmy na różne tematy, czytałem ciekawe czasopisma. Czas wolny szybko leciał, następnie czas na toaletę wieczorną, małe przygotowanie do następnego dnia i cisza nocna.

 

Ogólnie  pobyt w sanatorium był bardzo udany, początki były trochę trudne, bo nikogo nie znałem, szybko się zaaklimatyzowałem, poznałem fajnych kolegów i koleżanki z którymi będę utrzymywał kontakt mailowy lub telefoniczny. Oprócz miło spędzonego czasu, opanowałem moje problemy zdrowotne, co było celem tego wyjazdu. Bardzo się cieszę z tego pobytu i wiem, że na pewno w przyszłym roku tam wrócę.

 

Łukasz Szlachetka, klasa VIb

 

 

Savoir vivre w kinie:

  1. Częste wychodzenie do toalety bez większej potrzeby nie jest najlepszym pomysłem (jeśli jest to maraton filmowy, na pewno będą przerwy), podobnie jak kładzenie nóg na oparciu siedzenia przed nami.
  2. Zapomnij o nieskrępowanych rozmowach ze znajomymi, ewentualne komentarze wypowiadaj ściszonym głosem.
  3. Przechodząc w rzędzie do swojego miejsca, przechodź koniecznie przodem do innych, pokazywanie innym pleców, lub co gorsze podstawianie pewnych części ciała pod nos, jest równie nieeleganckie, co nieestetyczne.
  4. Jeśli wchodzimy na salę z kurtką lub innym ubraniem wierzchnim, powieśmy je tak, by nikomu nie przeszkadzały – na własnym fotelu, albo na oparciu siedzenia przed nami, po uprzednim spytaniu, czy nie przeszkadza to właścicielowi fotela.
  5. Na salę możemy wnosić jedzenie i napoje, najlepiej jednak wybrać „nieszeleszczące” przysmaki i wygodne kubki, pasujące do miejsc specjalnie dla nich przeznaczonych.
  6. Jeśli chodzi o strój, zależy on od okazji - na oficjalną premierę warto ubrać się z większą elegancją. Wszelkie inne projekcje filmowe zakładają swobodny dobór stroju.
  7. Nie zostawiaj pustych opakowań po napojach i jedzeniu na siedzeniach lub pod nimi. Od tego są wystawione kosze przy wyjściu z sali projekcyjnej.
  8. Mimo iż zazwyczaj w kinie panuje luźna i nieskrępowana atmosfera, nie możemy w nim czuć się tak jak we własnym fortelu. Musimy brać pod uwagę uczucia i reakcje innych widzów.

 

Opracował Krystian Przała,
klasa VIb

 

Tyle słońca, tyle serca!!!

***

Tematem mojego opisu jest życzliwe słoneczko.

Ma ono niebieskie oczy. Jest pomalowane na kolor żółty i posypane drobnym ryżem. Ma ono czerwoną buźkę i żółte promyki. Do wykonania tej pracy zostały użyte cztery farby, drobny ryż, zabarwiony na żółto.

Ta praca bardzo mi się podoba, dlatego, że jest śmieszna i wprowadza ona miły nastrój.

Olga Podoba, klasa IVa

***

Tematem mojego opisu jest serce, które zostało wykonane przez moją mamę i przeze mnie.

Moja praca została zrobiona z okazji Dnia Życzliwości. Do wykonania tej pracy zostały użyte: czerwony karton, papierowe ręczniki, kolorowe serwetki oraz zszywacze.Na czerwonym kartonie są dwie serwetki koloru różowo-zielonego, ułożone w kształcie serca. W pracę została wpięta biało-różowa kokardka. Chusteczki przypięte są zszywaczem. Praca jest przestrzenna.

Moja praca jest znakomita i bardzo mi się podoba dlatego, że jest zrobiona pomysłowo i estetycznie.

Jagoda Sobieszkoda, klasa IVa

***

Opisuję piękną prace, którą zrobiłam na lekcji języka polskiego.

 Ta praca powstała z okazji Dnia Życzliwości. Materiały użyte to: farby niebieska , czerwona, pomarańczowa i żółta, ryż zabarwiony na żółto. Ta praca została wykonana przez Weronikę, Olgę, Anię, Martynę, Ulę i mnie. Ma ona białe tło, jest formatu A4. Dostałyśmy za nią 5 od pani Ilony Michalik.

Bardzo podoba mi się ta praca.

Agnieszka Dąbrowa, klasa IVa

***

Tematem mojego opisu jest słońce. Powstała ta praca na Dzień  Życzliwości.

Jest kształtu koła. Jest koloru żółtego. Ma niebieskie oczy i pomarańczowy nosek. To słońce ma czerwone usta. Ten kształt dostał zrobiony z żółtego ryżu. Słońce ma żółte promyki.

Bardzo  podoba mi się te słoneczko ponieważ jest bardzo ładne.

Ania Chrapek, klasa IVa 

                                                                                     

      DZIEŃ ŻYCZLIWOŚCI 2013

 

„W poszukiwaniu uśmiechu”

 

Tematem mojego opisu jest kartka, którą wysyła się do najbardziej życzliwej osoby, jaką się spotkało.

Na pierwszej stronie tej kartki znajduje się słońce z szerokim uśmiechem noskiem, niebieskimi oczkami i promieniami oświetlającymi całe znajdujące się wokół otoczenie. Obok słoneczka znajdują się piękne, błękitne chmurki, a pod słońcem widnieje czerwony napis: „Dzień Życzliwości”. Tło pierwszej strony kartki jest żółte. W środku kartki znajdują się życzenia na czerwonym tle, napisane niebieskimi literkami. Treść życzeń z okazji Dnia Życzliwości!!! Najżyczliwszej osobie na świecie gorące życzenia: zdrowia, szczęścia, pomyślności, dużo radości i jeszcze więcej wspaniałej życzliwości przesyła:
Na drugiej połowie tej strony narysowany był kwiatuszek z zielonym środkiem i ośmioma różowymi płatkami. Ostatnia strona jest gładka i pomalowana na żółto. Kartka wywołuje wspaniałe wrażenia, jest piękna i chociaż jest niewielkich rozmiarów, to adresat, który ją dostanie, na pewno będzie szczęśliwy, a dowodem tego będzie śliczny, szczery i szeroki uśmiech.

 

Oliwia Podoba, klasa VIb

 

Dziś byłem w Warszawie i odwiedziłem program „Uśmiech - bicie rekordu Guinessa”. Gdy usiadłem na fotelu, akurat nastąpiło rozpoczęcie Na scenę wyszedł pan prowadzący i powiedział: „Czas zacząć program”! Pojawił się pierwszy uczestnik. Nazywał się Krzysztof Ibiza i chciał pobić rekord w najdłuższym śmiechu, udało mu się, śmiał się przez dwanaście minut. Następna była pani Bernadetta Foremkowa. Miała się uśmiechać, gdy chodziły po niej pająki. Niestety nie udało jej się pobić rekordu, ponieważ gdy zobaczyła te nieprzyjemne stworzenia, natychmiast uciekła ze studia. Ostatnią uczestniczką programu była Dominika Tomikowa. Jej zadaniem było powitać się z każdym widzem, miała na to 10 min., a ludzi było tysiąc. Udało jej się to, zostało 9 min. Po czym prowadzący powiedział kilka słów i odszedł, zabrzmiała muzyka końcowa.
Program bardzo mi się podobał i na pewno obejrzę w telewizji następny odcinek.

 

Dawid Kusina, klasa VIb

 

Pewnego, ciepłego dnia razem mamą poszłyśmy do pobliskiego sklepu. Weszłam do działu z makaronami. Do koszyka wkładałam potrzebne produkty. Sklep ten był bardzo duży. Łatwo było się tam zgubić. Po pewnym czasie nie wiedziałam, gdzie jestem. Chodziłam w koło i szukałam wyjścia. Nie udało się. W sklepie podeszła do mnie jakaś pani, też robiąca zakupy, zauważyła właśnie mnie.

- Mogę ci w czymś pomóc?- zapytała.

- Chciałabym wyjść z tego sklepu, ale gdzie, jak? - zareagowałam.

Pani odprowadziła mnie do właściwych drzwi i powiedziała, że teraz już będę wiedzieć, jak trafić. Powiedziała to z uśmiechem na twarzy. W drodze do domu potknęłam się o kamień i nie ruszałam nogą. Nagle, nie wiem skąd, ujrzałam samochód. Wysiadła z niego ta sama pani, która pomogła mi w sklepie. Zapytała:

- Co ci jest? Chodź, zawiozę cię do szpitala, opatrzą ci tę nogę.

Zgodziłam się, nie chciałam siedzieć na tej ziemi i czekać, aż nadjedzie moja mama. W drodze do szpitala zadzwoniła po mamę, by przyjechała. Okazało się, że noga jest złamana. Mama przyjechała po godzinie. Przez cały ten czas pani, która miała na imię Beata, siedziała i tak skończyła się moja opowieść. Pani Beata okazała się najbardziej życzliwą osobą na świecie. Miałam szczęście, że natrafiłam właśnie na takiego człowieka jak pani Beata.

 

Dominika Uchacz, klasa VI b

 

Czy zastanowiliście się kiedyś, jak mógłby przebiegać konkurs na najlepszy uśmiech. Zobaczcie to sami. Jeszcze się wtrącę - w tym konkursie liczy się nie tylko zręczność i szybkość, ale też sztuka zachowania uśmiechu.
Witam państwa w finale wielkiego konkursu uśmiechu. Dzisiaj zmierzą się Ania z Zielonego Wzgórza i Dawid Kusina. Jak dotąd widzieliśmy wiele pięknych spotkań, ale to będzie wyjątkowe. Dzisiejsi zawodnicy będą musieli pokonać labirynt nieżyczliwości. Tę rundę wygra ten, kto pierwszy dotrze do pucharu uśmiechu. Ale są też dwa utrudnienia:

1. Zawodnicy muszą się cały czas uśmiechać. Gdy ktoś przestanie się uśmiechać, rękawica cofnie go na początek.

2. Ze ścian będą docierać do nich obelgi typu „Jesteś beznadziejny/na ”.

Zaczynajmy więc. Zawodnicy wystartowali. Ania poszła w prawo, Dawid w lewo. Dawid doszedł do komnaty bobrolwa, który cały czas płacze, lecz chłopak otwiera drzwi i przechodzi do kolejnego pomieszczenia, podczas gdy Ania ciągle układa „żyrafowe” puzzle obraźliwej małpki. Tak, udało jej się ułożyć puzzle. Teraz Dawid i Ania mają dylemat: w lewo czy w prawo? Dawid wybiera w prawo, a Ania w lewo. I obaj znajdują się w jednej komnacie. Obaj muszą teraz donieść dwie wielkie kamienne kule do otworów na końcu korytarza. Dawid bierze kulę w ręce i niesie ją przez korytarz. Ania zaczyna ją toczyć. Ania wychodzi na prowadzenie, jest tuż, tuż od otworu, gdy nagle łapie ją rękawica. Dziewczyna przestała się uśmiechać. Niespodziewany zwrot akcji. Dawid Kusina wygrywa konkurs uśmiechu. Dostanie czek na 10.000 zł. Sami widzicie, jak nieprzewidywalny i niebezpieczny może być ten konkurs. Ale o jaką stawkę się tam gra. Mam nadzieję, że się podobało.

 

Maciej Nowików, klasa VIb

 

 

Dnia 30.11.18 odbył się dzień światowego bicia rekordu Guinnesa w uśmiechaniu się. Do bicia rekordu zgłosiło się czterech zawodników. Rekord polegał na tym, by uśmiechać się jak najdłużej. Prowadzącym był Marek Znaleźny. Sędzią był zaś Józef Marecki. Rekord miał być bity w szkole w Myślenicach. Pierwszym zawodnikiem był Włoch Paracco Paparaccy. Paracco poprosił, żeby puścić mu jakieś komedie. Ciągle się uśmiechał i śmiał. Trwało to dziesięć godzin i szesnaście minut. Kolejnym zawodnikiem był Grek Jorgos Pipiliarodou. Ciągle czytał książki komediowe i się uśmiechał. Ale uśmiechał się tylko 5 godz. i 56 min. Trzecim zawodnikiem był Rosjanin Blejkosz Bledjawin. On wytrzymał najdłużej, bo 13 godz. i 45 min. Ostatnim zawodnikiem był Polak Mirosław Sztachetka. uśmiechał on się 13 godz. i 46 min. Rywalizacja była zacięta, ale w końcu wygrał Polak.

 

Krystian Przała, klasa VIb

 

Tematem mojego opisu jest kartka z okazji Dnia Życzliwości .

Ta kartka ma błękitny kolor. Na pierwszej stronie jest narysowane serce z uśmiechem, a pod nim napis drukowanymi literami „DZIEŃ ŻYCZLIWOŚCI”. Na drugiej stronie są napisane życzenia miłe dla każdego. Trzecia strona jest chyba najładniejsza, dlatego bo narysowany jest przepiękny uśmiech, który mówi: „Śmiej się! Śmiej się! Czwarta strona, to nic zbyt ciekawego, bo jest tylko różowa kartka z różnymi ozdobami np.: naklejki z gazet, brokat, obrazki z gazet, brylanty oczywiście plastikowe, kwiatki plastikowe, narysowane jest słońce, serce i przepiękna kolorowa tęcza. Ma kolory: żółty, różowy, pomarańczowy, czerwony, purpurowy, błękitny zielony i granatowy. Jest bardzo ładna, bo taka kolorowa i równa. Zapomniałam dodać na początku, że na pierwszej stronie był lekki brokat i plastikowe brylanty. Tytuł „DZIEŃ ŻYCZLIWOŚCI” był dwukolorowy zielono – fioletowy.

 Ta kartka bardzo mi się podoba dlatego, bo jest kolorowa i wesoła, życzenia są przepiękne.

Magda Koperek, klasa Vl b

 

Chciałam Ci dziś opisać, co mnie smuci, a co mnie weseli.

Smuci mnie to, że czasami mnie dziewczyny denerwują, bo mówią, z kim ja powinnam być, a nawet nie wiedzą, kto mi się podoba. Nie którzy mi dokuczają i się ze mnie śmieją i to mnie smuci. Także to, że pani jest surowa i jak dostałam raz dst, to mi dała wezwanie.

Weseli mnie to, że najlepsze przyjaciółki zawsze mi pomagają, nawet w trudnych sytuacjach. Cieszy mnie to także to, że inni mnie w końcu polubili i fajnie się z nimi bawi: na dyskotekach, na przerwach, na fajnych stronach, na których nikt się nie obraża na drugą osobę. Także to, że już mi nikt nie dokucza, mam teraz nowe najlepsze przyjaciółki. Możemy sobie zaufać, powierzamy sobie wszystko np: kto nam się podoba, kogo najbardziej oprócz nich lubimy i mówimy sobie, co pisałyśmy z daną osobą na komputerze. Wiem, że one nikomu nie powiedzą moich tajemnic i dlatego jestem wtedy szczęśliwa.

No to chyba tyle, może jutro napiszę resztę.

Dominika Pająk, klasa VIb

 

Życzliwa osoba

 

Ostatniej niedzieli w ładnym, publicznym parku, gdzie rozlegał się błogi śpiew ptaków, spotkałam najbardziej życzliwą osobę na świecie. Była to przemiła dziewczyna o skórze białej jak płatki śniegu. Gdy się przez przypadek potknęłam i zdarłam sobie kolano, podeszła do mnie i podając delikatnie rękę, pomogła mi wstać. Zaprzyjaźniłyśmy się od razu. Miła i budząca sympatię u wszystkich ludzi dziewczynka nosiła dźwięczne imię Asia. Była wysoka i pulchna. Miała długie, ciemne, brązowe i zadbane włosy zaplecione w warkocze. Buzia jej była okrągła, zawsze widniał na niej przyjazny, szeroki uśmiech. Jej usta były duże i czerwone jak wiśnie. Oczy miała małe, zielone jak korony drzew wiosną i szczęśliwe jak dwa promyki słońca. Nosek Asi był mały i szpiczasty, a uszy miała średniej wielkości. Ubrana była bardzo modnie w tunikę i dżinsowe rurki. Paznokcie u rąk miała pomalowane na jaskrawe kolory. Bardzo mi zaimponowała tym, że zachowała spokój i pomogła w trudnej sytuacji. Jej życzliwość sprawiła, że od razu poczułam się lepiej, a kolano przestało boleć. Nigdy dotąd nie spotkałam tak miłej osoby. Swoim przychylnym, przyjaźnie nastawionym zachowaniem, wzbudziła moje zaufanie. Byłam jej wdzięczna za to, że nie przeszła obok mnie obojętnie, a poświęciła mi swój czas i udzieliła pomocy. Asia okazała się bardzo miłym, ciepłym człowiekiem. Przegadałyśmy razem całe popołudnie, spacerując po ślicznym parku. Dzięki mojej niezdarności zdobyłam przyjaciółkę na całe życie. Okazuje się, że warto być życzliwym, zainteresować się innym człowiekiem, bo ludzie odwzajemnią się tym samym. Czasem wystarczy uśmiech, ciepłe spojrzenie, kilka słów lub drobnych gestów, aby zyskać nowych przyjaciół i nie być samotnym.

Natalia Suruło kl.V b

Tajemniczy szyfr - przygoda Mikołajka

Pewnego ranka, gdy poszliśmy do szkoły, ciągle sobie przeszkadzaliśmy.

Gotfryd wymyślił tajemny szyfr. Po   pierwszej pauzie pobiegliśmy na korytarz i zaczęliśmy wymyślać szyfry: palec na nosie to  „a”,   palec na lewym oku , to  „b”,  palec na prawym oku to „c”. Każda literka, to był inny ruch. Kleofas nie mógł tego zapamiętać. Ananiaszowi ten pomysł się   nie podobał, bo był pupilkiem naszej pani i chciał słuchać tego, co ona mówi. Ale z resztą chłopaków uważaliśmy, że ten szyfr jest bardzo dobry. Tajemniczy szyfr to bardzo potrzebna rzecz. Gdy zadzwonił dzwonek, poszliśmy na lekcję. Gotfryd pokazał na lekcji różne tajemnicze litery szyfru. Ananiasz zobaczył to i powiedział pani, ale Gotfryd tego nie zauważył.

Zadzwonił dzwonek. Zapytaliśmy Gotfryda, co znaczyło to, co chciał nam przekazać. Odpowiedział nam, że to znaczyło „Nie patrzcie się tak na mnie”.  Wybuchliśmy śmiechem.  

Olga Podoba, klasa IVa

 

 

„Ten obcy” - recenzja lektury

Tematem mojej pracy jest opis przeczytanej książki autorki Ireny Jurgielewiczowej pt.  ''Ten Obcy''.                                                         

W tej książce występują bohaterzy pierwszoplanowi Ula, Pestka, Marian, Julek, Zenek i Doktor Zalewski oraz bohaterzy drugoplanowi Pani Cydzikowa, Pani Ubyszowa dziadek, babcia Julka i Mariana.

Przygoda zaczyna się w małej wiosce, gdzie czwórka przyjaciół ma swoją bazę i pewnego dnia Ula z Pestką znajdują chłopaka leżącego w bazie. Kilka dni później dowiadujemy się, że ten chłopak nazywa się Zenek Wójcik. Zenek coś ukrywa. Później mówi, że szuka wujka.  Julek z Marianem wypożyczają  rowery i jadą go szukać, jednak z marnym skutkiem.  Zenek jest zawiedziony, ucieka i próbuje szukać wujka, ale niestety nie udaje mu się. Pewnego dnia Ula idzie ze swoim psem Dunajem, zza krzaków wyskakują chłopacy, rzucają do niego kamieniami Dunaj ucieka, a Zenek go broni i bije się z chłopakami. Chłopcy w efekcie uciekają .Parę dni później donoszą na Zenka Sierżantowi Kowalskiemu, on jedzie to sprawdzić, ale Doktor Zalewski, tata Uli, broni Zenka. Kilka dni później Kowalski odnajduje wujka Zenka. Doktor Zalewski jedzie opowiedzieć mu o wszystkim. Opowiada o tym Zenkowi i chłopak postanawia jechać do niego i z nim zamieszkać.

I tak kończy się opowieść o Zenku Wójciku i jego przygodach. Książka ta bardzo mi się podobała, z wielkim zainteresowaniem ją przeczytałem i polecam innym poznanie szczegółowej treści. Zawiera dużo przygód, które wciągną czytającego. Naprawdę warto poświęcać swój czas na tą lekturę. Polecam. 

Łukasz Szlachetka, klasa VIb

 

Opis wiewiórki

Tematem mojego opisu jest wiewiórka. Ta wiewiórka ma rude futerko. Ma cztery łapki i puszysty ogon. Żywi się żołędziami, orzechami, nasionami drzew, buczyną, grzybami owadami. Ma podniesione do góry uszka. Jest ona sympatycznym zwierzątkiem. Często spotykam ją lesie i w parku, W Polsce najczęściej spotyka się wiewiórki pospolite. Wiewiórka porusza się zwinnie i elegancko. Ja bardzo Lubię wiewiórki. Wiewiórka waży tyle co jeden kubek pełna cukru. Jej ogon mierzy prawie tyle co całe ciało. Ma ona bardzo ostre pazury.

Bardzo lubię wiewiórki, chciałabym je spotykać jak najczęściej.

Olga Podoba, klasa IVa

 

 

 

 

HALLOWEEN

OPIS DYNI

 

Tematem mojego opisu jest dynia „Halloweenowa”. Jest ona pomarańczowa.

Dynia w niektórych miejscach jest wycięta w kształcie twarzy, ma oczy, nos i usta

z jednym zębem. Na czubku dyni wycięta jest czapeczka w kształcie ostro zakończonego na płatkach kwiatka na którym znajduje się brązowy, gruby ogonek. Przez dziury wycięte w dyni świeci światło wydające się ze środka żółte. Dynia jest położona na liściach podobnych do liści klonu. Za dynią widnieje pomarańczowe, miejscami przechodzące w czerwone niebo.

Obrazek ten jest bardzo ładny i fajny, bardzo mi się podoba.

 

Oliwia Podoba, klasa VIb

Opis zdjęcia

Tematem mojego opisu są dwie dynie Halloweenowe.

Pierwsza dynia ma szyderczy uśmiech, prostokątne oczy, trójkątne zęby i brwi. Dynie są pomarańczowe, a na górze mają zielone ogonki.

Druga dynia na sześciokątne oczy i nie ma brwi, ma trójkątny nos i zęby. Ma także kolor pomarańczowy. Dynie położono na ładnym bordowym dywaniku, który nawiązuje do upiornych klimatów. Za dyniami znajduje się ciemna szafa, na której jest narysowany napis Halloween.

Obrazek jest bardzo ładny i właśnie nawiązuje do atmosfery tego powszechnie znanego święta.

Dawid Kusina, klasa VIb 

 

JEST TAKIE MIEJSCE…

 

Opowiadanie na Gminny Konkurs Sztuki Opowiadania w Bęczarce ^-^

 

W odległej galaktyce, na nie znalezionej jeszcze przez żadnego naukowca planecie, żył sobie pewien ufoludek. Na imię miał Mali. Był mieszkańcem planety „Malinka”. Każdy z obywateli miał imię zaczynające się na „Mal”. Ale nie będę wam już głowy zawracać, przejdźmy do naszej historii. :D

Był czerwiec 3000r. W pałacu króla Malinki zbierało się wojsko, by wyruszyć w nieznane. Były tam rakiety i różne inne machiny. Księżniczka Malinka, która dostała imię na cześć planety, miała wylosować ciało niebieskie, które będzie celem lotu astronautów. Na pokładzie jako pomocniczy ufoludek pracował Mali. 10, 9, 8…, cały lud stanął w bezruchu. Trzy, dwa, jeden…, serce Mali zabiło mocniej. Księżniczka pokazała wylosowaną kartkę.

- Ziemia? Ziemia? Co to za dziwna nazwa? – powiedział Maloni, kolega Mali – Phi!

- No cóż, może będzie ciekawie – westchnął Mali.

Nasi bohaterzy zostali podzieleni na grupy. Mali i Maloni trafili do grupy Malora. Był to dowódca wszech czasów. Niczego się nie bał, chwalili go wszyscy za jego wyczyny. Nazajutrz zwarci i gotowi astronauci wyruszyli na nieznaną planetę. Po kilku godzinach lotu, nadajnik wykrył ciało niebieskie, na które mieli polecieć Malinkowie. Wylądowali na dachu dziwnego pomieszczenia o nazwie „McDonald”. Ale ci  ludzie mają dziwne jedzenie. Minęło sporo czasu. Tym razem drużyna Malora natrafiła na budynek z tabliczką: „Szkoła Podstawa w Jaworniku”. Weszli do środka. Podobno trwała teraz 4 lekcja. Postanowili zwiedzić sale. Było ich aż dwanaście. No jeszcze +: pokój nauczycielski, sekretariat, kantorek, bibliotekę i kuchnię to aż 17 pokoi! Dobra, sala nr.1. W ławkach siedzi grupka małych dzieci.
Na półkach  poukładane są gry i zabawki. Na ścianach widnieją tabliczki z alfabetem,  na tablicy szpilkowej napis 1„b”. Następnie sala nr.2. Dziwne to pomieszczenie. Cztery boksy i dwa rzędy szafek na kluczyki. Gdzieniegdzie poustawiane ławki.

- Napis  brzmi: „szatnia” – zwrócił uwagę Malinias, jeden z drużyny. – Skoro szatnia,
to pewnie miejsce dla szatanów. Wygląda na to, że mają ich tu całkiem sporo.

Reszta poparła jego wypowiedź - brzmiała przecież bardzo logicznie. Teraz sala nr.3. W tym miejscu również były dzieci. Zabawek było jeszcze więcej. Na tablicy szpilkowej widniały prace uczniów, a środkowy napis uświadamiał, że jest to klasa 3„a”. Podobno jest tu też świetlica. Mieści się  w dużej sali. Ale żadnego świetlika tam nie można było zauważyć. Nad biurkiem pani wisiał tylko telewizor. Przejdźmy teraz do kolejnego pokoju. Napis na drzwiach informował, że to „Sekretariat”. Co to za dziwna nazwa.  Zapewne przechowują tu sekrety. Przybysze osobiście stwierdzili, że mają ich tam co najmniej kilka półek i ledwie się mieszczą w tych segregatorach.  No cóż, nic tu specjalnie ciekawego, więc nasi bohaterowie przeszli do sali nr.4. Tu uczniów było chyba najmniej w całej szkole. Skromne dzieciaczki piszące coś w zeszytach, a z tyłu kilka szafek. Na tablicy napis 1„a”. Przyszła kolej na salę nr. 5. Jejku! W każdym pokoju to samo: UCZNIOWIE! Wielkie drewniane pudło, a w nim telewizor. Mały kącik z zabawkami. I oczywiście - jak zawsze - tablica z napisem. Tym razem 2„a”. Jejciu! Sala nr 6. Strasznie ciasno! Ławki połączone ze sobą, a z tyłu kartka z bazgrołem 4„b”.

- Wyjdźmy stąd! Błagam!!! – krzyczał Maloni – Jak tu ciasno!

- No dobrze – zgodził się sierżant Malor – Teraz sala nr 7.

Tutaj co za dziwy! Uczniowie poruszają się w bardzo dziwny sposób. Nauczycielka tłumaczy: „gimnastyka”. Ale najwyraźniej coś raczej nie „styka” - każdy wymachuje kończynami, jakby chciał się ich pozbyć.

Nagle zadzwonił malelefon sierżanta.

- Halo? Cześć kochanie! – trochę zestresowanym głosem odpowiada Malor. - Co się stało?
Bo w tej chwili nie mogę za bardzo rozmawiać.

- Co?! Masz się zjawić na objedzie! I bez dyskusji!!! – ryknęła pani Malorowa. – I to zaraz!

- Yyy… Oczywiście złotko! – oświadcza Malor. – Zaraz będę.

Żona sierżanta rozłączyła się. Na chwilę zapanowała cisza, ale zaraz wszyscy wybuchnęli śmiechem.

- Cisza!!! Odwrót! Resztę szkoły zobaczycie innym razem! – krzyknął Malor – Do statku! Marsz! I raz i dwa…

I w ten sposób kończy się nasza historia. :*

Barbara Łabędzka, klasa VIb

 

 

Bardzo, bardzo daleko, na odległej niebieskiej planecie, żyli niebiescy ludzie, o niebieskich twarzach i niebieskich włosach. Pewnego dnia zapragnęli odwiedzić niebiesko-zieloną planetę, czyli Ziemię.

Wylądowali na szczycie jakiegoś 200-metrowego wieżowca.

- Ale wielka i kwadratowa ta góra. - powiedział malutki ufoludek.

- To nie góra tylko jakieś budynek - powiedziała mama małego ufoludka.

-J j j-j j Jak zejdziemy na dół? - Zapytał inny ufoludek z lękiem wysokości.

-Hmmm, no nie wiem, może zlecimy naszym statkiem? - zaproponowała mama małego ufoludka.

Kiedy byli już na dole, zobaczyli wielki bilbord z napisem ,,KFC"

- KFC (wymówił kaefce) co to jest?! - zapytał mały ufoludek.

- Hmmmm, no nie wiem, może wejdziemy do tego małego domku obok? - zaproponowała mama ufoludka

W środku aż roiło się od ludzi, ławek, stołów i różnych tabliczek z napisami.

Na jednej z nich było napisane ,,Kup Pepsi za 5,20 i dolewaj, ile chcesz", a na innej ,,Kubełek Classic za 12,50"

OOOOO JEDZENIE!!!!!!!!!!!!!-Wykrzyknął mały ufoludek i zabrał się za zjadanie porcji jakiegoś biznesmena (omnomnomnomnom)

-Przykro mi maluszku, ale musimy już wracać - powiedziała mama małego ufoludka.

-Uhhh, no dobrze, ale jeszcze tu wrócimy prawda?!!?!?!?!?

-Tak, tak, a teraz chodź już, pora wracać

 

                     I TAK ZAKOŃCZYŁA SIĘ ICH PODRÓŻ NA ZIEMIĘ!

Gabriela Frydrych, klasa VIb

 

 

Radość innych - naszym szczęściem

 

Każda radość, którą niesiemy innym, zawsze do nas powróci.

Pewnego  dnia w szkole zdarzyła się dziwna rzecz. Pomogłem Michałowi i pani mnie pochwaliła. Kiedy sobie szedłem przez korytarz, zobaczyłem Mateusza, który płakał. Zapytałem, czy coś mu się stało. Gdy mi wszystko powiedział, poszedłem z Mateuszem do pani i opowiedziałem o problemie. Następnego dnia, jak poszedłem do szkoły, spotkałem leżącą osobę. I pytam, czy coś się stało, ale nie zareagowała. W pierwszym momencie pomyślałem, że nie żyje, ale potem uświadomiłem sobie - przecież jest nie przytomna i zadzwoniłem po pogotowie. Gdy zadzwoniłem, to ratownik powiedział, żebym poszkodowanemu udzielił pierwszej pomocy. Pogotowie przyjechało, a ratownik mnie pochwalił. Kiedy mama dowiedziała się o wszystkim, to także bardzo mnie pochwaliła i wtedy zrozumiałem, że każda radość, którą niesiemy innym, zawsze do nas powróci.

Krystian Cudak, klasa IVa

 

Chciałbym opowiedzieć historię nawiązującą do pewnego cytatu: „Dając komuś radość, sami się cieszymy”.

Na zajęcia do szkoły Paweł przyniósł  swój wymarzony laptop, który dostał  od rodziców w prezencie na pierwszą Komunię Świętą. Chciał pokazać kolegom z klasy zdjęcia z wakacji. Wracając ze szkoły został okradziony, efektem czego była strata laptopa. Następnego dnia nikt nie wiedział, dlaczego Paweł jest taki smutny, z nikim nie rozmawiał. Po kilku dniach dowiedziałem się o nieprzyjemnej historii, jaka go spotkała. Było mi bardzo żal Pawła, gdyż każdego mogło to spotkać. Postanowiłem wszystko opowiedzieć wychowawcy. Wiedziałem, że na pewno znajdzie jakieś rozwiązanie tej nieprzyjemnej sytuacji. Gdy Pawła nie było w szkole, Pan Dyrektor zorganizował apel, opowiadając uczniom historię, jaka miała miejsce. Uczniowie odpowiedzieli pozytywnie na apel dyrektora, zostały rozstawione puszki, do których można było wrzucać pieniądze. Po kilku dniach pan dyrektor zebrał je. W obecności wychowawcy i kilku uczniów pieniądze zostały przeliczone. Uzbierano potrzebną kwotę na zakup nowego laptopa. Gdy Paweł wrócił do szkoły, czekała na niego niespodzianka. Wybrane osoby wraz z wychowawcą i dyrektorem wręczyli Pawłowi nowy laptop.  Na twarzy Pawła pojawiły się łzy, łzy szczęścia

Mam nadzieję, że kolejna taka historia go nie spotka. I nie życzę tego nikomu.
Ta historia mnie nauczyła, że warto pomagać, bo dając komuś radość, sami się cieszymy.              

Łukasz Szlachetka, klasa VIb

 

Pewnego ranka Ola obudziła się. Gdy chciała dać swojemu pieskowi pić, zawołała go, ale on nie przybiegał. Ola zaniepokojona postanowiła rozejrzeć się po ogrodzie.

Niestety nigdzie nie znalazła swojego ulubieńca. Pobiegła powiedzieć mamie, że pies zniknął. Mama zaproponowała, żeby Ola się ubrała i poszukają psa razem po okolicy. Niestety minęło kilka dni, a Kajtek dalej się nie odnalazł. Ola całymi dniami chodziła zapłakana. Powiedziała o tym swojej koleżance - Karolinie. Karolina wspierała przyjaciółkę, mówiąc, żeby się nie martwiła, bo niedługo piesek na pewno się odnajdzie. Następnego dnia do domu Oli zapukała Karolina. Ola otworzyła drzwi i ku wielkiemu zdziwieniu na rękach koleżanki ujrzała ukochanego pieska. Ola bardzo się ucieszyła i z ogromnym wzruszeniem podziękowała Karolinie.

Dziewczynka bardzo się ucieszyła, że jej pomoc w odnalezieniu pieska sprawiła Oli wielką radość, przez co sama również czuła się bardzo szczęśliwa.

Olga Podoba, klasa IVa

 

Historia, którą opisuję wydarzyła się naprawdę.

Moja mama zawsze po pracy sprząta i gotuje, przez co wieczorami bywa bardzo zmęczona. Pewnego słonecznego dnia, gdy wróciłam ze szkoły, postanowiłam zrobić mamie niespodziankę i posprzątać w domu. Najpierw pozmywałam naczynia. Potem odkurzyłam podłogi i meble. Dochodziła już godzina 16.00, więc pomyślałam, że mama zaraz wróci. Po piętnastu minutach usłyszałam pukanie do drzwi i zobaczyłam, że to mama. Gdy weszła do domu, bardzo się ucieszyła, że posprzątałam. Mama zrobiła pyszny obiad, a później zaproponowała, że możemy razem zagrać w gry planszowe i poukładać puzzle. Było bardzo wesoło i przyjemnie. Bawiłyśmy się do późnego wieczora.

Od tego czasu często pomagam mamie sprzątać, bo wiem,  jaka to męcząca praca. Dzięki temu radość, którą jej tym sprawiam, często w jakiś sposób powraca do mnie.

Weronika Polewka, klasa IVa

 

Pewnego dnia moja przyjaciółka Oliwia miała urodziny.

Zaczęło się to wszystko w szkole, gdy dałam jej ulubioną książkę w prezencie. Była bardzo zadowolona, gdyż inni zapomnieli o jej urodzinach. Chciała mi się jakoś odwdzięczyć,
ale ja się nie zgodziłam, ponieważ ona zawsze robiła mi niespodzianki, a w tym uroczystym dniu chciałam, żeby to ona była zadowolona. Gdy przyszłam do domu, zaprosiłam do siebie nasze przyjaciółki. Zastanawiałyśmy się, co dla niej zrobić, aż Ula wpadła na pomysł, żeby urządzić dla Oliwii bal niespodziankę. Zaprosiłyśmy wszystkich z klasy na boisko Jawor, również Oliwię, Była bardzo zaskoczona i dziękowała wszystkim za ten niesamowity bal. Bawiliśmy się do wieczora. Na następny dzień poszłam do szkoły. Na przerwach wspominaliśmy jeszcze, jak było super na boisku i jak Oliwia była zadowolona. Po paru godzinach lekcyjnych, Oliwia zauważyła że jestem smutna i pytała, czy coś się stało. Więc powiedziałam jej, że smutno mi, bo nikt nie pamięta o moich urodzinach. Moja przyjaciółka bardzo mnie pocieszała i mówiła, że na pewno do wieczora jeszcze będę miała niespodziankę. I tak właśnie było, gdy przyszłam do domu, byłam zaskoczona - rodzice i brat czekali na mnie z pysznym tortem i prezentami. Później przyszła babcia z dziadkiem i oczywiście przyjaciółki z klasy, spędziliśmy razem parę dobrych godzin.

Bardzo się ucieszyłam, że wszyscy byli  w tym dniu razem ze mną, że nie zapomnieli o okazji, która jest dla mnie szczególnie ważna. 

 

Martyna Szlachetka, klasa IVa

                                                                              

                                                         

Pewnego dnia Alicja przygotowywała się do szkoły. Spakowała książki, zeszyty i inne przybory szkolne. Szybko umyła się i zjadła kolację, ale nie miała apetytu. Bolała ją głowa i czuła się zmęczona. Nawet codzienne czytanie książek, nie sprawiało jej przyjemności. Położyła się do łóżka i zasnęła. Kiedy rano obudziła się, była niewyspana i miała wysoką temperaturę. Mama zawiozła ją do lekarza i zawiadomiła wychowawczynię, iż jest chora i nie będzie przez tydzień chodziła do szkoły. Miała  zapalenie płuc i musi leżeć w łóżku.

Kasia, która była jej najlepszą przyjaciółką, bardzo posmutniała na wieść o tym, iż Alicji nie będzie w szkole. Bardzo lubiła swoją koleżankę, dlatego po zajęciach szkolnych postanowiła ją odwiedzić. W sklepiku szkolnym kupiła ulubione ciasteczka Alicji, wzięła zeszyty i ćwiczenia przedmiotowe oraz szybko namalowała dla niej duże, czerwone serduszko.

 Alicja na widok swojej koleżanki bardzo się ucieszyła i na jej bladziutkiej twarzy pojawiła się ogromna radość Chociaż była bardzo chora, zjadła dwa biszkopty i porozmawiała z koleżanką o lekcjach. Wizyta trwała krótko, gdyż Alicja była osłabiona. Czerwone serduszko mama powiesiła jej nad łóżkiem. Ile razy spojrzała na nie, zawsze uśmiechała się jej buźka. Było jej miło, że Kasia pamiętała o niej w takiej chwili.

Kiedy po tygodniu wróciła do szkoły, okazało się, że Kasia zachorowała. Szybko więc po zajęciach pobiegła odwiedzić koleżankę. Bardzo się za nią stęskniła, gdyż długo jej nie widziała. Kasia, tak jak ona, również zachorowała na zapalenie płuc. Dziewczynki długo rozmawiały i nie mogły się sobą nacieszyć. Kasia była bardzo szczęśliwa z wizyty koleżanki.

Zbliżał się wieczór, więc Alicja musiała wrócić do domu. Kiedy zakładała płaszcz, nagle na podłogę wypadło jej z kieszeni czerwone serduszko. Szybko podarowała je swojej przyjaciółce i razem zaczęły się głośno śmiać. Na ich twarzach pojawił się szczery uśmiech. Mocno ścisnęły się za ręce. To był przyjacielski uścisk dłoni, który wyrażał ich wzajemną radość i przyjaźń.

W tym też momencie obydwie przypomniały sobie słowa, które pani polonistka powiedziała na lekcji: „Każda radość, którą niesiemy innym, zawsze do nas powróci”.

Jagoda Sobieszkoda, klasa IVa

                             


 

SPRZĄTANIE ŚWIATA

 

Dnia 8.10.13 na czwartej lekcji rozpoczął się Dzień Sprzątania Świata. Wszystkie dzieci miały posprzątać dany rejon. Nasza klasa i 6a  sprzątały drogę wiodącą od Krzyża do kościoła. Gdy już rejon był czysty, poszliśmy wyrzucić śmieci do kosza szkolnego, a potem umyć ręce i po plecaki. O godzinie 12.00 wyruszyliśmy na boisko. Każdy kto miał kocyk, rozłożył go na trawie, a jeżeli ktoś nie miał, to usiadł na ławce . Chłopcy zaczęli grać w piłkę nożną a, dziewczynki w siatkówkę. Nagle pani Szymska zawołała klasy szóste na kiełbasę. Wszyscy ustawili się do zdjęcia które, robiła pani Monika Zając. Później rozpoczął się mecz klasy szóstej a i b na klasę piątą  a i b. Niektórzy kibicowali na trybunie. Ja i moje przyjaciółki grałyśmy w ringo. Gdy przyszło więcej osób, wymyśliłyśmy nową zabawę, która skończyła się niefajnie. Koło 14.00 wyruszyliśmy do szkoły. Oceniam ten dzień za niezbyt udany, bo miałam wielkiego pecha.

Karolina Sentysz, klasa VIb

 

Chciałbym Wam opisać pewne wydarzenie, które odbyło się we wtorkowy ranek w naszej szkole: ,,Sprzątanie Świata ''.

Rano prawie cała klasa przyszła na godzinie 8:00 z wyjątkiem spóźnialskich. Pierwsze trzy lekcje odbyły się normalnie, następnie klasy 4,5 i 6 zebrały się pod szkołą. Pani Szymska rozdawała worki,  rękawiczki i wyruszyliśmy w stronę Krzyża na Sprzątanie Świata. Razem
z wychowawcą zebraliśmy śmieci. Niewiele ich było. Następnie wróciliśmy pod szkołę, odnieśliśmy śmieci do kontenera i udaliśmy się umyć ręce. Gdy wszyscy byliśmy gotowi, poszliśmy na boisko. Tam już czekali na nas Pan woźny i Pan Leżański, którzy rozpalali grilla. Nasza klasa zaczęła przygotowywać się na mecz z klasą 5. Graliśmy około półtorej godziny. Mecz był pełen emocji, radości, dużo osób nam dopingowało. Mecz zakończył się wynikiem1:0 dla klas szóstych .Następnie z kolegami poszliśmy grać
w siatkówkę, było bardzo śmiesznie i zabawnie. Chwilę potem nadszedł czas na kiełbaski. Po zjedzeniu nabraliśmy ponownie sił na dalszą grę.

I tak nadszedł czas na powrót do domu. Wszystko, co dobre szybko się kończy. Wszyscy się ustawiliśmy, po przeliczeniu, czy nikogo nie brakuje, wróciliśmy pod szkołę. Tam wszyscy rozeszliśmy się do swoich domów. Bardzo miło wspominam ten dzień, fajnie wszyscy się bawiliśmy szkoda, że takie dni  organizowane są raz do roku. Dużo nas uczą. 

Łukasz Szlachetka, klasa VIb

 

 

W naszej szkole tak jak i w innych szkołach dobyło się Sprzątanie Świata. Niestety miało ono miejsce po terminie ze względu na brzydką pogodę. Sprzątanie Świata u nas w szkole odbyło się 08.09.2013 roku.

W dniu Sprzątania Świata normalnie według planu lekcji odbyły się trzy godziny.

Później poszliśmy posprzątać świat, naszym rejonem była drogą od Krzyża do kościoła. Do sprzątania potrzebne nam były rękawiczki i worki. Kiedy skończyliśmy sprzątać, wróciliśmy się do szkoły i wrzuciliśmy worki do kontenerów. Najwięcej śmieci nazbierali Jan Haza i Konrad Góralik. Później wzięliśmy torebki i plecaki i poszliśmy na boisko. Na boisku graliśmy w piłkę siatkową i ringo, a chłopcy grali w piłkę nożną. Bawiliśmy się również z kolegami i koleżankami w taką zabawę, że jedna osoba mówi na przykład: kto będzie bogaty i rzuca ringo z zamkniętymi oczami, kto złapie to wygrywa. Kiedy nadeszła nasza kolej na kiełbasę, ten kto zapłacił, poszedł po talerz z kiełbasą, chlebem, ketchupem i musztardą. Później jeszcze chwilkę się bawiliśmy i kiedy już skończyła się szósta lekcja, wróciliśmy do szkoły.

Dzień Sprzątania Świata był bardzo fajny, atrakcyjny i radosny. Było super.

Oliwia Podoba, klasa VIb

 

 

PODRÓŻE, PODRÓŻE, TE MAŁE I TE CAŁKIEM DUŻE…

 

Pewnego dnia nad brzegiem morza, Draczniks zauważył okręt na horyzoncie:

- O… O… O… Okręt! Tam!

- No to, co? Okręt. I co z tego? – odpowiedział zdziwiony Asteriks.

- Przecież to drakkar normański! Normanowie są straszni! – krzyczał przerażony Draczniks – Piraci żądni krwi!

Asteriks podrapał się po głowie:

- Hm… Myślisz? To nie powód, żeby się denerwować. Pójdziemy po radę do osady.

Od strony lądu szedł Obeliks. Dlatego Asteriks rzekł:

- Obeliksie! Zjawiasz się w samą porę… Widzisz ten żagiel o tam? – zapytał uradowany – Podobno to piraci…

Zainteresowany Obeliks wskoczył do wody i z pędem w nogach ruszył w stronę statku. I pewnie, by  do niego dopłynął, gdyby nie Asteriks:

- Nie! Obeliksie wracaj! Idziemy do osady!

Na co ich pies:

- Hau, hau, hau!!!

Obeliks wielce rozczarowany rzekł:

- Ale piraci są tu!

Lecz Asteriks był stanowczy:

- Właśnie! Dlatego idziemy do osady!

Posmutniały Obeliks wyszedł z wody, kopiąc przy tym kraba:

- Nie warto mieszkać nad brzegiem morza, jeśli nie można z tego korzystać!

- ZBLIŻAJĄ SIĘ! ZBLIŻAJĄ SIĘ!!! – wrzeszczy przerażony Draczniks i z pędem w nogach ucieka.

- Ale głupi ci Lutecjanie! Zaczynają bieg po zakończeniu wyścigu! – westchnął zdziwiony Obeliks – Ja już nie biegnę. Czuję się trochę ociężały po tych tuzinach ostryg, które zjadłem.

Załamany nad jego losem Asteriks przemówił:

-Już ci mówiłem, Obeliksie, że z ostrygami jest jak z orzechami: zjada się tylko środek.

-Ale ja orzechy jem tak jak ostrygi - w całości – odrzekł drugi z bohaterów.

Tymczasem w wiosce:

- No… No… No… NONO… - Draczniks nie mógł wyksztusić z siebie prawie nic. Więc pobiegł dalej.

Dwaj staruszkowie rozmawiają na boku:

- Widzisz tak się żyje w Lutecji: ciągle w biegu i nigdy nie ma czasu, żeby korzystać z życia!

Na co drugi:

- Tak. Chciałbym ją zwiedzić. Ale mieszkać tam bym nie mógł!

Tym razem drogę Draczniksa chciał zatrzymać jeden z mieszkańców wioski:

 - Och! Szukałem cię. Rozmyślałem o wstrząsie jaki mógłbym wywołać w Lutecji…

Lecz nie zdążył dokończyć, bo Draczniks sturbował go razem ze stadkiem kur.

- Co mu się stało? – zapytał mieszkaniec.

- Zdaje się, że Normanowie chcą nas podbić. – odpowiedział mu Asteriks – idziemy pomówić z wodzem. Draczniks powinien już tam być.

Po dotarciu do wodza:

- Dobrze. Jeśli wyjdą na ląd, odrzucimy ich w morze. – rzekł wódz.

- Jestem u wariatów!!! – złapał się za głowę Draczniks.

I tak kończy się historia Galów, a jej końcówkę niech czytelnicy wyobrażą już sobie sami.

Barbara Łabędzka, klasa VI b 

 

Kartka z pamiętnika Krzysztofa Kolumba

XV wiek

Drogi Pamiętniku!

Wreszcie udało mi się dopłynąć do Indii. Tylko jest taki mały problem. Mieszkańcy nie mówią raczej jak powinni. Coś mi tu nie gra. Patrzę ze statku na tubylców znajdujących się na lądzie. Rany julek! Oni pieką coś na rożnie! Zdaje się, że to jakieś wielkie zwierzę! Pomocy!!! Oni mnie chyba zjedzą! Ok. Zachowajmy optymizm. Dopłynąłem przecież do Indii. Chyba…

Krzysztof Kolumb

 

Barbara Łabędzka, klasa VI b

List do Gandalfa :)))

                                                                                                                  

Rzeszów, 15.07.1875r.

Drogi Gandalfie!

Chciałam Ci powiedzieć, że marzę, aby z Tobą wyruszyć w nieznane, w poszukiwaniu przygód. Nigdy nie byłam w dżungli, a bardzo bym chciała. Może byśmy się tam udali? Poszukać przygód zawsze można. Zresztą to przecież Twoje słowa. Piszę do Ciebie, bo podobno szukasz asystenta.

Pozdrówka :) Odpisz.

Basia

P.S.: Gdzie mieszkasz?

Barbara Łabędzka, klasa VIb

Czernichowsko 13.13.13

Drogi Gandalfie!

Witam Pana Gandalfa, przeżyłem w ostatnim czasie rodzinną tragedię. Proszę Cię, abyś zabrał mnie na wyprawę, którą organizujesz. Umiem bardzo dobrze kraść, włamywać się, maskować się, kłamać i bardzo dobrze walczyć z rycerzami.

PS: Mógłbyś po mnie przyjechać, ponieważ bolą mnie nogi, a nie mam żadnego środka transportu.

Konrad

Konrad Góralik, klasa VIb

 

 

SZALONY POCZĄTEK NOWEGO ROKU SZKOLNEGO!!!

 

Klasa szósta

 

Zawsze marzyłam, by jak najszybciej zostać uczennicą szóstej klasy. To najstarsza klasa w szkole podstawowej, a każdy z nas tak bardzo chce być już dorosły. Czas tak szybko biegnie, że nawet nie wiem kiedy przetrwałam pięć lat nauki i zostałam bardzo dobrą uczennicą.

Jestem już szóstoklasistką i marzę, by ten rok był naprawdę na szóstkę. Znam bardzo dobrze swoich nauczycieli - wiem co od nas, uczniów, będą wymagać. Ja ze swej strony dołożę wszelkich starań, by temu sprostać. Mam wielką nadzieję, że ja i moi rówieśnicy będziemy wzorem dla młodszych kolegów.

Po wakacjach wróciliśmy opaleni, uśmiechnięci i baaardzo wyrośnięci. Na pierwszym spotkaniu nie mogliśmy siebie poznać. Nasza wychowawczyni, aż westchnęła, jacy jesteśmy już dorośli. Tylko zadaję sobie pytanie: czy wzrost idzie w parze z mądrością? Oby tak było!

Podsumowując - wyobrażam sobie, że w szkole w tej ostatniej klasie wszyscy będą do mnie mile nastawieni, grzeczni i życzliwi.
 

Julia Koźlak,
klasa 6a

enlightenedenlightenedenlightened

 

 

 

Moim ulubionym przedmiotem w szkole jest język polski, którego uczy pani Bernadeta Polewka.

Na lekcjach polskiego można dowiedzieć się bardzo dużo wiadomości o ojczystym języku. Pani nauczycielka jest wymagająca, ale bardzo sympatyczna. Pani zadaje dosyć dużo zadań domowych, ale dla mnie są one proste i lubię je odrabiać. Lekcje języka polskiego prowadzone są w fajny sposób i dzięki temu wszystko na nich rozumiem.

Przedmiotem, którego nie należy do moich ulubionych jest plastyka. Pan jest wymagający, trzeba bardzo ładnie wykonywać rysunki, kolorowe projekty i jest to bardzo czasochłonne.

 

Ewa Suder, klasa 5 b

 

 

 

Poradnik dobrego ucznia

 

Niełatwo być wzorowym uczniem, ale są zasady, które mogą pomóc w zdobyciu upragnionego czerwonego paska na świadectwie.

By wejść w grono wybitnych uczniów, obowiązkowe jest dobre zachowanie w szkole: nie wolno biegać, krzyczeć, dokuczać innym w czasie przerw.

Natomiast w czasie lekcji zawsze trzymaj rękę w górze, zgłaszaj się do wszystkiego i bądź nieustannie aktywny – z pewnością zostaniesz dostrzeżony przez nauczycieli.

Również po szkole należy być idealnym. Absolutnie nie wolno włączać komputera po przyjściu ze szkoły. Najpierw obowiązki, potem przyjemności. Zaraz po zjedzonym objedzie siadasz do zadań domowych. Możesz zapomnieć o graniu na komputerze i w piłkę nożną.

 

Uwaga! Zastosowanie się do tego poradnika spowoduje, że zamienisz się w klasycznego kujona.

 

Jula Firek, klasa 5a

 

 

Moja szkoła


W mojej szkole podoba mi się to, że w każdym nowym roku szkolnym kupowane są jakieś nowe przedmioty np.: komputery, ławki, krzesła, itp. Również podoba mi się to, że podczas ciepłej i nie deszczowej pogody możemy wychodzić na pole w czasie przerw.

Cieszę się również, że w naszej szkole jest biblioteka, w której są komputery oraz pracownia komputerowa. Jeszcze bardziej podoba mi się to, że naszą pracownie wzbogacono o cztery nowe komputery.
Jednak smuci mnie fakt, że w szkole oprócz komputerów w bibliotece nie ma żadnych innych atrakcji. Na przykład w innych szkołach są nawet x-boxy. Żałuję, że podczas przerw nie gra muzyka, tak jak w gimnazjum. Chciałbym również, by przerwy były dłuższe np. 20 minutowe.
Cieszę się jednak, że w naszej szkole wszyscy się starają, by było lepiej.

 

Mateusz Furgała, klasa 5a

 

 

 

WAKACYJNE WSPOMNIENIA

 

Bardzo się cieszę, że w czasie tegorocznych wakacji spotkało mnie wiele przygód.

Jedną z nich było to, że całą rodziną i z kuzynami wybraliśmy się do parku wodnego ,,Bania’’ w Białce Tatrzańskiej. Jadąc  do Białki zatrzymywaliśmy się na chwilę, by podziwiać piękne widoki, takie jak: piękne góry, wielkie pola uprawne i łąki, gniazda bocianów oraz stada owiec. Bardzo mnie cieszył ten wyjazd, bo świetnie się tam bawiłam razem z kuzynami i rodziną. Szaleliśmy na zjeżdżalniach i basenach. Można tam również było jeździć konno, z czego chętnie skorzystałam, była to dla mnie wspaniała przygoda, ponieważ uwielbiam konie. W następną niedzielę całą rodziną wybraliśmy się nad Jezioro Żywieckie. Była to bardzo fajna przygoda, ponieważ oprócz pływania i opalania się wypróbowaliśmy kilka atrakcji. Pływaliśmy kajakami, a następnie rowerami wodnymi. Po tych dwóch atrakcjach byłam bardzo zmęczona i wyczerpana. Kiedy chwilę odpoczęliśmy, od razu wskoczyliśmy do wody i zaczęliśmy pływać. Nagle tata złapał rybę! Ale od razu mu uciekła. Drogi nie umiem opisać, ponieważ razem z bratem spaliśmy przez całą trasę. Kilka dni później pojechałam do cioci do Rudnika, gdzie spędziłam tydzień. Moim największym zaskoczeniem i radością była niespodzianka mojej chrzestnej, która zabrała mnie na trzydniową wycieczkę na Słowację do parku wodnego „Tatralandia”. Przez te dni wraz z ciocią szaleliśmy na zjeżdżalniach od rana do wieczora. A w międzyczasie wzięłam udział w poszukiwaniu skarbów.

Te wydarzenia są dla mnie bardzo ważne i przyniosły mi wiele radości, ponieważ oprócz zabawy spędziłam wiele czasu z rodziną. Lubię, gdy moja rodzina dobrze się bawi i jest szczęśliwa.  

                                                                                                                                   Sylwia Postawa, klasa 5 a

 

 

 

Moja przygoda wydarzyła się latem. Pojechałem na wakacje do babci, by tam spędzić kilka dni.

Był ciepły, sierpniowy dzień. Poszedłem do lasu z dwoma kuzynami, kuzynką, bratem i kolegą. W lesie nad rzeką chcieliśmy zbudować domek. Gdy dotarliśmy na miejsce wzięliśmy się ochoczo do pracy. Kuzyn Konrad wszedł do wody i zaczął wybierać żwir, by pogłębić rzekę. Kolega Michał mu pomagał. Ja i mój drugi kuzyn Kuba wynosiliśmy gałęzie na małą górkę, by tam zrobić szałas. Godzinę później zrobiliśmy sobie przerwę. Kuba, Michał, kuzynka Natalia i ja postanowiliśmy iść do pobliskiego lasu na grzyby. Chwilę później dotarliśmy na miejsce. Szukaliśmy jakieś 5 minut, ale zamiast grzybów znaleźliśmy stary fotel. Natalia weszła na fotel i zaczęliśmy się bawić. Po chwili usłyszałem dziwny dźwięk i powiedziałem:

- Słyszeliście to szuranie liści i łamanie gałęzi?

- Nie, nic nie słyszeliśmy – powiedziała Natalia.

I znowu wydobył się ten dziwny dźwięk.

- Faktycznie, coś słyszałem – powiedział |Michał.

- Uciekajmy!!!! – krzyknął Kuba.

Biegliśmy skrótem, lecz na przeszkodzie stanęła nam rzeka. Nie wiedzieliśmy co robić, lecz zauważyliśmy wielkie kamienie i ułożyliśmy je tak, by dało się po nich przejść. Chwilę potem dotarliśmy do bazy. Konrad i mój brat Szymek dziwili się, co tak szybko przyszliśmy. Opowiedzieliśmy im wszystko. Gdy emocje już opadły, wzięliśmy się dalej do pracy.

Ta przygoda była prawdziwa i trochę straszna. Do tej pory zastanawiamy się, co to mogło być.

 

Dominik Cieślik,
klasa 5b

 

 

 

Wakacje u mojego kuzyna były super.
W pierwszy dzień poszliśmy na duży basen. Jak mój kuzyn ochlapał młodszego brata, to ten się rozpłakał i ciocia się wkurzyła. Kazała nam wyjść z basenu. Mój kuzyn Dawid był przez to wkurzony na swojego młodszego brata.
Gdy wróciliśmy do domu, to zaczęliśmy grać w Saints Row The Third. Nie jest to gra dla małych dzieci. Dlatego podczas gry każemy młodszemu kuzynowi opuścić pokój.
Kolejną grą, w która lubię grać z moim kuzynem jest Fifa 12. Jak zwykle kuzyn jechał mnie do zera, ale ja mu się nie daję. W domu obecnie trenuję, by go pokonać. Ćwiczę na w Fife 11 i gram turniej. Już go prawie kończę i to z samymi wygranymi na koncie.
Moje wakacje były bardzo fajne. Zawsze lubię jeździć do kuzyna, bo z nim nigdy się nie nudzę.

 

Radek Karaim,
klasa 5a

 

 

Te wakacje były bardzo słoneczne i udane - przynajmniej dla nas. Było tak gorąco, że od rana można było wskoczyć do zimnego basenu i kąpać się przez cały dzień. Wieczorami szło się na ognisko z przyjaciółmi. Ale teraz wracamy do rzeczywistości. SZKOŁA. Niestety znów cały rok uczenia się i wkuwania do głowy nudnych regułek. Na szczęście w szkole można spotkać swoich kolegów i koleżanki. Pocieszająca jest myśl, że kolejne wakacje już za dziesięć miesięcy !!!:)

 

Julka&Patrycja

 

 

 

 

 

 

Tegoroczne wakacje spędziłam z rodzicami i rodzeństwem nad morzem - w miejscowości Jastrzębia Góra.

Pogoda była bardzo ładna, więc całe dnie spędzaliśmy na plaży. Nie umiem dobrze pływać, dlatego mama kupiła mi koło ratunkowe. Bawiliśmy się z bratem we wodzie i wygłupialiśmy się, ale nigdy nie odchodziliśmy daleko od brzegu. Pewnego dnia postanowiłam spróbować pływać bez koła. Fale były wtedy ogromne, ale nie zraziło mnie to wcale. Brnęłam coraz głębiej i nagle straciłam grunt pod nogami. Przewróciłam się i brakowało mi powietrza. W pewnym momencie poczułam, że coś ciągnie mnie do brzegu. To był mój tata, który obserwował całą sytuacje i w porę zareagował. Wyciągnął mnie na brzeg – wystraszoną, ale całą i zdrową.

Ta historia nauczyła mnie, że z wodą nie ma żartów. I że podczas letnich kąpieli w wodzie trzeba zachować ostrożność.

 

Ewa Suder,
klasa 5b

 

 

 

 

W te wakacje przyjechali do mnie kuzyni. Poszliśmy całą rodziną w góry - droga była bardzo ciężka. Jednak każdy znalazł sobie zajęcie. Mój brat szedł bardzo szybko i próbował utrzymywać pozycję lidera. Moi kuzyni rozmawiali ze sobą oraz próbowali gonić mojego brata. Ja szedłem w środku całej gromady. Mój tata z moją siostrą szli zaraz po mnie. Tata opowiadał historie, a siostra marudziła, żeby mój tata wziął ją na ręce. Natomiast mama z moją kuzynką rozmawiały o babskich sprawach. Po męczącej wędrówce dotarliśmy na Trzy Korony. Porobiliśmy zdjęcia i ruszyliśmy przed siebie. Dalsza droga polegała tylko na gaszeniu pragnienia – wszystkim bardzo chciało się pić. Ale dotarliśmy na Sokolice. Na górze siedzieliśmy dosyć długo i podziwialiśmy widoki. Lecz najgorsza była droga powrotna. Kończyła nam się woda, a mieliśmy jeszcze sporo do przejścia – byliśmy ok. półtorej godziny drogi od auta. Gdy dotarliśmy na miejsce byliśmy bardzo zmęczeni, ale także szczęśliwi.

 

Mateusz Furgała,
klasa 5a

 

 

Bardzo się cieszę, że w czasie tegorocznych wakacji byłem w wielu różnych miejscach wraz z moja rodziną.

Mile wspominam wycieczkę do Niedzicy. Dzień był piękny, słoneczny i bardzo ciepły. W Niedzicy zwiedziliśmy zamek.

Zamek posiada wiele komnat. Na dziedzińcu znajduje się ogromna studnia. Piękne widoki są z tarasu widokowego, z którego widać też ruiny zamku Czorsztyn.

Na dnie studni jest dużo pieniędzy rzucanych przez ludzi. Z tarasu widokowego widać też wielkie jezioro, po którym pływają statki. Pospacerowaliśmy po tamie. Będąc na tamie widzieliśmy dwa chude lisy, które czekały na jedzenie. Wycieczka była udana, chociaż nie zdążyliśmy zwiedzić wszystkiego.

Kilka razy byłem w Rabce. Chodziłem do pięknego parku. Jeździłem tam na gokardzie razem z bratem, kuzynem i kuzynką. W parku znajduje się tężnia solankowa i pijalnia wód mineralnych.

Często spacerowałem wokół tężni, ponieważ solanka dobrze działa na drogi oddechowe. Będąc w Rabce odwiedziłem również ciocię z wujkiem, bo oni tam mieszkają.

Byłem też z rodziną w Zakopanem. Spacerowaliśmy w Dolinie Chochołowskiej. Spacer był długi. W drodze powrotnej wypożyczyliśmy z bratem rowery, bo już nas bolały nogi.

Mile spędziłem również kilka dni u kuzyna w Dobczycach. Chodziliśmy do gimnazjum grać w ping-ponga i w bilard. Graliśmy też w piłkę nożna i jeździliśmy dużo na rowerach.

Byłem też w innych miejscach, ale te, które opisałem najbardziej mi się podobały. Uznają, że moje wakacje były udane.

 

Łukasz Przęczek, klasa 5a

 

 

WŚRÓD WAKACYJNYCH POCZTÓWEK I ZDJĘĆ

 

 

W te wakacje byłam na Węgrzech w Hajduszoboszlo, nad basenami z moją mamą, moim tatą i siostrą Olgą. Podczas wakacji zrobiłam kilka zdjęć i jedno z nich teraz opiszę.

Zdjęcie to zostało zrobione 17 lipca 2013 roku oraz - według mojego aparatu - o godzinie 14:22. Zrobiła je moja mama. Na tym zdjęciu jestem ja, moja mama, moja siostra i mój tata. Kąpiemy się w basenie. Niestety ja na tym zdjęciu jestem obrócona tyłem do aparatu. Stoimy w trójkę w basenie i odbijamy piłkę. Ja jestem w dwuczęściowym stroju w kolorowe paski, natomiast moja siostra ma strój bardzo podobny do mnie, tylko jednoczęściowy. Mój tata ma na sobie brązowe spodenki i szary kapelusz. Akurat w tym momencie, w którym zostało zrobione zdjęcie ja odbijam piłkę do mojej siostry. Wokół nas jest bardzo kolorowo.
Są czerwono-żółte i niebieskie parasole, czerwono-żółte leżaki, zielone i wysokie drzewa i bardzo dużo ludzi. Widać na tym zdjęciu, że wtedy bardzo grzało słońce, ponieważ woda jest jasnobłękitna.

To zdjęcie bardzo mi się podoba, jest bardzo fajne i ładne i przypomina mi ono, że byłam na super wakacjach, podczas których świetnie się bawiłam.

Oliwia Podoba, klasa VIb

***

Opis fotografii

 

Byłam na 4- dniowej wycieczce z rodzicami i siostrą Honoratą w Zakopanem. Chciałabym opisać ciekawe zdjęcie, które zrobiła nam mama na tle góry Giewont.

Zdjęcie jest bardzo wyraźne i kolorowe. Zrobione z balkonu gospodyni, u której spaliśmy.
Na pierwszy plan wysunięte są osoby takie jak: tata, ja i Honorata. Ubrani kolorowo i sportowo, a na ustach maluje się u każdego piękny uśmiech. Balkon był bardzo ukwiecony. Za osobami i balkonem rozciąga się cudny krajobraz gór. Zapiera on dech w piersiach. Soczysta zieleń, lasy iglaste i ostatni plan - góry, które ukazują „Śpiącego rycerza”. Aż trudno oderwać oczy od widoku, którego nie jesteśmy w stanie pojąć. Wysokość i niebo, które się zlewają stanowią niesamowity efekt przyrody, który stworzył Bóg. Jest to niezrozumiałe i zdumiewające zjawisko dla mnie. Uwielbiam, gdy rodzice zabierają nas w góry. Wtedy odpoczywam i zapominam o wszystkich smutkach i troskach życia codziennego.

Wybrałam to zdjęcie, bo uwielbiam przyrodę, jej spokój i ciszę. Podoba mi się to zdjęcie dlatego, że jest kolorowe, można na nim wiele zobaczyć. Życzę każdemu wiele takich zdjęć i fantastycznych przeżyć.

 

Karolina Sentysz klasa VIb

 

 

 

***

 

Opis zdjęcia

Wakacje każdy za pewnie wspomina mile. Oprócz tego ja pamiętam je jeszcze jako dziecko. Robiono mi wtedy dużo zdjęć, więc postanowiłam opisać jedno z nich.

Jestem na nim ja i starsza o cztery albo pięć lat – Karolina Góralik. Jako moja dawna sąsiadka uwieczniona jest ze mną w piaskownicy. Zrobiłyśmy wielki kopiec, dosłownie na całą piaskownicę. W środku niego wykopałyśmy dziurę, w której siedziałyśmy. Aż boczne deski piaskownicy są zasypane. W kadrze jest również zielona łopatka, czerwone wiaderko z niebieskim uchwytem oraz żółte sitko, którym jestem zaciekawiona. Karolina uśmiecha się od ucha do ucha, a ja jestem skulona i zajęta zabawą. Mam na sobie zieloną bluzkę i spódniczkę, rajtuski i czerwoną chustkę na głowie. Włosy są związane w dwa kucyki. Karolina natomiast ma niebieską bluzę i dżinsy. Blond włosy układają się w kucyk. Wokół piaskownicy rośnie wysoka trawa, mocno zielona. Gdzieniegdzie są kwiatki. Dmuchawce gotowe do zdmuchnięcia, aż kuszą. W tle widać ogrodzenie wykonane z betonu i metalowych słupów. Na nich rozwieszona jest siatka. Za nią widać kamienną dróżkę. Jeśli nasz wzrok sięgnie dalej, to zobaczymy starą oponę, fragment ściany wykonanej z cegieł, fragmenty kratek i drzewa, jak się zdaje czereśni.

To zdjęcie bardzo mi się podoba. Mam na nim zaledwie trzy lata. Fotografia jest najsłodsza z możliwych. Takie wspomnienia są chyba najmilsze. Przynajmniej dla mnie. Myślę tak o tym i uświadamiam sobie, że od najmłodszych lat nie brakowało mi towarzystwa.

Barbara Łabędzka, klasa VI b

 

***

 

Podczas tegorocznych wakacji otrzymałam pocztówkę. Dostałam ją od mojej najlepszej przyjaciółki Weroniki. Sprawiła mi tym prezentem ogromną radość. Weronika wysłała ją z Maroka, gdzie spędzała wakacje ze swoją babcią i dziadkiem.

Widokówka ma kształt prostokąta o wymiarach piętnaście cm na dziesięć cm. Od zewnętrznej strony podzielona jest na szesnaście okienek. W każdym okienku pokazany jest inny zakątek lub zabytek Maroka. Na środku widnieje duży napis „Marrakech”, który w języku polskim oznacza Maroko. Wszystkie obrazki są kolorowe i z ciekawością się je ogląda. Z drugiej strony pocztówki Weronika napisała mi piękne pozdrowienia oraz narysowała uśmiechnięte słoneczko. Tam też znalazł się adres mojego domu. W prawym, górnym rogu moja koleżanka przykleiła znaczek z zielonym samowarem.

Pocztówka, którą otrzymałam od Weroniki, była dla mnie miłym upominkiem. Cieszyłam się, że moja przyjaciółka pamięta o mnie w czasie wakacji. Kartka była tak ładna, że długo leżała na szafce w kuchni i każdy mógł ją oglądać. Teraz schowałam ją u siebie w pokoju i jest moim cennym wakacyjnym „skarbem”.

Jagoda Sobieszkoda, klasa 4a

 

***

 

Tematem mojego opisu jest zdjęcie z zeszłorocznych wakacji.

Razem z moją rodziną, czyli mamą, tatą, bratem Piotrem byliśmy na wakacjach w Żywcu, gdzie zrobiono zdjęcie. Jego autorem jest tata. Na zdjęciu znajdujemy się koło tamy. Tłem jest piękny, zielony las, a bliżej toń jeziora. W oddali na wodzie płynie rowerek, na którym znajdują się pan i pani w kapokach. Za nimi są boje w kolorach żółtym i pomarańczowym. Na obrzeżach lasu, koło drogi znajduje się restauracja, w której serwowane są pyszne domowe obiady. Nasze twarze są uśmiechnięte i bardzo szczęśliwe. Ja jestem ubrany w czarne spodenki i pomarańczowy podkoszulek z napisem „Umbro”. Mama jest w żółtym podkoszulku bez rękawków i ma czerwone krótkie spodenki. Mój brat ma na sobie podkoszulek koloru zielonego, z kluczem francuskim i czerwono-czarne spodenki. Stoimy na dużych kamieniach, które są największe, jakie widziałem.

Wakacje bardzo mi się podobały, było tam naprawdę super. Mam nadzieję, że każdy bawił się na wakacjach tak dobrze jak ja.

 

Dawid Kusina klasa 6b

 

***

 

Opisuję pocztówkę z tegorocznych wakacji.

Przywieziona została z Maroka. Jest prostokątna podzielona na trzynaście małych zdjęć. Na zdjęciach widać: ogród botaniczny, Meczet, sklepy, pałac, góry Atlas oraz rodowitych Marokańczyków. Jest na niej zdjęcie najsłynniejszego placu targowego Djemaa el fna. Pocztówka jest mała. Widać też na niej napis Marrakech. Na drugiej stronie jest znaczek i pieczątka, oraz miejsce na adres i korespondencję. Pocztówka jest bardzo kolorowa. Została kupiona w Maroko w mieście Marakesz. Zapłaciłam za nią 10 DH.

Moim zdaniem jest bardzo ładna i przypomina mi wakacje.

 

Weronika Polewka, klasa 4a

 

***

 

Opisuję pocztówkę, którą zakupiłem jako pamiątkę z wakacji 2012.

Pocztówka ta jest tradycyjna, o wymiarach 15cm x 10xm. Podzielona jest po szerokości na dwie części. W górnym polu widnieje piękny Stadion PGE Arena Gdańsk. Stadion przypomina złoty krążek. Przed Stadionem są różne kolorowe flagi. Na środku pocztówki jest napis „Pozdrowienia z Gdańska”. Dolna część podzielona jest na trzy mniejsze pola. W pierwszym polu widać Żurawia nad Motławą i grupę turystów spacerujących po długim pobrzeżu. Drugi obrazek przedstawia Dwór Artusa i Sień Gdańską, przed nimi stoi piękna fontanna Neptuna. Na trzecim obrazku widać ulicę Długą i piękny Ratusz Gdański. Na ulicy Długiej podczas Jarmarku Dominikańskiego spotkałem słynnego podróżnika Pana Wojciecha Cejrowskiego, który stojąc boso promował swoją nową książkę podróżniczą. Widokówka jest bardzo kolorowa, gdyż kamieniczki, które ukazuje, pomalowane są w pastelowych kolorach. Całość jest na tle pięknego błękitu.

Patrząc na tę pocztówkę, przypominam sobie wspaniałe rodzinne spacery po pięknym Gdańsku.

 

Jan Wilkołek, klasa 4a


***

 

Pokrótce chciałabym przedstawić dwa zdjęcia wakacyjne. Jedno ze zdjęć zostało zrobione 15.08.2011 nad Morzem Bałtyckim w Kołobrzegu.

Zdjęcie przestawia  moją rodzinę płynącą statkiem Pirackim. Ja wraz z bratem stoimy za sterem  statku. A mama z tatą przebrani udają piratów. Łódź ta nosiła nazwę CZARNA WDOWA była bardzo duża, miała trzy wielki żagle. Na środkowym powiewała wielka piracka flaga. Statek był koloru czarnego odstraszał swoim wyglądem. Na zdjęciu widać latające mewy, a na niebie widnieje piękny zachód słońca, który rozpościera się na całym horyzoncie.

Drugie zdjęcia, które chcę opisać zostało zrobione tego roku, w parku Dinozaurów w Zatorze. Przedstawia ono mnie wraz z bratem trzymającym się nóg wielkiego TYRANOZAURA. Jest on bardzo potężny ma około sześciu metrów wysokość, stoi na dwóch tylnych łapach.

Według mnie te dwa zdjęcia są bardzo ładne.

 

Dominika Uchacz, klasa 6b

 

 

***

 

Tematem opisu jest zdjęcie z moich wymarzonych wakacji.

Na zdjęciu jestem ja z moim kolegą Aleksandro, który pochodzi z Włoch. Widać, że ja z Aleksandro wygłupiamy się w morzu. To zdjęcie zostało zrobione w Chorwacji. Na zdjęciu można zobaczyć, że morze jest bardzo czyste. Na końcu zdjęcia widać brzeg, na którym jest motorówka. Po zobaczeniu tego zdjęcia możemy stwierdzić, że dno morza jest kamieniste, lecz gdzieniegdzie pojawia się piasek. Zdjęcie jest zrobione w bardzo staranny sposób, ponieważ możemy zobaczyć całe dwie postacie, kawałek morza brzeg i zamazane dno. Obie postacie są uśmiechnięte. Brzeg jest wysypany drobnym żwirkiem. Można też stwierdzić, że na dnie morza jest dużo jeżowców i obie osoby są mocno opalone przez chorwackie słońce.

To zdjęcie uważam za bardzo fajne, gdyż ukazuje najlepsze wakacje pod słońcem.

 

Konrad Góralik, klasa 6b

 

Wiewiórka

 

Wiewiórka to zwierzę, należące do leśnych gryzoni. Sprawia wrażenie bardzo przyjemnego, miłego zwierzątka.

Wiewiórki zmieniają barwę swojego futerka, na jesień z rudej na brązową. Jej ogon jest długi puszysty. Swymi łapkami, które zakończone są ostrymi pazurkami zdobywają pożywienie. Często podkradają nam orzechy i wynoszą je do swoich dziupli. Po za orzechami żywią się też żołędziami, owadami i grzybami. Charakteryzuje je wyjątkowa zwinna i szybkość. Skakanie z gałęzi na gałąź nie sprawia im trudności.

W Polsce są to zwierzątka pod ochroną. Wszyscy bardzo lubią wiewiórki. Są one ufne i miłe dla oka.

 

Kasia Jugowiec

Klasa 4b

 

 

 

 

 

 

 

 

OGŁOSZENIE

Drodzy fani Justina Biebera!!!!!!
Dnia 22.03.2014 o godzinie 16:00 odbędzie się otwarcie szkoły MyWord.  Wszystkich zainteresowanych prosimy o przybycie do Kanady, do miejscowości Toronto, ulica Janasza 3. Zapisy w dniach 22.03.2014-22.04.2014 w arenie o nazwie Muszyco w godzinach 11:00- 18:00. W szkole będziemy się uczyć wszystkiego o Justinie  Bieberze .
Zapraszamy wszystkie Beliebers !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
Kom.750987573

Dominika Bieber

Napisała Dominika Uchacz,
klasa VIb

Szkoła My Word

Szkoła  My Word znajduje się w Kanadzie  w miejscowości, Toronto ulica Janasza 3. W sali numer 1 są piękne fioletowe ściany, a ławki ułożone są w kształcie litery J, w tej klasie uczymy się cech wyglądu Justina Biebera. W sali numer 2 mamy piękną fototapetę przypominająca Justina i jego rodzinę. W tej sali nie ma ławek, tylko parkiet do tańca i scena do śpiewu. Sala ta służy do lekcji doskonalenia umiejętności taneczno-wokalnych. Trzecią salą jest sala informatyczna. Ostatnią  salą z numerkiem 4 jest sala telewizyjna, w której na każdej lekcji ogląda się Never say Never, a od grudnia będzie można tam oglądnąć Belive 3D. Najważniejszym przedmiotem w tej szkole jest Gwiazda. Oczywiście nie gwiazda z nieba, tylko gwiazda showbiznesu. W tej szkole wymaga się bardzo dobrego zachowania i schludnego stroju. Uczniów bardzo dobrze uczących się nagradza się biletem na koncert Justina Biebera. W naszej szkole za najbliższe parę lat chcemy wybudować basen, w którym dzieci będą mogły pływać, wybudujemy także własną arenę o nazwie Belive.
Kontakt do szkoły 345893269
Dyrektor Dominika Uchacz

Dominika Uchacz,
klasa VIb


Najlepsza szkoła

Tematem mojego opisu jest szkoła w, której uzdolnieni uczniowie i również Ci, którzy dopiero rozwijają się wokalnie i tanecznie, uczą się tańca i śpiewu.

Ta szkoła mieści się w miejscowości Księżycowo 35. Najlepsze w tej szkole jest to, że nie uczęszczają do niej wyłącznie najbardziej utalentowane dzieci, ale też te, które chcą się czegoś nauczyć w tej dziedzinie. W budynku szkoły mieszczą się dwie sale taneczne oraz dwie sale do śpiewu, mnóstwo instrumentów i mikrofonów, gabinet dyrektora, kuchnia, ubikacje oraz sala na przedstawienia. Na ścianach widnieją namalowane motylki, kwiatki i inne motywy, pomieszczenia są bardzo kolorowe. Wielkim plusem tej szkoły jest to, że uczniowie mogą pisać piosenki i wymyślać różne choreografie taneczne. Uczniowie ćwiczą do skutku, aż wszystko opanują. Uczą się bardzo trudnych choreografii. A niektórzy nawet jednocześnie tańczą i śpiewają.

Ta szkoła jest super i myślę, że każdy chciałby do niej chodzić.

Oliwia Podoba,
klasa VIb

 

DZIĘKI WYOBRAŹNI MOŻEMY PRZEŻYĆ

NAJBARDZIEJ NIEZWYKŁE SPOTKANIE

 

10.09.2013r.

Drogi Pamiętniku!

 

Piszę dzisiaj o moim spotkaniu z Eweliną Lisowską - znaną piosenkarką.

Spotkałam ją dzisiaj w Krakowie w Bonarce, kiedy pojechałam na zakupy.

Rozmawiałam z nią chwileczkę. Dała mi swój autograf. Porozmawiałabym z nią nieco dłużej, ale już tłumy fanek podbiegły z wrzaskiem po autograf. Miała ona na sobie dżinsową koszulę z czarną skórzaną kurtką, różowe rurki, wysokie trampki na obcasie

i bransoletkę z kolcami. Ma ona czarne włosy i często nosi na nich opaski. Dużo się śmiała, kiedy rozdawała autografy, widać więc było, że sprawia jej to przyjemność. Ewelina Lisowska stała się sławna dzięki konkursom telewizyjnym. Według mnie najlepsze z jej piosenek to: „Nieodporny rozum”, „W stronę słońca” i „Jutra nie będzie”.

Bardzo cieszę się, że spotkałam Ewelinę Lisowską i mam nadzieję, że spotkam również moich innych idoli.

Oliwia Podoba, klasa VIb

 

25.03.2013r.

Drogi Pamiętniku !!!!!!!!!

Moim najszczęśliwszym dniem w życiu  był dzień 25.03.2013, gdyż wtedy w Łodzi, a konkretnie w Atlas Arena Łodzi. odbył się koncert Justina Biebera!!!!!!

Godzina 20:00 - rozpoczęcie koncertu. Justin wlatuje na skrzydłach - to było piękne. Biały strój, wielkie białe skrzydła. Po koncercie Justina było M&G . Miałam bilet za 1500 złotych.

Na  M&G  powiedziałam mu jak bardzo go kocham. Niestety za 1500 mogłam zrobić tylko jedno zdjęcie.  Mam nadzieję, że jeszcze będę mogłą iść na następny koncert. Justin na koncercie dał mi swój numer telefonu.

Moim zdaniem ten wieczór był najcudowniejszy w całym życiu. Nigdy go nie zapomnę.

Dominika

 Dominika Uchacz,
klasa VIb

 

 

15.04.2014r.

 

Drogi Pamiętniku!

 

Dzisiaj miałam okazję spotkać się z Hatsune Miku! Był to jeden z najszczęśliwszych dni w moim życiu. Stała niedaleko, więc postanowiłam skorzystać z tej okazji. Zgodziła się ze mną porozmawiać.

 

Miku to postać fantastyczna, bardzo, bardzo śliczna. Opowiedziała mi o sobie. Jest ona pierwszym japońskojęzycznym Vocaloidem drugiej generacji, stworzonym przez firmę Crypton Future Media. Oprogramowanie Miku weszło na rynek 31 sierpnia 2007 roku. Głos oparty jest na głosie Fujity Saki, japońskiej seiyuu i piosenkarki. Jej nazwisko: Hatsune, tłumaczy się jako „pierwszy dźwięk”, a imię, Miku jako „przyszłość”. Ma ona 158 cm wzrostu i waży 42 kg, natomiast jej atrybutem jest dymka, rodzaj cebuli, często błędnie uznawana za por. Obecnie jest najbardziej znanym Vocaloidem na całym świecie. Miku to dziewczyna, mająca 16 lat. Jej wygląd jest bardzo specyficzny. Ma długie, niebieskie włosy związane w dwa kucyki, sięgające, aż do kostek. Błękitne duże oczy zadziwiają swą słodyczą. Jej podstawowe ubranie to: szara koszula bez rękawów, niebieski krawat, czarna miniówka z błękitnym paskiem u dołu oraz bardzo wysokie buty tego samego koloru co spódniczka, aż ponad kolana. W oczy rzucają się również jej różowe gumki do włosów i słuchawki na uszach.

 

Cieszę się bardzo z tego spotkania. Hatsune Miku to postać bardzo do mnie podobna. Nie mam niebieskich włosów, 16 lat i nie lubię cebuli ^^, ale to tylko szczegóły. Musiałam komuś o tym opowiedzieć i uznałam, że pamiętnik to idealny sposób. To by było na tyle. Spieszę się, bo chcę jeszcze napisać jedno wypracowanie.
Pa ;*

 

Barbara Łabędzka,
klasa VIb

 

10.09.2013r.

 

Drogi Pamiętniku!

 

Piszę dzisiaj o moim spotkaniu z Eweliną Lisowską - znaną piosenkarką.

Spotkałam ją dzisiaj w Krakowie w Bonarce, kiedy pojechałam na zakupy.

Rozmawiałam z nią chwileczkę. Dała mi swój autograf. Porozmawiałabym z nią nieco dłużej, ale już tłumy fanek podbiegły z wrzaskiem po autograf. Miała ona na sobie dżinsową koszulę, z czarną, skórzaną kurtką, różowe rurki, wysokie trampki na obcasie i bransoletkę z kolcami. Dużo się śmiała, kiedy rozdawała autografy, widać więc było, że sprawia jej to przyjemność. Ewelina Lisowska stała się sławna dzięki konkursom telewizyjnym. Według mnie najlepsze
z jej piosenek to: „Nieodporny rozum”, „W stronę słońca” i „Jutra nie będzie”. Ma ona czarne włosy i często nosi na nich opaski.

Bardzo cieszę się, że spotkałam Ewelinę Lisowską i mam nadzieję, że spotkam, również moich innych idoli.

 

Oliwia Podoba,
klasa VIb

 

 

I w tedy okazało się, że nie jest sam w domu, okazało się, że jest tam ktoś jeszcze, ktoś, kogo nigdy nie znał…

Obudził się rano i próbował przypomnieć sobie wydarzenia z wczorajszego dnia.

Czy to prawda, że został sam i nikt o nim nie pamięta? I czy te wszystkie listy, które rzekomo dostaje od swojej „cioci’’ są tak naprawdę pogróżkami i informacjami o śmierci jego rodziców? I czy kiedykolwiek dowie się, jak zginęli jego bliscy i czemu nikt mu o tym nie powiedział do jego szesnastych urodzin? Te pytania John zadawał sobie od jakiegoś czasu, ale nigdy nie umiał sobie na nie odpowiedzieć. Wczorajszego dnia wszystko to jednak się zmieniło, bo chłopak usłyszał okrutną prawdę z ust swojej ciotki. Wcześniej nie zastanawiał się nad tym, że nigdy nie poznał swoich rodziców, dziadków ani nikogo z rodziny. Tylko teraz, akurat teraz, gdy wreszcie wszystko mu się ułożyło, spotkał ją – Bernadettę Pienne. Czemu akurat teraz, gdy po przeprowadzce zyskał nowych znajomych i dziewczynę? Przecież zdobył pracę i miał pieniądze na swoje utrzymanie. Tego miał się właśnie dowiedzieć. Zadzwonił na domofon pod drzwiami ciotki. I właśnie usłyszał jej chrapliwy i chłodny głos. Nigdy nie słyszał podobnego głosu.

Wreszcie drzwi się otworzyły i wynurzyła się zza nich żylasta ręka ciotki. Wszedł do środka, przez przytłumione światło zobaczył meble przesiąknięte starością, obrazy na ścianach. Czuł się jak  w nawiedzonym dworze. Atmosfera była duszna i gęsta. Ciotka zamknęła za nim drzwi. Dopiero teraz mógł przyjrzeć się jej sylwetce z bliska. Wyglądała jak chodzący szkielet. John zaczął się zastanawiać co mogło go z nią łączyć.

Gabriela Róg,
klasa VIb

 

 

 

ZAINTERESOWANIA UCZNIÓW

 

Konie Zimnokrwiste

Silne i masywne, odróżniające się od gorącokrwistych temperamentem i budową.

Są zazwyczaj spokojniejsze, mniej ruchliwe i potężniejsze. Są to konie robocze, używane między innymi do prac rolniczych i transportowych, jako konie pociągowe. Zazwyczaj pracują w stępie. Konie zimnokrwiste hoduje się bez udziału krwi koni gorącokrwistych lub z bardzo małym jej udziałem. Niektóre rasy, plasujące się na pograniczu koni zimnokrwistych i kuców, mają cechy obu typów.

 

Wiktoria Niedośpiał,
klasa 5a

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Czy zastanawialiście się kiedyś nad tym jakie zwierzęta królują rozmiarami wśród swoich przedstawicieli? Które z nich są największymi z największych?

Zacznijmy od ssaków, bo to właśnie ssak jest obecnie największym zwierzęciem na świecie.

1. Największe zwierzę świata – Płetwal błękitny

Największe zwierze w historii całej ziemi. Nigdy wcześniej nie było większego organizmu żywego, niż te walenie.

Osiąga on do 33 metrów długości i waży nawet 90 ton!

Na pytanie – dlaczego takie zwierze nie może być stworzeniem lądowym, naukowcy odpowiadają zgodnie, że jego masa, po prostu by go zmiażdżyła. Jego serce jest wielkości autobusu!

Jeśli płetwal osiądzie na mieliźnie, to może udusić się przyciśnięty swoim własnym ciężarem.

 

 

2. Największy ssak lądowy – Słoń afrykański

Samiec osiąga wysokość do 4,2 metra, samica do 2,6 metra. Waży do 6 ton (w porównaniu do płetwala, jest małą maskotką), samice ważą o połowę mniej.

Ich ciosy ważą około 40 kilogramów. Najcięższy zanotowany ważył aż 105 kilogramów - czyli dobrze zbudowany kulturysta.

 

 

 

 

 

 

 

 

3. Największy gad – Krokodyl różańcowy

Największym gadem jest krokodyl różańcowy, który zazwyczaj dorasta do długości 5 metrów, natomiast rekordowy okaz miał aż 6,3 metra długości i ważył 1900 kilogramów.

Krokodyl ten jada praktycznie wszystko, ssaki, gady, ptaki, a w tym zdarzył się obiad z ludzi.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

4. Największy ptak świata – Struś afrykański

Trudno wyobrazić sobie ptaka, który waży ponad 150 kilogramów i ma 274 centymetry wysokości.

Jego jajo waży prawie 2 kilogramy. Struś to dobry biegacz o bardzo silnych nogach i głowie. Może dotkliwie uderzyć człowieka.

 

 

 

 

5. Największy płaz na świecie – Salamandra olbrzymia chińska

To obecnie największy, żyjący płaz.

Dorastają do 180cm długości i wagi 64 kilogramów. Można spotkać je w Chinach w płytkich stawach i potokach dzikich rzek.

Wytwarza trującą wydzielinę na swojej skórze, dlatego nie zagrażają jej drapieżniki.

 

 

6. Najmasywniejszy żuk świata – Żuk Goliat

Sama długość 11cm robi wrażenie. Wyobraźcie sobie, że do domu wdarł Wam się 11 centymetrowy insekt…

Zazwyczaj ludzie nie lubią tego typu robaków, a ten jest naprawdę pokaźny.

Waga tego żuka to aż 115 gram czyli w skali małych owadów – robi wrażenie.

 

 

7. Największa ryba świata – Rekin wielorybi

Rozmiar jego ciała dochodzi do 18 metrów, a waga to nawet 13,5 tony. Wbrew rozmiarom, jest rybą bardzo łagodną i nie stanowi żadnego zagrożenia dla człowieka.

Na dziś tyle o rekordowych rozmiarach.

 

Wyszukała Aleksandra Niedośpiał,
klasa 6 a

 

Wydaje nam się, że wiele już widzieliśmy, ale czy aby na pewno? Postanowiłam zrobić małe zestawienie dziwnych zwierząt (mało tego – najdziwniejszych zwierząt świata).

 

Pies Komondor

 

Należy do grupy psów pasterskich (owczarskich) i zaganiających. Pies pochodzi z Węgier.

Bywa agresywny w stosunku do obcych. Posiada trudny charakter - wykazuje chęć dominacji i bywa nieposłuszny.

Nadaje się dla doświadczonych hodowców i powinien przejść odpowiednie szkolenie. Jest to pies bardzo inteligentny i uczący się błyskawicznie.

 

 

 

Królik Angora

Pochodzi z Ankary (Turcja). Jest to rasa królika domowego. Hodowany głównie dla swojego miękkiego i delikatnego futra.

Króliki powinny być strzyżone co 3- 4 miesiące. Jest dość wymagającym zwierzątkiem ze względu na długą sierść, którą należy szczotkować.

 

 

Gwiazdonos

Widzieliście już kiedyś tak śmiesznego kreta?

Należy do rodziny kretowatych i jest ssakiem. Można go odnaleźć w Ameryce Północnej.

Żeruje nie tylko pod ziemią ale również poluje na powierzchni. Świetnie pływa i dzięki temu może łapać nawet drobne rybi i bezkręgowce.

Nos składający się z 22 wypustek służy jako narząd dotyku oraz do chwytania ofiar. Dorosły osobnik dorasta do 12- 13 centymetrów.

 

 

Palczak madagaskarski (Aye- aye)

Pochodzi z Madagaskaru. Jest to gatunek małpiatki. Wielkością jest zbliżony do kota, posiada miękkie futro i puszysty ogon.

Charakterystyczną cecha jest posiadanie wydłużonego i cienkiego środkowego palca. Palczak opukuje nim drzewa, w ten sposób odnajduje larwy.

Rozgryza korę ostrymi zębami, a następnie wyciąga larwę z jamki za pomocą

 

 

Lemurek myszaty

Kolejny mieszkaniec Madagaskaru. Jego ciało ma zaledwie 13 centymetrów.

Prowadzi nocny tryb życia. Chowa się w dziuplach drzew lub buduje gniazda. Zamieszkuje w niewielkich stadach wilgotne lasy i zarośla.

Żywi się owadami, owocami i małymi ptakami.

 

 

Fangtooth fish

Strasznie wyglądająca głębinowa ryba. Ryba swoją nazwę zawdzięcza ogromnym zębom.

Jest rekordzistką jeśli weźmiemy pod uwagę wielkość zębów w proporcji do rozmiarów ciała.

Mimo wyglądu prawdziwego potwora ryba ma tylko około 16 centymetrów.

 

 

Wielki żółw Cantora

Możemy go spotkać między innymi w Bangladeszu,  Kambodży,  Chinach, Indiach czy Wietnamie.

Zamieszkuje jeziora, rzeki oraz brzegi morskie.

Jego pancerz jest twardy na brzegach otoczony miękką tkanką. Żywi się rybami, skorupiakami i mięczakami.

 

Ciekawostki o zwierzętach:

 

surprise SŁOŃ afrykański to największe zwierzę lądowe świata. Osiąga do 7,5 metra długości i 5 ton wagi.

 

cool KAŁAMARNICA olbrzymia ma największe oczy. Ich średnica dochodzi do 40 cm .

 

indecision Dawno temu GOŁĘBIE żyły w skalnych kryjówkach. Gdy ludzie zaczęli je udomawiać powstało wiele ras.

 

crying PAW zamieszkuje Indie Wschodnie i Cejlon, jest najpiękniejszym ptakiem świata. Można spotkać go w lasach tropikalnych blisko zbiorników wodnych.

 

devil JASZCZURKI latem śmigają po trawie i chętnie wygrzewają się na słońcu. Podczas zimy śpią w ziemi, w jamce i wychodzą z niej dopiero w marcu lub kwietniu.

 

angry WIEWIÓRKA robi zapasy na zimę. Chowa w różne miejsca orzeszki leszczyny, żołędzie, lecz później ma problem aby trafić do schowka. Takich spiżarni ma kilka.

 

wink  KOTY cechują się silnym, muskularnym i sprężystym ciałem. Mają masywną głowę z krótkim pyskiem i silne nogi. Ubarwienie ich zależne jest od środowiska. Brązowe, rdzawobrązowe lub płowe futro.

 

indecision TYGRYSY są drapieżnikami z rodziny kotowatych. Są jedynymi kotowatymi o pręgowanym namaszczeniu - to pierwszy znak świadczący o ich niezwykłości.

 

surpriseBOBRY stały się znane dzięki swoim wielkim zdolnościom inżynierskim i swojej inteligencji. Potrafią przystosować środowisko do swych własnych potrzeb, ścinając drzewa, żłobiąc kanały, budując tamy.

 

Weronika Kurowska,
klasa 6a