Z życia uczniów

Uczniowie piszą

                                                     Dziennik                                                16.02.2016r.

Jak zwykle wstałem o 6:45.Poranna toaleta, śniadanie, spakowanie tornistra - obowiązek czy przyjemność? Dla mnie obowiązek.
O 7:30 wychodzę do szkoły. Na samą myśl o tym, że mam 7 godzin lekcyjnych już jestem zmęczony - no cóż muszę jakoś to przeżyć. Tak w ogóle uważam, że szkoła jest nudna. Sam nie wiem z czego to wynika - z mojego charakteru czy z programu nauczania. Uważam, że szkoła w XXI w. powinna wyglądać inaczej. Ale to już jest rola dla Ministerstwa Edukacji. Ważny jest również dialog nauczyciele-Ministerstwo.

Dzisiejszy dzień w szkole okazał się nie taki najgorszy, jakiego się spodziewałem. Lekcje były  ciekawe - oglądaliśmy film, dostałem nawet jedną piątkę.

Gdy wróciłem ze szkoły zjadłem obiad, odpocząłem, a potem odrobiłem lekcje. Gdy zrobiłem zadania, znowu odpocząłem. Następnie kolacja, wieczorna toaleta, spanie - obowiązek,przyjemność czy rutyna? Według mnie rutyna.

Nigdy nie wiemy co przyniesie nam następny dzień. Uważam że dużo zależy od nas samych, ale jest to bardzo trudne. Moje motto: iść do przodu, nie oglądać się za siebie.

 

Paweł Sajak, klasa 5b

 

 

Przygoda w ferie

 

Ferie to mój ulubiony czas w zimie. Ale w tym roku ferie zapowiadały się nudno. Brak wyjazdu i siostra, która cały czas marudzi, żebym się z nią pobawiła. Koszmar. Tak miało być przez dwa tygodnie.

Jednak w drugim tygodniu ferii rodzice postanowili, że wyjedziemy na kilka dni w góry. Trudno było znaleźć jakikolwiek nocleg w tym terminie – wszystko od dawna było już zajęte. W końcu tacie się udało – jedyne wolne miejsca były w pensjonacie „Czarny kot”.

 - Już sama nazwa przynosi szczęście – mruknęłam.

Moją siostrę nazwa zachwyciła. To oczywiste, było w niej magiczne słowo „kot”.

 - Czy to oznacza, że hodują tam koty? – spytała.

 - Raczej nie – odpowiedziałam.

 - Szkoda – zmartwiła się.

Następnego dnia spakowaliśmy się i wyruszyliśmy. Po około godzinie moja siostra zauważyła brak jednego ze swoich ukochanych, pluszowych kotów.

 - Zapomnieliśmy Aureliusza! – krzyknęła.

Przez chwilę próbowała przekonać tatę żeby zawrócił, ale kiedy pokazałam jej rude kocisko siedzące na chodniku, zapomniała o Aureliuszu i zaczęła podziwiać widoki za oknem.

Po trzech godzinach jazdy znaleźliśmy się na jakimś pustkowiu – dookoła nie było widać żadnych domów, tylko gęsty las i góry na horyzoncie.

 - Jesteś pewien, że nie zabłądziliśmy? – spytała tatę mama.

 - Jadę zgodnie z mapą dojazdu do pensjonatu. – odpowiedział tata – Za kilka minut powinniśmy być na miejscu.

Było już ciemno, gdy dotarliśmy. Kilka minut przeciągnęło się do pół godziny i myśleliśmy, że może mapa jest niedokładna, kiedy nagle zobaczyliśmy maleńki pensjonacik na wzgórzu. Okolica wydawała się bardzo tajemnicza. Dookoła nie było nic oprócz drzew i skał.

Gdy weszliśmy, gospodyni zaprowadziła nas do naszego pokoju.

Pensjonat składał się z  mieszkania gospodarzy znajdującego się na parterze, wąskiego korytarza i trzech pokoi na piętrze.

Dostaliśmy mieszkanie w pokoju numer jeden. Ja i moja siostra od razu wbiegłyśmy do niego. Wyjrzałam przez okno i zobaczyłam coś bardzo dziwnego. Widziałam gospodynię idącą przez ogród.

 - Przecież jeszcze przed chwilą rozmawiała z rodzicami – powiedziałam cicho.

 - Musiała się rozdwoić  - stwierdziła moja siostra zerkając mi przez ramię.

Odwróciłam się i zobaczyłam jak gospodyni znika na końcu korytarza. Może moja siostra miała rację?

W środku nocy obudziły mnie jakieś dziwne odgłosy. Wyjrzałam przez okno i zobaczyłam niesamowitego stwora idącego przez ogród. Był, mniej więcej, wielkości krowy i miał długą, czarną sierść oraz kopyta. Moja siostra tez się obudziła i również zobaczyła monstrum.

 - Aureliusz przyszedł! – ucieszyła się.

 - Urósł nieco przez te kilka godzin – zażartowałam.

Potwór odszedł w głąb lasu, a ja i moja siostra z powrotem położyłyśmy się do łóżka i zasnęłyśmy.

Następnego dnia powiedziałyśmy rodzicom o potworze. Okazało się, że gospodyni miała kucyka, który potrafił sam wydostać się ze stajni oraz wielkiego, czarnego psa. Zwierzaki bardzo się lubiły i często wybierały się razem na spacer – szczególnie odpowiadała im noc na wspólne harce.

Wyjaśniła się również tajemnica „rozdwojonej” gospodyni – miała siostrę bliźniaczkę, która również pracowała w tym pensjonacie.

Jednak nie było nudno. Te ferie zaliczam do udanych.

 

Natalia Hajderek, klasa 5b

 

***

 

 

                Pewnego wieczoru w czasie ferii zadzwoniła do mnie moja ciocia. Rozmowa z nią była bardzo tajemnicza.

                Po chwili ciocia powiedziała, że ma bilety na mecz Polska-Francja, który odbywa się w Krakowie. Bardzo się ucieszyliśmy. Okazało się, że są cztery bilety. Mecz  odbywał się we wtorek. A następnego dnia już od rana przygotowywałam koszulki i szaliki na mecz. Znalazłam też specjalne farbki do pomalowania twarzy. Po południu zaczęliśmy się ubierać. Na mecz pojechała mama, moja siostra Kasia, brat Paweł i ja. Po dojechaniu do Krakowa, ciocia dała nam bilety. Idąc na Krakowską Arenę spotkaliśmy wielu polskich kibiców. Po wejściu do budynku zobaczyliśmy, że nasze miejsca są niedaleko boiska. Za chwilę zaczęła się prezentacja drużyn i hymn. Stojąc z szalikiem w ręku, z piętnastotysięczną widownią, śpiewaliśmy Mazurka Dąbrowskiego. Jest to bardzo wzruszający moment. Potem rozpoczęła się pierwsza połowa meczu. Polacy grali bardzo ładnie, więc objęli prowadzenie. Pierwsza połowa zakończyła się sukcesem. Podczas meczu cała widownia stała i mocno dopingowała Polaków. Druga połowa należała też do naszych szczypiornistów. Mecz zakończył się sześciopunktowym zwycięstwem. Wszyscy na stojąco dziękowali za zwycięstwo. Smutni byli Francuzi, którzy przegrali, ale takie są  reguły w sporcie. Po meczu  wróciliśmy z tatą do domu.

Mecz na Krakowskiej Arenie był wspaniałą feryjną niespodzianką

 

Barbara Braś,
klasa 5a

***

        Pierwszy dzień ferii spędziłam w Harbutowicach. Byłam na stoku, który nazywa się Szklaną Górą. Było bardzo dużo turystów z Krakowa i okolic. Przy wyciągu spotkałam moją koleżankę ze szkoły. Po pięciu dniach pobytu u wujka i cioci w Harbutowicach, przyjechali po mnie rodzice. Niespodzianką była moja malutka siostra Wiktoria, która przyjechała wraz z rodzicami.

Później rodzice zabrali nas na lodowisko do Myślenic. Mama poszła z Wiktorią do kawiarni na gorącą czekoladę. Tata natomiast jeździł ze mną na lodowisku. Po godzinie dołączyliśmy do Wiktorii i mamy na gorącą herbatkę z cytrynką. Wróciliśmy do domu bardzo zmęczeni i szczęśliwi.

        Po trzech dniach zadzwoniła moja koleżanka Emila. Chciała, byśmy się spotkały i porozmawiały. Przyjechała do mnie następnego dnia.  Było bardzo super i ciekawie – wymyślałyśmy różne „dziewczyńskie” zabawy: gry planszowe, pokaz mody,  quizy. Czas z koleżanką był udany i bardzo szybko minął.

Honorata Sentysz,
przepisywał Oliwier Szlachetka,
klasa 5a

 

***
 

Dnia ósmego stycznia pojechałem do Zakopanego. Podróż była przyjemna i wesoła. Graliśmy z rodziną w „Zgaduj Zgadula” i słuchałem muzyki. Kiedy dojechaliśmy na miejsce, to okazało się, że mieliśmy bardzo blisko kościół. Tak naprawdę przyjechaliśmy do znajomego księdza mamy i taty, żeby go odwiedzić. Nie tylko my przyjechaliśmy, lecz również inni znajomi. Wieczorem, po kolacji, graliśmy wszyscy w karty do północy. Następnego dnia rankiem, po śniadaniu zbieraliśmy się na narty i deski, a wszystkie mamy i moja siostra poszły zobaczyć skocznię narciarską. Na nartach było super - to był mój największy stok narciarski, na jakim zjeżdżałem. Kiedy wróciliśmy, był pyszny obiad, a po obiedzie był odpoczynek do wieczora. Następnego dnia po śniadaniu poszliśmy do kościoła. Kościół był duży, więc starczyło miejsca dla każdego. Po mszy ksiądz opowiedział nam bardzo ciekawą historię. Po południu, w niedzielę wróciliśmy do domu.

To był naprawdę miły czas.                  


Łukasz Furgała,
przepisywał Grzegorz Folwarski,
klasa 5a

 

***
 

W tym roku zaraz na początku ferii pojechałem na biwak harcerski, który trwał od piątku do niedzieli.

Na miejsce, do Raciechowic, dojechaliśmy wieczorem. Nocowaliśmy w szkole. Po kolacji wszyscy zebraliśmy się w hali sportowej i do północy słuchaliśmy historii o pociągu transsyberyjskim, który jechał z Moskwy do Chin. Około pierwszej poszliśmy spać. Następnego dnia poszliśmy w góry. Było super. W niedzielę, podczas zajęć, wzięliśmy pokrywkę od kosza i zjeżdżaliśmy na niej z górki. Wszyscy świetnie się bawiliśmy. Zawsze miło wspominam harcerskie wyjazdy.

To były bardzo udane ferie. Mimo, że resztę wolnych dni spędziłem w Jaworniku, również czekały na mnie atrakcje, np . jazda na łyżwach po lodowisku na myślenickim Rynku.

 

                                      Autor Kacper Grzelak,
przepisywał Bartłomiej Dąbrowski, 5 a

 

***

 Cześć!

Mam na imię Hubert, mieszkam w Jaworniku. Napiszę co robiłem podczas ferii zimowych. Ferie zimowe to zimowa przerwa w nauce, której  nie mogłem się doczekać.

W pierwsze dni ferii nie było śniegu, więc z kuzynami graliśmy w piłkę nożną. Kiedy zaczął sypać tak długo oczekiwany śnieg , od razu wiedziałem, co będę robić. Zacząłem  prosić tatę, żeby pojechał ze mną na narty, ponieważ dwa lata na nich nie jeździłem. Kiedy byliśmy na stoku, okazało się, że kompletnie zapomniałem, jak się jeździ.  Pierwszy zjazd bez wywrotki był dopiero na drugi dzień i tata powiedział, że następnym razem  pojedziemy na wyższą górę.  Tata dotrzymał słowa.... Kiedy zobaczyłem górę, o mało nie zemdlałem. Podobno tylko wyglądała na groźną. Po  45 minutowym czekaniu na wypożyczenie sprzętu, wjechaliśmy na górę. Zjeżdżając  z góry nie udało mi się zahamować i wpadłem w innego narciarza. Po upadku podniosłem się i przeprosiłem ofiarę mego zimowego szaleństwa. Pan powiedział, że nie doznał żadnej kontuzji. Za to mnie bardzo rozbolała głowa (oczywiście miałem kask), ale nic groźnego mi się nie stało. Kiedy skończyliśmy jeździć, pojechaliśmy do domu na gorącą czekoladę.

Narciarstwo to świetny sport. Mam nadzieję, że do następnego sezonu narciarskiego nie zapomnę jazdy i będę jeździć coraz lepiej. Ferie bardzo mi się podobały, mile spędziłem czas z rodziną.

 

 Hubert Rudzki, 5a

***

W pierwszej połowie ferii byłem we Włoszech na nartach. Pierwszy raz! Mieszkaliśmy w miejscowości o nazwie Sella Newea. Codziennie jeździliśmy w innym miejscu.

Tego dnia pojechaliśmy do Rawa Scletto. Po trzech godzinach jazdy zrobiliśmy się głodni, lecz tatusiowie chcieli jeszcze szusować. Zawarliśmy kompromis: ojcowie jeżdżą, a my sami (!) u Włochów, którzy nie mówią po angielsku (nie to, że my tak świetnie mówimy), mamy zamówić sobie pizzę. Zostawili nam pieniądze i pojechali.

Dobrze. Zamówiliśmy, zjedliśmy. Czekamy… Godzina. Czekamy… Czekamy… Co będzie, jeśli nie przyjadą? Coś im się stało? Pani chciała już dać nam rachunek, ale tatusiowie mówili, że zapłacą kartą. Wreszcie są!

To była bardzo stresująca przygoda. Siedzieliśmy wszyscy z nosami przy szybie.

Stanisław Pawłowski, klasa 5a

 

***

Ferie zaczęły się 18 stycznia 2016r. W pierwsze dwa dni nie robiłem zbyt dużo. W trzeci dzień grałem na komputerze z Patrykiem i dużo się śmiałem. W czwarty dzień pojechaliśmy na łyżwy z ciocią i z wujkiem. W sobotę pojechaliśmy do Zakopanego. Jak się rozpakowaliśmy, to poszliśmy oglądać skoki narciarskie. Polacy zajęli trzecie miejsce w skokach, to był ich sukces. W niedzielę pojechaliśmy do Aquaparku, było przyjemnie. W poniedziałek przyjechały moje kuzynki. We wtorek pojechaliśmy na stok narciarski „Małe Ciche”. W środę pojechaliśmy na stok „Suche”.

Te ferie bardzo mi się podobały, ponieważ mogłem ćwiczyć jazdę na nartach

Oliwier Szlachetka, klasa 5a

 

***

Ferie zimowe zaczęły się 15.01.2016 roku. W pierwszym tygodniu ferii, wraz z bratem, pojechaliśmy do babci. Będąc u babci chodziliśmy na lodowisko. Pewnego dnia jeżdżąc na łyżwach zobaczyłam pana z kamerą. Wiele osób podjeżdżało do niego, by udzielić wywiadu. Ja jeżdżąc zauważyłam, że pan macha do mnie ręką i pokazuje żebym do niego podjechała. Pan zadał mi kilka pytań np.: Jak mi się podoba lodowisko i jego lokalizacja?.

Później nagrywał moje umiejętności łyżwiarskie. Po kilku dniach mogłam się obejrzeć w telewizji.

Drugi tydzień ferii spędziłam w domu. Rodzice zorganizowali nam wyjazd na basen, do kina oraz na narty. Wraz z kuzynostwem zorganizowaliśmy zawody, kto rzuci piłeczką do celu. Zwycięzca miał dostać czekoladę. Niestety nie udało się nam go wyłonić, więc czekoladę zjedliśmy wspólnie. W piątek wybrałam się do mojej przyjaciółki Honoraty. Miło spędziłyśmy czas, bawiąc się i grając w gry planszowe.

Te ferie bardzo mi się podobały, spędziłam je aktywnie. Szkoda tylko, że tak szybko minęły.

 

Emilia Czepiel, klasa 5a

***

 Moje ferie były dokładnie zaplanowane, lecz (jak to w życiu bywa) moje plany legły w gruzach.

Już pierwszego dnia zachorowałem i nie mogłem wychodzić na podwórko. Dopiero w drugim tygodniu mogłem pójść na łyżwy. Lubię jeździć na łyżwach. I to najlepiej szybko! Nie raz w trakcie jazdy przewróciłem się, dlatego, że jechałem za szybko, lecz zawsze wstawałem i jechałem jeszcze szybciej. Raz przewróciłem się robiąc szpagat na łyżwach. Po prostu zrobiłem za duży zakręt. Na lodowisku w Myślenicach jest dużo ludzi. Liczba osób troszkę utrudnia szybką jazdę. Na lodowisku spotkałem moje koleżanki z klasy: Emilię, Basię, Kasię K. i Kasię B.

    Ferie bardzo mi się podobały – oczywiście z wyjątkiem pierwszych dni.                  

 

 

Grzegorz Folwarski, klasa 5a


 

***

Był piękny zimowy dzień. Trwały ferie. Zaprosiłam swoją koleżankę - Gosię, aby pobawiła się ze mną na śniegu.

Gosia przyszła około godziny drugiej. Przyniosła ze sobą jabłuszko do zjeżdżania. Tor do ślizgania postanowiłyśmy zrobić na niewielkim wzniesieniu, tuż obok mojego domu. Polałyśmy go wodą, żeby zrobił się na nim lód i była lepsza jazda. Na jego końcu usypałyśmy małą śnieżną zaspę. Pierwsza postanowiła wypróbować tor Gosia. Lekko ją popchnęłam, więc bezpiecznie dotarła do jego końca i odbiła się od zaspy. Następnie zjeżdżałam ja. Gosia popchnęła mnie z całej siły. Zboczyłam z trasy uderzając w siatkę i wpadając pod nią. Zaczęłam krzyczeć i się śmiać. Rozbawiona Gosia przybiegła mi z pomocą. Z trudem wydostałam się spod ogrodzenia. Na koniec ulepiłyśmy bałwana.

Tę przygodę wspominam bardzo miło i zawsze z uśmiechem na twarzy. Szkoda, ze ferie skończyły się tak szybko.    

Kasia Król, klasa 5a

        

 

 

 

 

Wigilijna reanimacja

Było to trzydzieści lat temu, w grudniu, za czasów PRL- u. Wtedy tedy trudno było cokolwiek kupić.

         Moja babcia powiel kich znajomościach tydzień przed Wigilią kupiła kilka karpi i wrzuciła j do wanny wypełnionej wodą. W ich okolicy woda miała wysoką zawartość magnezu, co się karpiom nie spodobało. Gdy babcia, dzień przed Wigilią, weszła do łazienki, stanęła jak wryta. Jeden karp się nie poruszał! Babia wykręciła numer do dziadziusia:

- Andrzej, przyjeżdżaj! Musisz zabić karpia! Ja tego nie zrobię!

- Oszalałaś?! Jestem na dyżurze! Mam pacjentów.

Po takiej rozmowie babia stanęła przed wyborem: zabić albo uratować. Wybrała to drugie. Stwierdziła, że karp też człowiek i musi mieć serce. Zaczęła uciskać tam, gdzie powinno się znajdować. Dziesięć ucisków – pod wodę; dziesięć ucisków – pod wodę; dziesięć ucisków – pod wodę. Po pięciu minutach zamachał ogonem (karp oczywiście). Babcia z ulgą wrzuciła go do reszty towarzystwa.

         Od tej pory nie wkładamy karpi do wanny, choć słyszałem, że niektórzy wrzucają te ryby do jacuzzi.

Stanisław Pawłowski,
 klasa 5a

 

 

 

 

 

 

                                   Dzień Chłopaka                                                         

 

W dniu 30 września 2015 roku odbył się dzień chłopaka. Większość dziewczyn przygotowała dla chłopaków ze swojej klasy miłe podarunki. Każdy chłopiec poczuł się w tym dniu wyjątkowo - głównie za sprawą dziewczyn oczywiście. W ręce chłopaków powędrowały słodycze, śliniaczki, bransoletki, smycze, papierowa serca i mnóstwo życzeń.  Chłopcy byli zaskoczeni i bardzo zadowoleni. Mamy nadzieję, że chłopcy wkrótce nam się odwdzięczą.

Emilia Czepiel, Katarzyna Król, klasa 5a

 

smileyUWAGA! PONIŻSZY TEKST ZAWIERA LOKOWANIE PRODUKTU!!!smiley

Dnia  30 września 2015 r. jak zwykle przyszedłem do szkoły. Na języku angielskim stało się coś, co mnie zaskoczyło. Wszystkie dziewczyny wstały, podeszły pod tablicę i chórem powiedziały: „Wszystkiego najlepszego z okazji Dnia Chłopaka!”. Każdemu z chłopców podarowały lizaka i batonika. Nie był to jednak koniec niespodzianek. Na przerwie przed matematyką podeszła do mnie moja dziewczyna - Kinga z klasy „B”. Dała mi serduszko, batonika „Prince Polo” i również życzyła mi wszystkiego najlepszego.  Gdy otworzyłem serduszko było w nim napisane „Dla Kacpra od Kingi”.

Kacper Grzelak, klasa 5a

 

Dzień Chłopaka w Polsce obchodzony jest w Polsce 30 września. W naszej klasie obchodziliśmy go tak: przed lekcjami poszłyśmy do pani wychowawczyni i zrobiłyśmy niespodziankę dla chłopaków. Przygotowałyśmy im po jednym batonie i jednym lizaku, związałyśmy wstążką i dodałyśmy karteczkę z napisem,, Dla najlepszych chłopców w szkole”. Gdy skończyłyśmy, to poszłyśmy omówić szczegóły tej niespodzianki. Najtrudniej było utrzymać to w sekrecie przed chłopcami. Po lekcji pierwszej, poszłyśmy do biblioteki i wzięłyśmy reklamówkę z prezentami dla chłopaków. Szybko biegłyśmy do sali lekcyjnej na język angielski. Kiedy wręczałyśmy chłopcom prezenty byli bardzo zaskoczeni.

Zuzanna Oramus, klasa 5a

 

Dzień sprzątania ziemi

 

Dnia 22.09.2015 roku w naszej szkole odbyło się sprzątanie świata, w którym wzięły udział klasy IV -VI. Klasy piąte sprzątały drogę od szkoły do krzyża. Dwa lata temu zebraliśmy pięć pełnych worków śmieci, a w tym roku tylko dwa.
Podczas sprzątania  świata czas mijał nam wesoło. Gdy droga została posprzątana, poszliśmy na boisko „Jawor”, gdzie piekliśmy kiełbaski , graliśmy w piłkę i robiliśmy wiele ciekawych rzeczy. Mieliśmy ze sobą koce, gry planszowe oraz karty. Bardzo lubię takie dni, kiedy możemy spędzić z klasą miłe chwile.

Emilia Czepiel, klasa 5a

 

 

W dniu 22 IX 2015 odbył się Dzień Sprzątania Świata, który zaczął się bardzo wesoło. Oczywiście z języka polskiego mieliśmy dyktando. Następnie odbyła się jeszcze druga i trzecia lekcja.  Dopiero na czwartej lekcji zaczęło się sprzątanie.

Do sprzątania wyznaczono nam odcinek od szkoły do krzyża. Gdy sprzątaliśmy teren na szczęście nie nazbierało się dużo śmieci. Po powrocie poszliśmy na boisko, żeby zjeść pieczoną kiełbaskę. Po jedzeniu zagraliśmy sobie w karty z Zuzą, Staszkiem i Kacprem. Następnie wróciliśmy do szkoły, gdzie mieliśmy jeszcze koło matematyczne.

Na pewno zapamiętam ten dzień.

Bartek Dąbrowski, klasa 5a

 

 

W dniu 22.09.15 miało miejsce sprzątanie ziemi w Szkole Podstawowej w Jaworniku.

Zanim poszliśmy sprzątać świat odbyły się pierwsze trzy lekcje. Nasza klasa udała się do szatni, by przygotować się do sprzątania. Sprzątaliśmy odcinek od szkoły do krzyża. Po drodze znaleźliśmy pełno śmieci, a gdy już skończyliśmy, poszliśmy odpocząć na boisko.

Nasza klasa grała w piłkę nożną, a następnie zjedliśmy smaczną kiełbasę i graliśmy w ringo. Po zabawie odpoczęliśmy na ławkach. Pani zebrała naszą klasę i wróciliśmy do szkoły.

 

Błażej Braś, Grzegorz Folwarski, klasa 5a

 

 

 Sprzątanie świata - co to jest?                           

Polska jest częścią międzynarodowego ruchu na rzecz ochrony środowiska Clean up the World wywodzącego się z Australii, zapoczątkowanego w 1989 roku przez Ina Kiernana, australijskiego biznesmena i żeglarza. W ruchu tym uczestniczy blisko 40 milionów wolontariuszy z ponad czterdziestu krajów na całym świecie. W Polsce akcję w 1994 roku zainicjowała  Mira Stanisławska-Meysztowicz, założycielka Fundacji Nasza Ziemia.
 

Wyszukali: Kacper Grzelak & Łukasz Furgała, klasa 5a

 

 

Sprzątanie Świata to międzynarodowa kampania odbywającej się na całym świecie w trzeci weekend września. Polega na zbiorowym sprzątaniu śmieci zalegających poza miejscami przeznaczonymi do ich składowania. Jej celem jest wzrost świadomości ekologicznej społeczeństw.

W Polsce sprzątanie świata zainicjowała Mira Stanisławska-Meysztowicz. Akcja odbywa się co roku, począwszy od 1994. Krajowym patronem i koordynatorem akcji w Polsce jest Fundacja Nasza Ziemia.

Akcja "Sprzątanie świata" wywodzi się z Australii. Po raz pierwszy odbyła się w 1989 r. , kiedy 40 tysięcy mieszkańców Sydney wzięło udział w akcji sprzątania terenów portu. Już rok później akcja objęła zasięgiem całą Australię, a liczba jej uczestników co roku rośnie.

 

Świat sam sobie nie da rady,

segregujemy więc odpady.

Puszki, papier worki stare,

zbiorowisko śmieci małe.

Mimo zimnej już pogody,

weźmy wiadra ciepłej wody,

mopy, szczotki i sprzątajmy,

a do świąt z tym nie czekajmy.

Weźmy worki te gotowe,

zbierzmy wokół śmieci nowe.

Wszystkie stare porzucone,

z naszej ziemi zagraconej,

drogi, pola, zagajniki,

uwolnijmy więc od śmieci,

a dokładniej je zbierając

w worki EKO segregując.

 

wyszukały: Katarzyna Król, Małgorzata Bochenek, klasa 5a

 

 

WAKACYJNE WSPOMNIENIA...

 

 

Kotwica

W tym roku pojechałem z rodzicami  i rodzeństwem na żaglówkę na Mazury. Płynęliśmy sześć godzin, kiedy mamusia powiedziała:   

 - Przybijajmy do brzegu.
- Dobrze - odpowiedzieliśmy.

Akurat wtedy zobaczyliśmy przyjazną zatoczkę, w której postanowiliśmy zanocować. Podpłynęliśmy, wyrzuciliśmy kotwicę, wskoczyliśmy do wody i zacumowaliśmy łódkę do brzegu. Kiedy wróciliśmy,  mamusia zrobiła kolację.

Po kolacji  położyliśmy się do koji. Koja to takie łóżko na statku. Prawie zasnęliśmy, gdy zerwał się wiatr. Tatuś poszedł sprawdzić czy wszystko jest w porządku i zauważył, że staliśmy dużo bliżej innej łódki niż wcześniej. Pociągnął za linę kotwiczną, a ta przesunęła się po dnie bez oporu. Czując to, tatuś obudził mnie i razem zarzuciliśmy jeszcze raz dwie kotwice. Na szczęście wszystko dobrze się skończyło, a morał z tego płynie taki, że jeżeli jesteś na żaglówce, to sprawdź wszystko trzy razy.

Staszek Pawłowski, klasa 5a

 

Pechowy początek

Moje wakacje zapowiadały się bardzo ciekawie. Zaplanowałem z rodzicami dużo ciekawych atrakcji, lecz już w pierwszym tygodniu miałem niezbyt ciekawą przygodę.

Poszedłem do kolegi. Postanowiliśmy zagrać w piłkę. Naglę poczułem silny ból stopy. Okazało się, że użądliła mnie pszczoła. Mama kolegi wyciągnęła żądło i zaopatrzyła ranę. Gdy wróciłem do domu, noga nadal bolała. Mama obłożyła mi nogę plastrem cebuli. Na drugi dzień noga spuchła i zsiniała.  Pojechaliśmy do lekarza, który przepisał maść. Przez parę dni nie mogłem stanąć na stopie. Byłem unieruchomiony w łóżku. Dopiero po kilku dniach noga zaczęła zmieniać kształt i barwę.

Na pewno na długo zapamiętam te pierwsze dni wakacji.

Bartek Dąbrowski, klasa 5a

 

Chodzące muszelki

W tegoroczne wakacje wraz z rodzicami i bratem odwiedziłam Chorwację.

Podróż przebywała bez zakłóceń, pomimo 12 godzin jazdy samochodem. Zmęczeni, ale szczęśliwi dotarliśmy do celu. Przywitała nas piękna, słoneczna pogoda. Codziennie chodziliśmy na plażę, a tam była kąpiel w morzu, zabawa, puszczanie latawca oraz nurkowanie. Pewnego dnia podczas nurkowania, zauważyłam kilka ciekawych muszli. Postanowiłam je zabrać, by pokazać rodzince, a przy okazji zostawić na pamiątkę. Gdy ułożyłam muszelki na brzegu, po pewnym czasie zaczęły się same ruszać. Patrzyłam zdziwiona, co się dzieję. Po chwili zaczęły wychodzić z nich małe kraby. Były takie malutkie, mokre i wtedy zrozumiałam, że to ich domki i muszę je prędko zanieść na swoje miejsce. Tak też uczyniłam - wszystkie muszlę wraz z ich lokatorami znalazły się w bezpiecznym miejscu. Ja nurkowałam dalej, podziwiając cudny, podwodny świat i znalazłam w końcu piękną muszelkę, ale już pustą. Pewno była za mała dla lokatora.
W czasie pobytu na Chorwacji odwiedziliśmy wiele pięknych miejsc, poznaliśmy kulturę i kuchnię chorwacką. Pełni wrażeń, z pamiątkami wróciliśmy do domu, do Polski.

Wakacje bardzo mi się podobały, pozostało wiele wspomnień, przeżyć, nawiązałam wiele znajomości. Chętnie wrócę tam jeszcze raz, już tęsknie za kolejnymi.

Emilia Czepiel, klasa 5a

 

Grzybobranie

          Pod koniec wakacji musiałem przygotować się do nadchodzącego roku szkolnego. Ciesząc się ostatnimi wolnymi dniami postanowiłem wybrać się na grzyby. Wstałem rano ubrałem się i spakowałem plecak. Wyruszyłem do lasu. Im głębiej wchodziłem, tym las był ciemniejszy. Po prawej stronie drogi zobaczyłem gniazdo szerszeni. Nie podchodziłem, bo troszkę się bałem. Wszedłem na skarpę i ominąłem gniazdo szerokim łukiem. Gdy zbliżałem się do grzybowiska zobaczyłem szarego zajączka. Zajączek mnie nie zauważył. Zbliżyłem się do niego, a ten uciekł w krzaki. Obróciłem się i zauważyłem dużą sarnę, która pasła się na łące. Dotarłem do grzybowiska i nazbierałem dużo grzybów, oczywiście tych jadalnych.  Po tylu wrażeniach zgłodniałem, dlatego zjadłem kanapkę i wypiłem soczek. W drodze powrotnej śpiewałem piosenki.

 

Grzegorz Folwarski, klasa 5a

 

Rodzinnie...

           Wszystko zaczęło się tak: przyjechaliśmy z siostrą do babci na tydzień. Moi dziadkowie mieszkają w Gliwicach. Przez cały pobyt była ładna pogoda. Czas ten spędziłem rodzinnie – jadłem pyszne obiady babci, chodziłem z wujkiem Piotrkiem na spacer, razem oglądaliśmy mecze siatkówki. Wspólnie zwiedzaliśmy najbliższą okolicę i robiliśmy sobie przerwy na lody. Ostatni dzień spędziłem na działce, a później z tatą wróciliśmy do domu.      

       W Gliwicach było miło i dobrze. Na pewno pojedziemy tam za rok.  

Błażej Braś, klasa 5a

 

 

Polskie morze

W te wakacje odwiedziłem polskie morze. We Władysławowie spędziłem z rodziną cały tydzień. Trafiliśmy na słoneczną, ale niezbyt ciepłą pogodę. Nie mogłem kąpać się w morzu, ponieważ było zimno i wisiała czerwona flaga. Dopiero dwa dni przed wyjazdem powieszono białą flagę, która oznacza, że można się kąpać. Znad morza przywiozłem „pamiątkę”, z która się nie rozstaję – zielony clipper z Minecrafta. Odwiedziłem Muzeum „Kocham Bałtyk”, gdzie trafiłem na niezwykłą wystawę klocków Lego. Widziałam różne historyczne czasy, pojazdy, Lunapark, postaci i rzeczy z filmów – i to wszystko zbudowane było z klocków Lego. Dodatkowo niektóre z tych rzeczy wyglądały jak żywe: ruszały się, kręciły, jeździły. Miałem również możliwość ścigania się z bratem na torze gokartowym. Zająłem drugie miejsce i prześcignąłem brata.
Nawet  brzydka pogoda nie przeszkodziła mi i mojej rodzinie w spędzeniu  cudownych wakacji nad morzem. Jest tam mnóstwo fajnych atrakcji.

 

Łukasz Furgała, klasa 5a

 

 Stadion Narodowy w Warszawie

Tata dowiedział się, że możemy pojechać tirem na stadion. Bardzo się ucieszyłem, ponieważ nigdy nie byłem na tak wielkim stadionie. Tata powiedział mi o tym późnym wieczorem, więc poszedłem spać pełen entuzjazmu. Nagle coś mnie obudziło o czwartej w nocy. To był tata, który mówił, że za godzinę wyjeżdżamy. Troszkę się zdenerwowałem, lecz gdy już wyruszyliśmy, nie mogłem się powstrzymać od radości. Zmęczenie jednak wygrało i wkrótce usnąłem. Gdy się obudziłem, tata powiedział mi, że za chwilę będziemy na miejscu. Po piętnastu minutach moim oczom ukazał się stadion. Jaki on był wielki!!!!!!! Wyglądał jeszcze lepiej niż w telewizji. Zrobił na mnie ogromne wrażenie.

Hubert Rudzki, klasa 5a

Bieszczady

W trakcie wakacji wybrałem się na wycieczkę z rodzicami. Celem wyprawy była zapora nad Soliną, w Bieszczadach. Gdy dojechałem na miejsce, musiałem przejść przez las, by dojść do zapory. W wodzie pływały ogromne ryby. Solina to miasto, w którym zakazane jest łowienie ryb. Mogłem za to podziwiać piękne widoki. Spędziliśmy miłe chwile na plaży i chociaż woda była zimna nie powstrzymało mnie to od pływania. Rodzice zaplanowali dla nas wiele atrakcji: jeździliśmy na rowerku wodnym. Było późno, gdy wróciliśmy do samochodu. Po drodze szybko usnąłem.                       

Grzegorz Folwarski, klasa 5a